Zatrzymane chwile #23

O mały włos, a przegapiłabym początek miesiąca! A tu już piąty grudnia, a fotopodsumowania niet, zgroza 😉 W każdym razie albo mija mi powoli pasja dokumentowania chwil, albo listopad miałam bardzo mało widowiskowy. Inna sprawa, że mój aktualny telefon raczej mnie wkurza działaniem i jakością zdjęć, więc i to może wpływać na zmniejszenie liczby fotek. W każdym razie po czasach, gdy było ich i po około 40 sztuk, czas na miesiąc, gdy było ich tylko 14. A jakich?

Oczywiście były książki!

Mansfield Park – przez zbieg różnych okoliczności dopiero co skończyłam czytać. Książki z kolejnego zdjęcia wszystkie (trzecia to nowy zbiór opowiadań Kinga) są już przeczytane, tak samo, jak i „Sekta egoistów”. Oczywiście nie wyrobiłam się jeszcze z ich opisaniem, ech… „Handlarz kawą” to prezent od Biblionetkołaja. A „Dziewczynę z pociągu” przeczytałam już dawno i nawet zdążyłam opisać – TUTAJ.

Były też kolorowanki, chociaż zdecydowanie było ich mniej (i generalnie gorsze jakościowo) – ze względu na leczenie kontuzji ręki. Na jednym ze zdjęć widzicie zresztą próbę nauczenia się delikatniejszego dociskania kredek do papieru 😉

A reszta to już różności zupełne…

Od lewej: prezencik, który dostałam od kontrahentki w pracy + kalendarz z pięknym widokiem, który chwilowo zdobi moje biurko, zanim zaczenie odliczać dni + deser, który uświetnił kolację po spotkaniu autorskim Katarzyny Puzyńskiej. Bardzo miły wieczór, pełen śmiechu.

Na początku listopada odwiedziła mnie z doroczną wizytą Mamuśka. Przez kilka dni oddawałyśmy się wielu przyjemnościom, m.in. zafundowałyśmy sobie nowe fryzury w mojej ukochanej Teksturze oraz uśmiałyśmy się niesamowicie na sztuce „Sextet czyli Roma i Julian” w Teatrze Buffo. Fajnie było! A ostatnie zdjęcie to moj sądny dzień, czyli chwile przed wyjściem z domu i ruszeniem do Polsatu, by brać udział w rozmowie o blogach książkowych. Pisałam o tym TUTAJ.

To tyle, zastanawiam się, co przyniesie mi grudzień. I czy z końcem roku nie zamknąć tego cyklu, może 2 lata jednak wystarczą…? Co Wy na to?

Stos prezentów

Może nie taki wielki, jak to prezentują niektórzy, ale jakże cenny dla mnie. Prezenty napływały powoli, zeszło im ze dwa czy trzy tygodnie, ale w końcu mogę się podzielić radością. Trochę tu niespodzianek, trochę zapowiedzianych prezentów, ale wszystkie mocno cieszą! Od góry:

„Dżihad kontra McŚwiat” Barber, „Plewy na wietrze” Brzezińska oraz „Małżeństwo niedoskonałe” Nepomucka – to prezenty od BiblioNETkowych Mikołajów, czyli w ramach bardzo zacnej dorocznej akcji organizowanej na tym portalu. Jeden z nich, to dodatkowo prezent urodzinowy 🙂

„Mimo wszystko Wiktoria” oraz „Bluszcz prowincjonalny” Kosin – to prezenty od autorki. Rezultat przypadkowego, ale bardzo miłego spotkania na Targach Książki w Krakowie. Taki miły gest, dziękuję!

„Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” Swanwick oraz „Atlas chmur” Mitchell – od Wydawnictwa Mag. Wprawdzie „Atlas chmur” już niedawno otrzymałam w wersji filmowej, ale panie z wydawnictwa – wiedząc, że kolekcjonuję serię Uczta Wyobraźni – podesłały mi takie wydanie, a to filmowe otrzyma do recenzji – przy potrójnym porozumieniu stron – zaprzyjaźniona blogerka.

