Melduję, że…

ksiazka_2015

Niedługo ruszam na Targi Książki w Krakowie. Chociaż nie mam kompletnie ochoty, zamordowano ją we mnie dzisiaj całkowicie. Mam nadzieję, że odżyje w trakcie targów 😉

Jutro spotkać mnie można – razem z kilkoma innymi osobami – na panelu o tytule „Czy blog może zmienić życie? Dyskusja blogerów książkowych, którzy odnieśli sukces”, godzina 16.00-17.00, sala Praga A. Podtytuł panelu wprawił mnie w lekkie oszołomienie, no ale co tam, zobaczymy jak będzie!

Pewnie od południa będę krążyć po hali targowej, zamierzam także wpaść na spotkanie blogerów w „Smakołykach”.

Do zobaczenia w Krakowie?

Targi Książki w toku!

Melduję tylko, że żyję. Ciągle 😉 Pierwszy dzień upłynął pod znakiem pomocy na stoisku, spotkań z mediami (ponoć załapałam się do wypowiedzi Polskiego Radia Program 3) i spotkań branżowych. Minął błyskawicznie!

Dzisiaj szkolenie z promowania książek w portalach internetowych, potem trochę spotkań, a późnym popołudniem zaczyna się szaleństwo. Przyjeżdża Iza z Czytadełka, potem idziemy się integrować z autorami Uroborosa i ich fanami. A jutro… Wariacja! Spotkania, spotkania, spotkania, spotkania, a na koniec integracja blogerów, czytelników i autorów. A, i jeszcze urodziny kumpeli. Szał ciał!

To tyle tej niby-relacji, a na koniec garść zdjęć, które zrobiłam na nasz fanpage 🙂

stadion narodowy
Zaczynamy!
10257219_706450116063501_121793117095938813_o
Tło do zdjęć, taka ścianka sławy 😉

Miłego weekendu!

Zużycie materiału

kawa i ciastko

Ostatnio tylko biegam. Tu, tam, ówdzie. Prawie nie czytam. A jak czytam, to teksty do pracy. W związku z czym, nie mam o czym napisać na blogu.

Wróć. Mogłabym napisać kolejny Wieloksiąg lub odpowiedzieć na pytania. Ale nie mam czasu.

Byle do „po Targach”, byle do końca maja, byle do połowy czerwca. Sama już nie wiem, byle do kiedy.

Na razie byle do przyszłego czwartku – będzie po Targach, po spotkaniu autorskim i po dwóch innych spotkaniach. I może wtedy w końcu poczuję spokój duszy i się zrelaksuję.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! 😉

Święto dla moli książkowych!

logo targów

Już za tydzień rozpocznie się jedna z dwóch najważniejszych w tym kraju imprez branżowych, czyli Warszawskie Targi Książki. Ja siłą rzeczy spędzę na Stadionie sporo czasu, z różnych powodów.

Bardzo istotnym powodem będą np. spotkania oko w oko z blogerami, czytelnikami, autorami, czyli wszystko to, co fajne 🙂 I tutaj pojawia się moje pytanie: kto wybiera się do Warszawy na Targi? Kiedy będziecie? Macie ochotę pogadać oko w oko?

Druga sprawa to chęć zaproszenia Was na spotkanie czytelników, blogerów, autorów, które robi Kamil z Przy Kominku. Odbędzie się ono w sobotę, 24 maja, w Kicia Kocia. Rozpoczynamy o godzinie 17:00, ale każdy może przybyć wtedy, kiedy mu pasuje. Oczywiście przed 17 ma szansę siedzieć sam ze sobą, a przybywając bardzo późno ma szansę na to, że natknie się na same niedobitki 🙂 Wszystkie szczegóły spotkania znajdziecie na Facebooku, a dokładnie tutaj. Jeżeli ktoś chce mieć numer telefonu w celu ułatwienia kontaktu – proszę o znak.

Mam nadzieję, że w sobotę spotkam wielu z Was! 🙂

PS. A przy okazji zapraszam Was na te spotkania!

spotkania autorskie

O Targach Książki w Katowicach słów kilka…

i sporo zdjęć 😉 O tych Targach napisano już tyle relacji, że nie zamierzam się rozpisywać. Dodam tylko to, co mi leży na sercu.

