Czego mam się najpierw pozbyć? Miłości czy nienawiści? („Kompleks Portnoya” – Aleksandra Popławska, Adam Sajnuk)

Aleksander Portnoy, lat 33, biały mężczyzna, wychowany w żydowskiej rodzinie. Ciągle poszukujący swojej drogi, swej tożsamości. Od lat nie może pogodzić się ze swym żydowskim pochodzeniem, gardzi ojcem, walczy z nadopiekuńczością matki, jednocześnie nie może się odnaleźć, odciąć się od dziedzictwa. Przyciąga go ono i odrzuca. Jest jednocześnie Żydem i antysemitą. Postrzega swą rodzinę i znajomych jako ograniczonych bałwochwalców, a jednocześnie nie potrafi się od tego odseparować.

Do tego dochodzi brak psychicznej dojrzałości bohatera, jego zafascynowanie własnym ciałem, upojenie seksem, jak również swobodą obyczajów gojek (tak różną od moralności, jaką wpajała mu rodzina). Aleksander przeżywa wewnętrzny konflikt między cielesnością a duchowością, czuje się ograniczony. Nie potrafi odnaleźć własnej życiowej ścieżki, nie wie, jak poczuć się wolnym. Tylko czy tak naprawdę można poczuć się w pełni wolnym?

Portnoy1
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Spektakl powstał w oparciu o książkę Philipa Rotha – „Kompleks Portnoya” i od początku przyciągał tłumy do Teatru WARSawy. Mnie było dane obejrzeć go dopiero niedawno, ale w pełni rozumiem już, dlaczego przez te lata niezmiennie przyciąga widownię. Jest fantastyczny!

Scenografia jest skromna, tworzy zarys domu rodzinnego Aleksandra. Tu krzesło, tam toaleta, gdzie indziej namiastka sypialni, wszystko używane przez aktorów w trakcie spektaklu w bardzo przemyślany i interesujący sposób. Dodatkowo podwójny trójkąt używany adekwatnie do życiowego momentu bohatera – czasami jako obrotówka, czasami jako gwiazda Dawida. Skromne, a jakże efektowne. To wszystko łączy się zgrabnie z przemyślanym ruchem scenicznym i oświetleniem, tworząc spójną całość.

Portnoy2
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Jednak to, co najważniejsze – oprócz genialnego tekstu Rotha – to gra aktorów. O mamuniu!

Po pierwsze – Adam Sajnuk jako Aleksander Portnoy. Muszę być kolokwialna, nie mogę inaczej: o w mordę, co za genialny popis aktorski! Czapki z głów i szampan dla Adama! Nie ośmielę się twierdzić, że to jego rola życia (bo widziałam go na razie chyba w czterech spektaklach), ale jest w tej postaci taka autentyczność, taka naturalność i luz, jakby nie grał, a był swoim bohaterem. Obrazuje Portnoya brawurowo, przez dwie godziny nie można oderwać oczu od sceny śledząc losy tego zagubionego w życiu mężczyzny, zabłąkanego człowieka. Jest w nim jednak masa wdzięku i uwodzicielskiego uroku. Oraz duża doza sarkastycznego humoru jakby rodem z filmów Allena. Charyzmatyczny Piotruś Pan na kozetce u psychoanalityka…

Portnoy3
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Jednak pozostała część ekipy jest również wyśmienita! Monika Mariotti jako nadopiekuńcza matka-kwoka jest niesamowita, niezmiernie wiarygodna, jednocześnie nieziemsko wkurzająca i urocza. Chyba wszyscy znamy takie matki, babki, ciotki… Bartosz Adamczyk jako ojciec Aleksa jest również wiarygodny, marzy by być podporą rodziny, a przez syna jest postrzegany jako przegrany fajtłapa. Wyśmienita jest Anna Smołownik, która najpierw gra siostrę Aleksa, a potem kolejne jego kochanki. Młoda aktorka brawurowo wchodzi w kolejne role, błyskawicznie i z temperamentem przeistacza się z jednej osoby w drugą, ten spektakl to prawdziwy test jest umiejętności. Z którego wychodzi zwycięsko, bawi, wzrusza, irytuje, uwodzi.

„Kompleks Portnoya” w Teatrze WARSawy to cacuszko, dwie godziny uczty, która nie tylko ani przez chwilę nie nuży, ale wręcz widz nie chce, by się skończyła! Porywająca adaptacja, wyśmienite aktorstwo, interakcja z widzem i sporo materiału do przemyśleń. Kim jesteśmy? Co tworzy naszą tożsamość? Jak odnaleźć własną życiową ścieżkę?