Jak zawsze, kiedy prezentuję stosik, to pojawia się drugi element – pytanie o plany weekendowe. Co zamierzacie robić w ciągu następnych dwóch dni? Do mnie za dwie godziny przyjedzie na noc znajoma z Krakowa, więc pewnie nocne pogaduchy. Jutro – jak już odeśpię – pewnie chwila czytania, a późnym popołudniem spotkanie z blogerkami książkowymi (czy jakiś mól książkowy z Warszawy lub okolic ma ochotę do nas dołączyć?). Dawno się nie widziałyśmy, więc sie cieszę na to spotkanie szczególnie mocno 🙂 W niedzielę pewnie leniwie, wpadnie też ta sama znajoma, która będzie u mnie nocowała dzisiaj. Jak widzicie – weekend pod znakiem kobiecości i rozmów.

A na koniec – suchar, ale mnie bawi – tzw. „dobranocka”, czyli umilacz wieczoru 🙂

Weekendowy stosik

Nietypowo, bo w sobotę. Ale wczoraj wyszłam z domu o godzinie 8:30 rano i wróciłam dzisiaj o 1 nad ranem, więc tak jakby nie było okazji 😉 Poza tym nawet dobrze, bo odebrałam dzisiaj cudną przesyłkę, która zajmuje miejsce honorowe w stosidle. Bo tym razem uzbierał się – nietypowy jak na mnie ostatnio – stos. Od góry:

„Róża z Wolskich” Gutowska-Adamczyk – przesyłka honorowa, czyli prezent od znajomej blogerki. Ot tak, bez okazji. Był mi taki dobry, nieinteresowny gest potrzebny po ostatnich dwóch tygodniach. Dziękuję Ci, moja droga! :*

„Katarzyna Wielka” Stachniak – prezent od koleżanki z pracy. Także mnie bardzo cieszy, bo czytałam inną książkę tej autorki i byłam zachwycona.

„Ballada o kapciach” Kaczorowski – z biblioteki.

„Atlas chmur” Mitchell – od Wydawnictwa Mag. Prezent otrzymany razem z podwójnym biletem do kina na przedpremierowy pokaz filmu. Wieczór ten miałam już zaplanowany inaczej, więc bilety otrzymał inny mól książkowo-filmowy 🙂

„Dom pod Lutnią” Orłoś – z biblioteki.

„Kłamczucha” Musierowicz – pobrana na Podaju. Ale w międzyczasie zdałam sobie sprawę, że ja już chyba mam jedną u Rodziców. Sprawdzę, jak będę na Gwiazdkę, najwyżej komuś oddam.

„Zniknięcie słonia” Murakami – najbardziej wyczekiwana książka z tego stosu. Przyszła najpierw do domu moich Rodziców (razem z  książką „Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno”), poprosiłam ich o to, by mi podesłali tutaj, bo nie mogę czekać do Świąt. Mam i zamierzam zacząć czytać już w ten weekend 😉

„W jednej osobie” oraz „Twój cień” – od Wydawnictwa Prószyński.

„Agnes Grey” Bronte – z biblioteki.

„Osobliwy dom pani Peregrine” Riggs – od wydawnictwa, łup okołotargowy. Książka ta niezmiernie mnie intryguje, więc zamierzam ją przeczytać najszybciej, jak to tylko będzie możliwe. A jak ona jest wydana!

„Dziennik 1931-1934” Nin – prezent od znajomej koordynatorki Młodzieżowego Klubu Recenzenta i bibliotekarki. Dziękuję! :*

Powiedzcie sami – czyż to nie godny stos? Cudeńka i tyle 🙂 Tylko martwi mnie ilość egzemplarzy z biblioteki, w sumie z poprzednimi mam chyba z 6 sztuk. Jak nic nie było, tak nie było, a tu nagle bach! – jedna, druga, trzecia… Mam naddzieję, że zdążę wszystkie przeczytać w terminie!