Pierwsza – miła – rzecz: możliwość spotkania oko w oko blogerki, której wcześniej nie miałam okazji spotkać w „realu”. Dofi, świetna z Ciebie babka i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze wielokrotnie! Fajnie było móc z Tobą spędzić te wszystkie godziny (około)targowe 🙂

Druga – fajna – rzecz: możliwość spotkania tyyyyyylu blogerów! Sporą część z Was miałam okazję spotkać już wcześniej, ale część osób była dla mnie (przynajmniej „w realu”) zupełnie nowa. Tak czy siak – bardzo się cieszę, że miałam takową okazję, bardzo mi było z Wami dobrze!

Trzecia – niemiła – rzecz: słaba jakość tegorocznych Targów. To już pierwsza (a co dopiero o drugiej mówić!) edycja była lepsza. Mizerna ilość „prawdziwych” wydawców, mizerna frekwencja, wielka ilość firm-zapychaczy, drogie stoiska, pakiet medialny dla blogerów składający się z setek ulotek i naklejek (mieliśmy chodzić i je rozdawać?), brak szatni, chociaż to akurat okazało się dobre, bo w salach (a i generalnie na płycie) było tak zimno, że i apaszka, i kurtka bywały pomocne. Niestety, dla mnie – w porównaniu z poprzednimi dwiema edycjami – spore rozczarowanie. I tym większy przyczynek do zadumy – w jakim kierunku idzie ta impreza i czy w ogóle odbędą się czwarte Targi Książki w Katowicach?

Ale jeżeli się odbędą, to wierzę, że – kolejna świetna rzecz – wielką ich siłą będą Śląscy Blogerzy Książkowi. Grupa skrzynkęła się kilka miesięcy wcześniej i działała prężnie 🙂 To dzięki nim mieliśmy okazję uczestniczyć w ciekawych panelach, porozmawiać między sobią, jak również z przedstawicielami wydawnictw, pointegrować się w trakcie imprezy potargowej. A co niektórzy nawet zostali skuszeni i złamali swą obietnicę niekupowania! Taką siłę przekonywania mają ludki z ŚBK! Jeszcze raz – wielkie dzięki 🙂

Świetna rzecz – partyzanckie spotkanie z Martą Kisiel. Było megasympatycznie, wesoło i tak swojsko, że chciałoby się spotykać w tym gronie częściej!

Następna – nie do końca fajna sprawa – goście szkoleniowo-panelowi. Panowie z firm robiących szkolenie o pozycjonowaniu i afiliacji chyba w ogóle nie zainteresowali się, kto będzie ich grupą docelową. Nie byli przygotowani do szkolenia blogerów książkowych, nie znali naszej specyfiki i potrzeb. A nade wszystko nie sprostali potrzebie przedstawienia tego w sposób zupełnie podstawowy, dla ludzi, którzy w 95% nie wiedzieli nawet, o czym mowa, gdy mówi się o afiliacji.

Inną sprawą była panel z paniami z wydawnictw. Panie mniej lub bardziej urocze, chętne do współpracy, miłe i zaangażowane. Ale zrobił się – jak dla mnie – panel pod hasłem:

Może dlatego, że stoję w rozkroku między dwoma światami i znam rozmowy w kuluarach, to wiem, że wcale tak słodko i różowo nie jest, jak zostało to przedstawione w tym panelu. Zresztą na to się nastawiłam, więc akurat nie zaskoczył mnie kierunek, jaki przybrała ta rozmowa. I proszę mnie nie traktować jako bezmyślną hejterkę. Owszem, blogerzy dla większości wydawnictw są dosyć lub bardzo ważni, ale są małym wycinkiem wszystkich działań. I zdecydowanie nie są tak samo ważni, jak media tradycyjne. No, chyba że mówimy o blogerach nieksiążkowych, a za to zasięgowych. Ci już są często tak samo ważni. A głos blogerów bywa czasami brany pod uwagę, ale to raczej wyjątek, a nie norma. Tym bardziej, że sporo jest też przykrych kontaktów z blogerami, o czym nie do końca była tam mowa 😉

W każdym razie całość mego pobytu w Katowicach uważam za niezmiernie udaną! Szczególnie biorąc pod uwagę warstwę „towarzyską”. Spotkania z blogerami – super, wszystkie bez wyjątku 🙂 Spotkania z autorami – miodzio 🙂 Bardzo mi się podobało!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Stos okołoblogowy. I to jaki!