Z całego serca polecam! Ja już nie mogę doczekać się kwietniowego terminu, by zafundować sobie powtórkę!

Przedpremierowo: "Zabłądziłam" – Agnieszka Olejnik

zabladzilam 1

Premiera: 24 kwietnia!

Dwunastoletnia Maja nie może się doczekać, aż jej starsza siostra wyjdzie z łazienki. Siedzi tam i siedzi! W końcu dziewczyna nie wytrzymuje i postanawia interweniować. Wchodzi do łazienki, zastaje siostrę w wannie pełnej krwi, przeżywa szok, który determinuje kolejnych kilka lat jej życia. Siostra Mai nie umiała sobie poradzić z doznaną krzywdą, ale raczej nie pomyślała, jak to, co uczyni wpłynie na jej młodszą siostrę, na jej ojca, na jej matkę…

Po czterech latach Maja ciągle jest pod wpływem przeżytej traumy. Nie potrafi nawiązywać relacji z rówieśnikami, bliskość fizyczna kojarzy jej się z czymś obrzydliwym, alkohol i imprezy nie są dla niej. Jest wycofaną obserwatorką. Mimo tego, jej uwagę przyciąga Alek, chłopak z równorzędnej klasy. Drużyny sportowe ze szkoły Mai jadą na biwak, w trakcie którego ta dwójka ma okazję w końcu nawiązać rozmowę. Ciągnie ich do siebie niesamowicie, jednakże trafiło się dwóch życiowych „połamańców”. Bo również i Alek ma podobne obciążenia psychiczne, jak Maja. Czy dwoje młodych osób tak potężnie pokrzywdzonych przez los zdoła się porozumieć?

Maja i Alek przeżywają wielkie uczucie, z którym nie do końca potrafią sobie poradzić, szczególnie, że przeszłość obciążyła ich tak bardzo. Budowanie ich relacji przypomina obieranie cebuli z kolejnych warstw. Powolutku przekraczają kolejne granice, oswajają się, poznają coraz lepiej, dojrzewają oni i ich związek. Ale wtedy los stawia przed nimi coraz to nowe wyzwania, z którymi muszą sobie wspólnie poradzić. Albo i nie… W końcu przecież na ich barki spadło tyle problemów, wyzwań i traum, że i dorosła osoba z łatwością może się załamać, a co dopiero nastolatek. Jak silnym psychicznie trzeba być, by sobie z tym wszystkim poradzić? A oni mają tylko 16 i 18 lat!

Cholernie – excusez le mot! – mi trudno opisywać lekturę tej książki i me uczucia z nią związane! Dlaczego? Chociażby dlatego, że dawno już nie zdarzyło mi się czytać w taki sposób, zachłanny, jak obłąkana, pożerałam tę opowieść nie mogąc się od niej oderwać! A ileż uczuć mną miotało! I weź tu człowieku to wszystko opisz, i to jeszcze bez zdradzania ważnych elementów fabuły, uffff…

„Zabłądziłam” to książka, którą powinna czytać zarówno młodzież, jak i jej rodzice, wychowawcy, pedagodzy. Bo to książka idealna to rozmów na najważniejsze dla nastolatków tematy, tyle dzięki niej można przegadać! Ale jednocześnie kompletnie nie jest moralizatorska, nudna czy trywialna. Jak dla mnie (ok, nastolatką byłam -naście lat temu, w zupełnie innych czasach!) jest ona bardzo prawdziwa i poruszająca, trafia do mnie teraz, i trafiłaby do mnie wtedy. Na początku wydawało mi się, że to może być właśnie taka typowa opowiastka o życiu skrzywdzonych nastolatków, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej zmieniałam zdanie. Autorce udało się stworzyć bardzo realistycznych bohaterów, których rozwój i relacje przedstawiała w taki sposób, że czułam się, jakbym była nimi. Przemyślenia, rozmowy i czyny, wszystko to było dla mnie przekonujące, chociaż zastanawiałam się, jak się to ma do aktualnych gimnazjalistów i licealistów. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jaki będzie właśnie ich odbiór, bo to jednak oni są grupą docelową tej książki.

A dorośli? Oni mogą przeczytać niesamowicie emocjonalną, a jednocześnie wyważoną historię związku dwojga nastolatków, którym skrzydła zostały przycięte przed startem i którzy muszą sobie poradzić z ogromem tego, co na nich spadło i ciągle spada. A przy okazji uzyskają masę możliwości do dyskusji z nastolatkami dookoła siebie – o wyobcowaniu, o relacjach z przyjaciółmi, chłopakiem/dziewczyną, rodzicami, rodzeństwem, o imprezach, alkoholu, seksie, bliskości, rodzicielstwie, budowaniu związku, radzeniu sobie z emocjami, odpowiedzialności i wielu, wielu innych tematach. Ta książka, to szkatułka pełna możliwości, od nas zależy, jak z nich skorzystamy.