Mimo tego, że stosik pojawia się dzisiaj i już 1/3 weekendu za nami, to i tak zadam pytanie: jakie macie plany? Ja właściwie trzy: odgruzować mieszkanie, czytać i pisać 😉 To byłoby na tyle. Pogoda na razie niezła, więc może dołączy punkt numer cztery – spacer. Miłego wypoczynku!

Stosik „domowy”

Wizyta w domu rodzinnym wiąże się również z odkryciem, że uzbierał się tu stosik książek. Jakoś o tym nie pamiętałam 😉 Nie jest on bardzo duży, ale smakowity. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy w ogóle się pojawi. Najpierw zdałam sobie sprawę, że aparat fotograficzny zabrałam, ale już kabelka USB nie, a niestety mój stary PC nie łączy się z aparatami w żaden inny sposób. No dobrze, to może zdjęcie przy użyciu mego nowego telefonu, mądrzejszego ode mnie 😉 Tia, zdjęcie wyszło (nie ma szału, ale widać, z czego stos się składa), tylko pozostaje pytanie: jak te zdjęcia przetransferować na komputer 😉 W końcu wysłałam je sobie mailem, chociaż pewnie pożarło to sporą część mojego miesięcznego transferu danych 😉 Ale nic to, blog jest ważniejszy od transferu. Od góry:

„Dubo… Dubon… Dubonnet” Czajka-Stachowicz – niespodziewanka od Wydawnictwa W.A.B. Zamawiałam inną książkę, otrzymałam tę. Sięgnę, bo mnie ciekawi, ale pewnie za kilka lat, bo najpierw muszę zdobyć i przeczytać pierwsze cztery tomy 😉

„Zatopione miasta” Bacigalupi – od Wydawnictwa Literackiego. Zamówiłam już dawno i zapomniałam o tym zamówieniu. Byłam bardzo blisko kupienia sobie tej książki na Targach Książki, ale całe szczęście, że nie uległam pokusie – pierwszego dnia wieczorem zadzwoniła Mamuśka z informacją, że paczka z Krakowa dotarła. A w niej… ta książka 😀

„Wyrok” Zielke – od autora. Tę książkę czytałam już dawno temu, w poprzednim wydaniu. Podobała mi się bardzo, o czym zresztą pisałam. Zapraszam do lektury nowego wydania, śliczne jest, więc i oko ucieszy 🙂 A panu Mariuszowi gratuluję wskoczenia do Czarnej Serii!

„Namiestniczka” (tom III) Szkolnikowa – od Wydawnictwa Prószyński – nie była to spodziewana przesyłka, ale cieszę się, że jest, bo pierwsze dwa tomy czytałam, więc z przyjemnością skończę trylogię.

„Ognisty tron” Riordan – pierwsza od… hm… wieków wymiana.

„Mężczyzna, którego nie chciała pokochać” Moccia oraz „Obce dziecko” Hollinghurst – od Wydawnictwa Muza. Ta pierwsza zamówiona z ciekawości, chcę w końcu stwierdzić sama, co też ciągnie te tabuny kobiet do książek tego autora. A teraz czekam z wielką niecierpliwością na przesyłkę z nową książką Murakamiego!

Chciałam się jeszcze chwalić, jednakże za nic nie mogę zrobić odpowiedniego zdjęcia telefonem, zrobiłam aparatem, ale nie mam jak zgrać, więc poczekacie jeszcze troszkę.