Tak, jak obiecałam wczoraj, w końcu wrzucam stos. Mniej więcej połowa to rezultat wizyty na Targach Książki. Reszta, to najróżniaste różności 😉 Ale dosyć gadania, najpierw zobaczcie sami ten zacny stos, a potem – pod nim – cudeńka, które radują me serce!

Pierwszych pięć książek, to prezenty z Targów Książki. Od góry:

„Punkhead” Sender – podarowały mi miłe panie z Wydawnictwa Replika po entuzjastycznej rozmowie na temat pierwszej książki tego autora. Mocno jestem ciekawa, czy po świetnym debiucie dalej będzie tak samo dobrze!

„Abchazja” Górecki – prezent od samego autora. Nie wiem, jakim cudem przeoczyłam jego nazwisko w spisie spotkań autorskich, ale całe szczęście zobaczyłam przez przypadek, że jest na stoisku Czarnego! Pierwsze dwie książki są przecudnej urody, wychwalałam je obydwie mocno. A lektury trzeciej już doczekać się nie mogę!

„Jezioro cierni” Zimniak – prezent od autorki. Przesympatyczna kobieta, bardzo ciepła i miła. Wcześniej czytałam tylko „Willę”, ale dwie książki czekają na swoją kolejkę, cierpliwe są 🙂

„Przewrotność dobra” Kwiatkowska – kolejny miły prezent od autorki. Cóż to za kobieta! Entuzjazmu i energii może jej pozazdrościć 90% nastolatków 😉

„Pasja budzi się nocą” Kossak – prezent od wydawnictwa. Przyznam, że zgodziłam się ją przyjąć w ciemno i bardzo jestem ciekawa rezultatu 😉

– „Odmieniec” Gregory – od Wydawnictwa Egmont. Pora się w końcu przekonać, co też się kryje pod nazwiskiem tej autorki 😉

„Trafny wybór” Rowling – z biblioteki. Jestem chyba jedyną osobą w Polsce, która nie czytała (i szybko nie zamierzam sięgnąć) Harry’ego Pottera. Przekornie zaczynam od tej książki 😉

„Światło” Harrison – wymiana z Izuś.

„Misjonarze z Dywanowa. Część III: Donkey” Zdanowicz – prezent od autora. Czytałam dwa pierwsze tomy i – o dziwo, bo tematyka jakby nie moja – podobały mi się, więc z ciekawością zobaczę, co się dziać będzie dalej u tej ekipy.

stos

Relację z Targów Książki możecie przeczytać TUTAJ. A teraz nadeszła pora na podzielenie się pamiątkami, które wzbudzają mą wielką radość, a mianowicie:

górecki

Normalnie urosły mi skrzydła, jak to zobaczyłam. A dziewczyny przez resztę dnia musiały ciągnąć mnie na sznurku, bym nie odfrunęła w bezkres nieba 😉 Faktem jest, że z recenzji jestem bardzo zadowolona. Może z tej z „Toastu za przodków” mniej, a bardziej z „Planety Kaukaz”. Ale to tylko dlatego, że te książki są tak cudne i inspirujące!

Zimniak

Wpis tak samo uroczy, jak autorka! Kurczę, jak bardzo chciałabym móc całymi dniami czytać i czytać, wyjść z tych moich obłożeń trochę. Wielką ochotę mam na jej książki, ciekawe, kiedy w końcu sięgnę?!

Kwiatkowska

Kolejne cudeńko od niesamowitej kobiety! Jak widzicie – w trakcie targów czekały na mnie urocze niespodzianki. Jechałam po nic, a wróciłam z taką ilością prezentów i ciepła „odludzkiego” 🙂

Stosik był, musi więc paść sakramentalne pytanie: jakie macie plany na weekend? Ja chwilkę poczytam, a potem uciekam na grilla. To nic, że zimno jak diabli. Wyślemy kumpla z grillem na taras, a my będziemy się rozgrzewać w mieszkaniu 😉 A jutro trochę lenistwa, trochę pracy, nie planuję nic konkretnego. A co u Was?

Targi Książki, spotkanie blogerów i autorów, czar atmosfery…

Było relacji tyle, że cóż ja mam jeszcze mądrego napisać? Chyba tylko całkowicie subiektywnie i emocjonalnie. Chociaż nie, trochę będę najpierw chwalić, potem czas na emocje.