Uch, jak ja nie lubię pisać o książkach, które tak bardzo dały mi emocjonalnie popalić! Mam poczucie, że cokolwiek napiszę, jest to niewystarczające, nie oddaje rzeczywistości. A bardzo bym chciała, by powieść ta zdobyła popularność i uznanie, bo na nie zasługuje. Ostre, ale empatyczne spojrzenie na życie, doskonale oddana głębia i skomplikowanie opisywanych relacji, nic dziwnego, że autorkę porównuje się do Doroty Terakowskiej. Do tego dobrze skonstruowana fabuła i poprawna polszczyzna. Ja jestem zaskoczona umiejętnościami, w końcu to powieściowy debiut, a tak dobry! Rzadko się to ostatnio trafia, w tym zalewie bylejakości.

Ja zaraz pęknę, bo tyle jeszcze chciałabym Wam powiedzieć, ale nie chcę spojlerować, więc tylko zostawię Was z tą rekomendacją: czytajcie!

zabladzilamWydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2014

Oprawa: miekka

Liczba stron: 312

© 

50 twarzy…

Youtube to jednak nieograniczone źródło inspiracji. Przeglądałam filmiki związane z czytaniem i książkami, gdy nagle natknęłam się na to cudeńko. Kolejny w tym tygodniu filmik, który wywołał uśmiech na mej twarzy.

„50 twarzy Greya” w nowym wydaniu 😉 Chyba wprowadzę kategorię „cuda z Internetu”! Ale teraz wracam do czytania – kończę „Podróżniczki” i powoli rozsmakowuję sie w kolejnej książce Jakuba Małeckiego – „W odbiciu”. Miłego wieczoru!

„Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” – Michael Swanwick

corka zelaznego smoka smoki babel

Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG, 2012

Oprawa: twarda

Liczba stron: 680

Moja ocena: poza skalą!

Ocena wciągnięcia: poza skalą!

*****

Obawiam się, że opisanie mych wrażeń z tych dwóch powieści może mnie przerosnąć. Nie wiem, czy podołam. Nie wiem, ponieważ dawno nie czytałam czegoś takiego, jak utwory, które wyszły spod pióra Swanwicka. Boję się (wyjdzie pewnie recenzja za długa dla wszystkich z grupy „tl;dr”), ale spróbuję.

Tym, co łączy te dwie powieści, są zdecydowanie nietypowe smoki. Maszyny, konstruowane w specjalnych fabrykach, to jednocześnie arcyprzebiegłe i niezmiernie inteligentne bestie, które los zmusił do symbiozy z pilotami, którzy na dodatek muszą był półkrwi człowiekiem, w innym przypadku szybko umrą straszliwą śmiercią. Smoki stworzone przez Swanwicka to jakby antyteza znanych nam smoków. Wydawałoby się, że o smokach przeczytaliśmy już wszystko – albo są bardzo inteligentne i dobre, albo przygłupie i złe. A te smoki są… potworne. One są maszynami do niesienia zniszczenia, na dodatek niezmiernie wytrzymałymi i zdolnymi do olbrzymich manipulacji. Potrafią długofalowo planować i przeprowadzać bardzo skomplikowane operacje. Marzą i starają się te marzenia urzeczywistniać. Smoki zagłady…

W „Córce żelaznego smoka” główną bohaterką jest Jane, dziewczyna pracująca w fabryce smoków. To ciężki, niebezpieczny i niewdzięczny kawałek chleba. Przy produkcji smoków wykorzystuje się dzieci różnych ras, bo to właśnie one – ze względu na swe rozmiary – zdołają się wszędzie wcisnąć i dotrzeć do różnych zakamarków. Jane spędza dnie na pracy i śnie, każda doba jest właściwie taka sama, jak poprzednia, do czasu, gdy gdzieś w jej jestestwie odzywa się smok. Czeka na nią i przyzywa ją do siebie, chce jej współpracy i oferuje pomoc w ucieczce.

Gdy już udaje im sie uciec, to czeka ich koegzystencja w ułudzie. Jane jest po to, by pomóc smokowi, a on ma ją za to chronić i pozwalać jej przetrwać. Jednakże dziewczyna powoli dojrzewa, co wpływa na jej relacje ze smokiem i resztą świata. A gdy trafia na uczelnię, to jej życie zmienia się jeszcze bardziej. Jednakże Jane ciągle wydaje się być uwikłana w pewien krąg powtarzających się wydarzeń, pojawiających się tych samych osób. Czy wiąże się to z wpływem smoka?

