Aleja sław, czyli chwalę się… znowu!

Już dawno powinnam była to zrobić, ale najpierw byłam w Warszawie, a książka kilkaset kilometrów dalej. Potem byłyśmy w tym samym miejscu, ale nie miałam potrzebnego sprzętu 😉 A ostatnio jakoś nie miałam czasu. Ale – jak to mówią znawcy porzekadeł – lepiej późno, niż wcale.

Pamiętacie moją entuzjastyczną recenzję książki „Wyrok” Mariusza Zielke? Gdy Pan Mariusz odezwał się z propozycją pierwszej książki do recenzji, to nikt nawet sobie nie wyobrażał, że tak się sprawy potoczą. Tylko rok po pierwszym wydaniu jedno z „kryminalnych” wydawnictw – Czarna Owca – postanowiło wydać ponownie tę książkę, dołączając ją do dobrze znanej – Czarnej Serii.

Gdy otrzymałam książkę, zaczęłam ją przeglądać i nagle natknęłam się na aleję sław…

Pochlebiło mi to, nie powiem. Bardzo fajnie, że ktoś zadał sobie trud wyszukania i wybrania fragmentów z recenzji blogerów. Szkoda tylko troszkę, że wydawnictwo nie napisało nawet i nie spytało o zgodę na publikację. Wypadałoby…

Napuszyłam się, a teraz uciekam – jadę spotkać się ze znajomą będącą chwilowo w Warszawie, a potem idziemy do kina na film pod tytułem „Miłość”. O ile psychicznie wytrzymam takiego rodzaju film. Kolejne dwa dni będą równie intensywne, więc nowa notka pewnie dopiero w weekend.

Reklamy

„Asurito Sagishi – cnotliwy aferzysta” – Mariusz Zielke

Wydawnictwo: Principium, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 294

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Główny bohater, Michał Stawiński, prowadzi agencję detektywistyczną, która zajmuje się głównie sprawami związanymi z biznesem. Żyje mu się całkiem nieźle – agencja zarabia godziwie, Weronika – jego dziewczyna – jest fajna, kształtna i lubi seks, właściwie trudno mu na cokolwiek narzekać. Poznajemy go, gdy bawi w Szarm el-Szejk, gdzie właśnie dochodzi do ataków terrorystycznych. Turyści zostają przez władze czym prędzej odesłani do domu. I to akurat w trakcie podróży Michał spotyka osobę, od której wszystko się zaczęło – Hermana Bolsa. Na lotnisku w Amsterdamie odbywają przedziwną rozmowę, a po powrocie do kraju okazuje się, że Michał nie ma już portfela. Obstawia, że ukradł go właśnie Bols, zaczyna szukać o nim informacji i w ten sposób rusza koło najdziwniejszych przypadków i zbiegów okoliczności.

Po pierwszych kilku czy kilkunastu stronach możemy poczuć się, jakbyśmy siedzieli w kolejce górskiej w wesołym miasteczku – akcja pędzi, co chwilę coś się dzieje, momentów wytchnienia jest mało i są króciutkie, a na dodatek rozpędzamy się coraz bardziej i bardziej! Michał zostaje wmieszany w rozgrywki związane z mafią, rządem, prezydentem, kandydatami na prezydenta, służbami wojskowymi, policją, Interpolem… Co chwilę ktoś dybie na jego życie, a on nie rozumie dlaczego. W badaniu sprawy dzielnie towarzyszą mu koleżanki z firmy – Ivo, brzydka jak noc, śmiertelnie groźna była sportsmenka oraz Magda – filigranowa policjantka o kamiennym sercu. Oczywiście, mniej lub bardziej w tle, jest też Weronika, dziewczyna Michała, której ojciec jest jednym z kandydatów startujących w wyborach.

Jeżeli akcja przypomina kolejkę górską, to jest to kolejka górska, którą zawiaduje szaleniec. Tą książką rządzą: satyra, ironia i absurd. Fabuła momentami zdaje się pękać, ale – jak to w powieściach absurdalnych bywa – mimo wszystko trzyma się kupy. Czytelnik znaleźć może mnóstwo analogii między sytuacjami opisanymi w tej książce, a naszą codziennością. Szczególnie wyraźnie widać te powiązania, które dotyczą polityki i biznesu. Oraz oczywiście mediów. Czasami miałam wręcz wrażenie, że niektóre rzeczywiste osoby są wręcz zbyt mocną inspiracją dla autora. Mariusz Zielke co chwilę puszcza oczko do czytelnika ukazując sytuację nierealną, jednak mocno podobną do tych, o których słyszymy  w mediach. Albo z sytuacji pozornie realnej nagle robi coś, co sprawia, że nasz mózg staje okoniem i zastanawia się „chwila, chwila, ale o co chodzi?” 😉

Po przeczytaniu czterech książek tego autora mogę chyba już powiedzieć zdecydowanie: ma on talent i lekkie pióro. Wyśmienicie czuje się w konwencji satyry, groteski, bawieniu się tworzonymi bohaterami, jak i czytelnikiem i jego odczuciami. Jest też bardzo kreatywnym autorem, który chyba nie zna ograniczeń dla swojej wyobraźni. Bardzo jestem ciekawa, co też będzie dalej – czy coś bardziej w stylu „Wyroku”, czy też może „Księgi kłamców”. A może jeszcze inny gatunek, inna forma? Zobaczymy! © Agnieszka Tatera