A co będę chwalić? Ano, decyzję o przeniesieniu Targów Książki z Pałacu Kultury i Nauki na Stadion Narodowy. Mimo narzekania malkontentów, że „Jak to? Stadion dla książek??” moim zdaniem ta lokalizacja sprawdziła się 300% lepiej niż PKiN. O wiele szerzej, więcej miejsca między rzędami stoisk, wygodniej, przewiewniej. Sale konferencyjne nowoczesne, klimatyzowane, wszystkie na jednym poziomie, więc łatwo znaleźć. Infrastruktura (toalety, bary stadionowe etc.) przygotowana na tłumy. Pomocni „przewodnicy” targowi i zespół pierwszej pomocy spacerujący dookoła i sprawdzający sytuację. Moim zdaniem TK powinny tutaj zostać tak długo, aż pojawi się coś jeszcze lepszego. Nigdy nie wracajcie do PKiN-u!

Dwa minusy – bary stadionowe mają stałe (koszmarne!) ceny i nikły wybór. Rozumiem, że na mecze to starcza, na taką imprezę już nie. Dlatego dobrze, że organizatorzy pomyśleli o zorganizowaniu jeszcze innych punktów żywieniowych. Drugi minus – Olesiejuk i jego koszmarne stoisko. Umiejscowione zaraz przy wejściu – przez obłożenie autorami i spotkaniami z nimi – zaowocowało stałym efektem „wąskiego gardła”. Im częściej bywam na TK, tym bardziej uważam, że ta firma powinna być wyeksmitowana na sam koniec alejek, gdzie będzie mniej zawadzała zwiedzającym. A na Stadionie najlepiej byłoby, gdyby wylądowała na miejscu murawy 😉

No dobra, oceny na bok, teraz czas na uczucia!

Jak bardzo lubię TK i spotkania, to wie chyba każdy, kto tu bywa w miarę regularnie. Dla mnie zabawa zaczęła się już w piątek po pracy, gdy w me progi zawitała Izuś z Czytadełka wraz ze swoją koleżanką. Miły wieczór ciągnął się do północy, potem trzeba było iść spać, by mieć siły na sobotę. Najpierw była pizza, a potem spędzałyśmy czas, jak na blogerki książkowe przystało 😉

blogerki

Sobota… była niesamowita! Najpierw był panel dyskusyjny dotyczący literatury kobiecej i festiwalu „Pióro i pazur”. Już tam spotkałyśmy kilka lubianych przez nas autorek, chwilę porozmawiałyśmy i ruszyłyśmy między stoiska. Spotkałyśmy się tam również z Edith i dalej wędrowałyśmy we cztery. Ja wędrowałam zupełnie na żywioł, a Iza i Edith miały kilka punktów obowiązkowych. Jednym z nich było zdobycie dedykacji Romy Ligockiej, która wprawiła dziewczyny w dziki zachwyt. Były też i inne dedykacje, spotkania, rozmowy, zdjęcia… Działo się wiele, a czas płynął szybko. Ja odwiedzałam głównie znajomych z wydawnictw i znajomych autorów, ale spotykaliśmy co jakiś czas również znajomych blogerów. A przez przypadek spotkałam znajomego reportera, którego nie widziałam już ponad rok i dostałam przecudnej urody dedykację w jego najnowszej książce. Fruwałam potem pod sufitem do końca dnia! 🙂

W porze obiadowej dołączył do nas Jarek Czechowicz, który jednak musiał szybko uciekać, więc było to tylko krótkie spotkanie. A potem jeszcze tylko kolejna rundka, kolejne rozmowy i już był czas zbierać się w stronę Pikanterii, gdzie odbywać się miało spotkanie blogersko-autorskie. Po drodze spotkałyśmy Manięczytania z uroczym synem i razem dzielnie szukaliśmy restauracji, podążając jakby nie w tę stronę, w którą należało 😉 Ale w końcu udało się trafić, no i zaczęło się…