„Córka żelaznego smoka” to powieść o przeznaczeniu, fataliźmie, chaosie, tworzeniu i niszczeniu, kole życia i śmierci, okrucieństwie i współzależności.

„Smoki Babel” wydają się być częściowo osadzone na podobnym schemacie. W życiu Willa, sieroty, który do tej pory ze spokojnej wsi obserwował tylko wojnę, dziejącą się na horyzoncie, również pojawia się smok. Will – tak samo, jak Jane – staje się wybrankiem przerażającego stworzenia, zostaje jego pomocnikiem. I tak samo, jak w przypadku pierwszej powieści, na początku wydaje się to zmiana na lepsze. Ale ponownie wpływ smoka wydaje się być niszczycielski i prowadzi do decyzji dotyczących życia i śmierci.

Przez chwilę Willowi wydaje sie, że uwolnił się spod wpływu smoka. Jednak to tylko złuda, on jest ciągle gdzieś w jaźni Willa, jego wpływ ujawnia się w kluczowych momentach. A Will stara się uciec od wojny, trafić do wieży Babel, kwintesencji całego świata, miasta miast, pępka stworzenia. Chce tam dokonać zemsty, chociaż chyba sam nie wie dlaczego i za kogo. Co jednak na niego tam czeka?

„Smoki Babel” to dla mnie opowieść o władzy, zapętlających się losach, miłości, godności, nierówności społecznej i właśnie społeczeństwie.

Dwie powieści Swanwicka, które wydawnictwo wydało w jednym tomie, są wręcz monumentalne. Oferują czytającemu taki przepych wrażeń, które rzadko jaki utwór jest w stanie dostarczyć. Uniwersum, w którym są osadzone jest niewiarygodnie bogate. Oprócz tego, że prezentuje jakby odwróconą rzeczywistość, gdzie ludzie są istotami niższego rzędu, a światem rządzą kasty elfów-biznesmenów wraz z różnorakimi magami, to jeszcze jest pełne tak różnorodnych stworów, że można poczuć się przytłoczonym. Autor połączył przynajmniej kilka rożnych gatunków i konwencji, a te wszystkie stwory rodem z fantasy osadził w świecie pełnym technologii, ale charakteryzującym się wieloma motywami z kultury nas otaczającej. Urzekły mnie szczególnie opisy Wieży Babel, które to miasto-państwo, wręcz symbol całego świata, jest miejscem, gdzie znajdziemy Broadway, Upper West Side, Hell’s Kitchen i wiszące ogrody; gdzie biblioteki pilnuje lew, którego ukochane lwice śpią pod ziemią w oczekiwaniu porodu, a gdy ten nastąpi, cała wieża (wybudowana na górze Ararat!) się rozpadnie; gdzie mantikora jest ochroniarzem elfa; gdzie w podziemiach miasta galopują ślepe konie, a elfia piękność podróżuje na hypogryfie. Zachwycające połączenia i niesamowite bogactwo wrażeń, kreatywność autora chyba nie zna granic!

Te powieści wgniotły mnie w kanapę, szczególnie druga. Są tak wielowarstwowe, że trzeba im poświęcić każdą część umysłu, bo inaczej nie dość, że można się pogubić, to jeszcze nie wyłapać zachwycających niuansów fabuł. A autor pogrywa sobie z czytelnikiem stale zmieniając bieg wydarzeń, ukazując nowe warstwy, odwracając znaczenia wydarzeń oraz zmieniając wizję bohaterów pojawiających się na kartach powieści. Nic nie jest tu proste i oczywiste.

Obydwie powieści dały mi o wiele więcej, niż oczekiwałam. Zachwyciły i zostawiły z poczuciem książkowego kaca. Po ich lekturze dotarło do mnie wyjątkowo dosadnie jak bardzo miałka i powierzchowna jest większość książek, które aktualnie ukazują się na rynku. Jak bardzo skupione są one na byle jakiej rozrywce, byle szybciej, wciągająco i nieskomplikowanie. Żeby łyknąć i sięgnąć po następną, bo po co myśleć, zatrzymywać się, by zachwycić się jakimś zdaniem i wydarzeniem, po co zastanawiać się nad tym, co się w książce dzieje, jak czytelnik w tym czasie może przeczytać kolejną książkę?

Ten duet powieści przebojem trafił na mą listę książek roku 2012!

*****

Do tej pory przeczytałam w ramach Uczty Wyobraźni jeszcze dwie wspaniałe książki:

1. „Pompa nr 6 i inne opowiadania. Nakręcana dziewczyna”

2. „Piesń czasu. Podróże”

©