Jako, że byłam razem z Izą założycielkami wydarzenia na Facebooku, a ja na dodatek byłam „miejscowa”, to wypadła mi rola organizatorki. A spotkanie przerosło moje oczekiwania! Do tej pory wszystkie wydarzenia, które organizowałam na FB (lub w których uczestniczyłam) miały taką samą zasadę: na 100% osób deklarujących przybycie stawia się na miejscu miedzy 30 a 60%. A w sobotę zjawili się wszyscy! Mało tego – ludzi było więcej, niż miało być! Wyobraźcie sobie teraz mój stres! Nastawiłam się na maksymalnie 20 osób, a jest ponad 30. Jak to rozwiązać? Jak ogarnąć brakujące miejsca w knajpce, w której oprócz nas są dodatkowo 4 grupy komunijne i nie ma wolnych stolików? Jak załatwić kwestię rachunku, by każdy rozliczał się tak, jak mu wygodnie? Jak zwalczyć burkliwość obsługi? Jak sprawić, by blogerzy integrowali się z autorami, a autorzy z blogerami? Jak sprawić, by podobało się, jak największej ilości osób??

Stres mnie zżerał przez pierwsze 3 godziny spotkania! W tym czasie biegałam od jednej osoby do drugiej, załatwiałam różne rzeczy, próbowałam też porozmawiać z uczestnikami spotkania, a to wszystko z jednym piwem w dłoni. Dopiero po tych trzech godzinach usiadłam i zjadłam kolację. Oraz zaczęłam w pełni korzystać ze spotkania. Zrelaksowałam się powoli, ale wtedy już coraz więcej osób musiało uciekać. W końcu została nas tylko garstka – 6 kobiet i jedyny rodzynek. Oj, działo się! Rozmowy na naprawdę różne tematy, często lekko dziwne (po jednej z opowieści Mai do dzisiaj nie mogę spojrzeć na szarlotkę! :P). Spotkanie zakończyliśmy koło północy. Ja padałam już z nóg, był to dla mnie dzień pełen wrażeń. Jeżeli wnioskować po długości spotkania, to raczej było udane 🙂

Nie wiem, jak innym osobom (mogę się wypowiedzieć tylko za siebie), ale mnie bardzo się podobało! Mimo całego stresu. Spędziłam uroczy czas z fajnymi ludźmi. Porozmawiałam sobie ze znanymi mi osobami, poznałam też nowe ludki. Czasami zupełnie mi nieznane, czasami znane do tej pory wirtualnie. Super było to, że i blogerzy ściągnęli z wielu różnych miejsc – z Gdańska, z Wrocławia, z okolic Lublina… Miło było ponownie spotkać przesympatycznych autorów, a także spędzić trochę czasu z tymi, których wcześniej osobiście nie znałam. Podobało mi się, że potrafiliśmy kulturalnie rozmawiać o książkach, recenzjach, wydawnictwach, blogach, autorach, pisaniu, ale także o wielu nieksiążkowych tematach. Cudnie było, chociaż to spotkanie wyssało ze mnie mnóstwo sił.

Była też i niedziela, znowu na TK, ale tylko na chwilę. Dziewczyny zbierały gadżety, ja prezenty książkowe, syciłyśmy oczy i duszę atmosferą, podziwiałyśmy tłumy czekające do kas. A potem już niestety wędrówka na dworzec autobusowy, gdzie pożegnałyśmy się i… koniec. Następne TK za rok.

Uwielbiam taką atmosferę! Lubię ciszę i spokój, ale od czasu do czasu kocham takie spędy, zloty, pogaduchy, adrenalinę, ból nadwyrężonego gardła i zmęczenie ścinające z nóg!

PS. Prawie nie robiłam zdjęć, a na dodatek te, które zrobiłam wyszły kiepsko :/ Zapraszam jednak do obejrzenia tych niewielu, które wyszły jako tako. Te ładniejsze zdjęcia zrobiła Ania z Misja Książka. Zrobiłam pokaz slajdów, więc albo możecie siedzieć i oglądać automatyczny pokaz, albo dobrać sobie własne tempo.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Spotkajmy się!

Targi Książki w Warszawie odbędą się już za kilka dni! Z tej okazji razem z Izą z Czytadełka postanowiłyśmy zorganizować miejsce na spotkanie, żal byłoby przepuścić taką okazję! Najpierw pomysł dotyczył spotkania blogerów książkowych, jednakże w międzyczasie lekko się zmodyfikował i właściwie teraz dołączają do nas miłośnicy czytania, autorzy i blogerzy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie! Zadeklarować swą obecność można na stronie wydarzenia na Facebooku. Chyba, że nie macie tam konta, to możecie i tutaj 🙂 Zapraszamy serdecznie! Moim zdaniem to fajna okazja do spotkania czytelniczo-pozytywnie-zakręconych osób, spędzenia mile czasu na rozmowach.

targi

A jak Wam upłynął weekend? Co przeczytaliście ciekawego? A może robiliście jeszcze jakieś inne fajne rzeczy poza czytaniem? U mnie czytania nie było zbyt wiele, tyle, co w drodze na/ze zlotu rodzinnego. Wczoraj celebrowaliśmy poczwórną okazję, spotkało się kilka pokoleń przy jednym stole. Ale za to dzisiaj jestem taaaaaka zmęczona, nawet siły na recenzję nie miałam 😉

Spotkania, rozmowy, tłumy i książki, czyli Targi Książki w Krakowie

Jeżeli ten tekst będzie zbyt długi, to pretensje mieć możecie tylko do Sardegny i jej komentarza 😉 No, ale zobaczymy. Nastrój mam jakby nie ten, który powinnam mieć, by pisać fajny post o tych ciekawych dniach. Trzeba jednak spróbować, bo jutro praca + podróż + padnięcie z nóg = brak możliwości pisania notki na bloga. Jalla, do dzieła zatem!

W czwartek wybrałyśmy się do Krakowa razem ze współpracownicami. Miałam wrażenie, że cały pociąg pełen jest wydawców w przemieszaniu z ludźmi jadącymi (chyba) na konferencję dotyczącą innowacyjności 🙂 Tym samym pociągiem jechał – uroczy, jak zwykle – Jacek Dehnel. Postanowiłam jednak nie zachowywać się jak psychofanka i nie zaczepiać biednego człowieka w pociągu. Wystarczy, że już w maju piałam mu peany do ucha 😉 Po dotarciu do grodu Kraka pojechałyśmy w trójkę odwiedzić pierwszy Młodzieżowy Klub Recenzenta, jaki powstał rok temu we współpracy z moją szefową 🙂 Było super! Zobaczyć na żywo miejsce, gdzie klub funkcjonuje, porozmawiać z Moniką, popatrzeć na te stosy książek, które biblioteka zyskała dzięki temu projektowi – bezcenne!

Tort z okazji pierwszych urodzin klubu!

Potem jazda na Targi Książki. Czwartek jest zdecydowanie najlepszym dniem na odwiedziny, jeżeli macie na celu pochodzenie od stoiska do stoiska i sprawdzenie ofert. Byłam twarda i niczego nie kupiłam. Czego nie można powiedzieć o mych koleżankach, obydwie wychodziły mocno obładowane. A wieczór upłynał nam pod znakiem integracji branżowej 😉

Piątek od rana był już dosyć wariacki. Najpierw spotkałam się z Moniką oraz młodzieżą z wcześniej odwiedzonego klubu. Mieliśmy małe spotkanie na temat blogowania, tego, co się dzieje z recenzjami u wydawcy, krytyki, otwartości, rozwoju i realizowaniu swoich pasji. Warunki wprawdzie nie były sprzyjające koncentracji (kawiarnia targowa), ale mam nadzieję, że chociaż kilka osób skorzystało ciut z naszego spotkania. Potem zaczęły się pierwsze spotkania indywidualne i grupowe z blogerami (na razie prywatnie), a także odwiedziny u znajomych osób z innych wydawnictw. Spotkałam także znajomego pisarza z małżonką, Sławka z portalu Granice, dziewczyny z Lubimy Czytać, czas uciekał błyskawicznie. A o 12:00 mieliśmy umówione spotkanie – znowu Monika z osobami z jej klubu miały się spotkać z kolejną koordynatorką – klubu-świeżynki – i członkami jej klubu. Niestety w kawiarni było pełno, więc spotkanie było krótkie, jednakże panie zdążyły się umówić na spotkanie „na spokojnie”, co raduje nasze serca, bo takie spotkania klubu działającego od roku z klubem, który działa miesiąc, to coś fajnego, motywującego i dającego szansę na przedyskutowanie wielu wspólnych tematów. Trzymam więc kciuki za sukces! Potem kolejne spotkania z blogerami, osobami z różnych portali internetowych, autorkami i autorami. Gardło zaczynało odczuwać pierwsze skutki zmęczenia materiału, w końcu nie jestem przyzwyczajona do gadania prawie non-stop przez nawet jeden dzień, a co dopiero dłużej. Za to wieczór był całkiem spokojny – pomagałam znajomym w przygotowaniu żurku na sobotnią imprezę. Czyli wersja: krojenie i pogaduchy 😉

Sobota była najbardziej wariackim dniem, w każdej jego minucie. Już o 10 rano umówiona byłam ze znajomymi – recenzentami, biblionetkowiczami. Spotkałam też Jarka Czechowicza, czyli gościa panelu, na którym wylądowałam o godzinie 11:00. Jarek, razem z Anek7, zostali zaproszeni do reprezentowania blogosfery książkowej w panelu pod tytułem „Blogerzy książkowi – przyszłość krytyki literackiej?” Zasiedliśmy zgodnie z Sardegną i Fri2go, by kibicować znajomym blogerom, którzy zresztą wypadli bardzo dobrze. Ania konkretnie, sympatycznie i „z sercem”, a Jarek bardzo merytorycznie, widać było, że był dobrze przygotowany. Na tyle zresztą, że dostał od nas już po kilku minutach brawa, a nie był to jedyny raz, kiedy chciało nam się klaskać 😉 Pozostałymi panelistami byli: pani organizująca panel, reprezentująca Booklikes oraz dwójka krytyków literackich. Oprócz tego na scenie dodatkowo znalazło się dwoje blogerów, ale niestety nie jestem w stanie przywołać nazwy bloga, którego reprezentowali, nie zapamiętałam jej, mimo powtórzeń. Było tyle relacji z tego panelu (ja chyba czytałam już z 10, jak nie więcej), że nawet nie chce mi się o nim zbytnio pisać, szczególnie po dzisiejszym dniu i jego atrakcjach. Jeżeli jednak ktoś czuje wyraźną potrzebę poznania moich wrażeń, to proszę o znak. Teraz chcę tylko powiedzieć, że Jarkowi kibicowałam szczególnie, bo miałam okazję przez kilka przedtargowych dni troszkę usłyszeć o jego przygotowaniach do udziału, przyłożył się chłop 🙂

Po zakończeniu panelu, a przed spotkaniem z blogerami w Botanice, odbył się maraton spotkań. Miałam okazję poznać kilkoro blogerów, których wcześniej nie spotkałam oko w oko (np. Elenoir, bardzo fajnie było Cię spotkać i troszkę pogadać w sobotę i niedzielę!), a którzy zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie, fajni jesteście 🙂 Miałam okazję spotkać oko w oko autorów, których do tej pory znałam wirtualnie, np. Magdalenę Witkiewicz, Romka Pawlaka, Iwonę Grodzką-Górnik. Razem z grupą blogerek porozmawiałyśmy także z przemiłą Renatą Kosin. Zrobiła na mnie wrażenie osoby ciepłej, otwartej i bardzo sympatycznej, nabrałam ochoty na lekturę jej książek. Przywitaliśmy się także z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk i Martą Orzeszyną, ale tak na szybko, bo one musiały już wracać, a my uciekaliśmy na spotkanie blogerów.

To dopiero było coś! Biedna Kaś, którą spotkałam przelotem w sobotę rano, była zestresowana i pewna, że nikt nie przyjdzie 😉 Gdy – spóźnieni – zjawiliśmy się w Botanice, to nasz kąt tej kawiarni był totalnie zapchany, by nas upchać trzeba było zrobić przemeblowanie. Super, że tyle osób postanowiło się zjawić, to zawsze fajny moment, gdy można połączyć twarze, zachowanie, osobowość „na żywo” z blogiem. Szkoda, że przez ograniczone miejsce nie można było trochę bardziej się pointegrować z wszystkimi, ale obiecuję to sobie odbić za rok. Jak to zwykle bywa – skakaliśmy z tematu na temat, szczególnie, że jedni przychodzili, drudzy wychodzili. Blogerzy, których mam szczęście bliżej poznawać są tacy fajni, że naprawdę zaczyna mi się marzyć jakiś blogerski weekendowy wypad w głuszę. Może wtedy zdołalibyśmy się na spokojnie nagadać po dziurki w nosie.

Spotkanie mijało błyskawicznie, a o dwudziestej Viv, Jarkiem Czechowiczem i Ktryą musieliśmy ruszyć na imprezę do znajomych biblionetkowiczów. Pod furtką czekał na nas dziwny koleś w masce i rękawiczkach a la kościotrup, który stwierdził, że idzie na tę samą imprezę, a którego nikt (po głosie) nie rozpoznawał 😉 Nawet ściągnięcie maski nic nie dało! Dopiero sam wyjaśnił, że nasza przyjaciółka (która tam oczywiście była) jest też jego przyjaciółką, dużo słyszał o gospodarzach tej imprezy i postanowił wpaść 😉 I fajnie, bo był jedną z dobrych dusz tej imprezy. Tej nocy bardzo przydała nam sie zmiana czasu, nie ukrywam 😉

Niedziela rozpoczęła się zjazdem blogerów i inauguracją konkursu na Literacki Blog Roku. Organizatorem był Sławek Krempa z Granic. Było kameralnie, ale to właśnie moim zdaniem był duży plus tego spotkania. Można było rozmawiać siedząc twarzą w twarz, można było skojarzyć kto jest kim. Dla mnie tzw. „networking” to duża zaleta takich spotkań. Tematy poruszane były mniej więcej te same, co zwykle. Wyjątkiem był chyba nie aż tak często poruszany (w blogosferze książkowej) temat użytkowania mediów społecznościowych dla rozwoju bloga oraz różnicowania treści wrzucanych na bloga. I dalej – nudnie już pewnie dla Was – spotkania, spotkania, rozmowy. Poszłyśmy razem z Elenoir na panel szumnie nazwany „Jak zostać blogerem książkowym?” (chciałam zobaczyć, na czym się skupią prowadzący + posłuchać pytań zadawanych przez uczestników). Jednakże panel ten okazał się generalnie spotkaniem mającym na celu zareklamowanie tego, jak fajny jest portal, który to spotkanie organizował. Dla osób bez bloga, ale myślących o posiadaniu takowego jest to zapewne ciekawa alternatywa. Dla osób już blogujących – nie wiem, jak sprawdzę samodzielnie, to się wypowiem.

Na koniec jeszcze tylko szybka rozmowa ze znajomą, obserwowanie spod oka jak jej mąż w swój bardzo specyficzny sposób wpisuje dedykacje do książek oraz kibicowanie przy losowaniu czytników i bonów. I tyle – taksówka, odebranie bagażu z hotelu i fruuu na dworzec PKP. I trzy godziny na czytanie, rozmyslanie o tych czterech szalonych dniach i „reset” umysłu.

Nie umiem napisać w sensowny sposób, jak wiele się działo, o jak wielu ciekawych i istotnych rzeczach rozmawiałam, jakie mnóstwo fajnych, interesujących osób spotkałam. To były wariackie dni, wczoraj byłam praktycznie bez głosu, ale było warto. To był bardzo udany wyjazd. Dziękuję wszystkim serdecznie! A organizatorkom spotkania w Botanice ślę moc uśmiechów i kłaniam się w pas za to, że po raz drugi zorganizowały spotkanie. Mam nadzieję, że i za rok znajdziecie w sobie siłę, by zrobić to samo!

No i nie było długo. Było meeeegadługo. Ciekawe, czy ktoś to w ogóle przeczyta do końca!

UAKTUALNIENIE! Zapomniałam o ważnej sprawie! Bazyl! Spotkałam Bazyla i było to świetne spotkanie. Zarówno on, jak i jego małżonka są spoko, mam wrażenie, że mogłabym z nimi i o książkach gadać, i wódkę pić. A spotkaliśmy się tylko na krótką chwilę, więc to niezwykłe, że mam takie odczucia 🙂

Powróconam i martwam ;)

Wróciłam z Krakowa i padam. Jestem totalnie martwym zezwłokiem, że tak się pobawię polszczyzną. Jak się wyśpię, to napiszę coś sensownego na temat ostatnich czterech dni. Nie będzie to jutro, bo mam zaraz po pracy spotkanie ze znajomymi, ale pojutrze musi pojawić się notka, zanim zejdą emocje.

Na razie powiem tyle: mamy wielu fantastycznych blogerów, garść fajnych polskich autorów, sporo ciekawych ludzi pracujących w różnorakich firmach okołoksiążkowych.

A teraz dobranoc Państwu!