Większość z Was pewnie aktualnie spędza czas z rodziną – czy też wyjeżdżając gdzieś, czy też przyjmując gości. Ale i tak zapytam – jakie macie plany na ten (dla niektórych przedłużony) weekend? 🙂 Ja od środowego wieczoru jestem u Rodziców. Wczorajszy dzień spędziłam na obijaniu się, czytaniu, pisaniu notki na bloga, wkurzaniu się, obijaniu się i dalej obijaniu się 😉 Ale dzisiejszy prawie cały już był w drodze – trzy cmentarze rozrzucone na terenie dwóch województw. A teraz będzie albo książka, albo siedzenie z rodzinką. I takie mam plany na kolejne półtora dnia (bo drugie pół niedzieli to niestety podróż zapchanym autobusem, brrrr…). Ach, zapomniałam, mam jeszcze jedno zajęcie – przytulanie do kota, trzeba nadrobić zaległości. A ona ma teraz takie fajne futerko, że aż się nie chce odrywać od tego jedwabiu 🙂

Podsumowanie miesiąca – sierpień 2012

Gdy przyjechałam na urlop do rodzinnego domu był dziesiąty sierpnia. I wtedy zdałam sobie sprawę, że dopiero przeczytałam jedną książkę! Tak, zarówno początek, jak i koniec sierpnia były bardzo intensywne – miałam gości i było bardzo fajnie. Wtedy praktycznie nic nie czytałam, jednak na urlopie odrobiłam „straty”. Oczywiście, ze gdybym nie umilała sobie życia gośćmi, to pewnie ten miesiąc byłby rekordowy, bo kiedy ostatnio miałam dziesięć dni wolnego? 😉 Ale kompletnie nie żałuję pobytu moich przyjaciół u mnie, są dla mnie ludzie i rzeczy ważniejsze od książek i czytania.

Po tym długim wstępie przejdźmy do meritum 😉 W sierpniu (a właściwie głównie na urlopie) przeczytałam 10 książek, o wiele więcej, niż myślałam, że w tym miesiącu przeczytam. Za to posłuchałam tylko kilku rozdziałów audiobooka, więc słuchanie „Francuskiej oberży” skończę we wrześniu.

W tym miesiącu znowu dotarło do mnie więcej książek, niż powinno. To po części wina tego, że postanowiłam wydawać punkty na Podaju, bo chcę skasować konto. No i pobierałam różności, a że mam tam wiele punktów, to pewnie jeszcze trochę ta ma rozpusta potrwa 😉 Za to ciągle tak samo pozostaje stan zakupowy – od 7 miesięcy nie kupiłam ani jednej książki i bardzo mi z tym dobrze.

W sierpniu przeczytałam:

– 4 książki recenzyjne,

– 2 książki własne nierecenzyjne,

– 2 książki z biblioteki,

– 1 książkę pożyczoną,

– 1 książkę do recenzji wewnętrznej.

Nadal czytam więcej książek nierecenzyjnych, niż recenzyjnych, co mnie cieszy. Przeczytałam 4 książki napisane przez kobiety, 5 przez mężczyzn, a jedna z nich, to była antologia. Czterech autorów pochodzi z Polski, a sześciu to obcokrajowcy.

Średnia ocena książek przeczytanych w sierpniu, to 4,6, więc było lepiej, niż w lipcu. Znowu trochę trudno było mi ocenić liczbę przeczytanych stron, gdyż w przypadku jednej książki nie byłam pewna ostatecznej ilości stron, jaką będzie miała. Ale już wszystko wiem – mimo tego, że przeczytałam w sierpniu o jedną książkę mniej, niż w lipcu, to stron w sumie przeczytałam prawie o 1000 więcej, bo aż 3678! Sama siebie zadziwiłam tym wynikiem 😉 Średnio wychodziło 368 stron na książkę.

Odkrycie miesiąca? Były dwa. Pierwszym jest „The King’s Daughter” Sandry Worth. Recenzji nie będzie, napiszę tylko, że to świetna książka o Elżbiecie York i jej życiu. Powieść, jednakże fascynująca, napisana w duchu Druona – niewiele romansu, wiele intryg i walki o władzę. Wyśmienicie się czytało, mam nadzieję, że zostanie przetłumaczona na język polski! Drugim odkryciem była dla mnie nasza październikowa premiera – „Cyrk nocy” Erin Morgenstern. Uwiodła mnie wyobraźnią, przecudownymi opisami cyrku, delikatnością i nietypowością swej debiutanckiej książki.

Gniot miesiąca? Nie było takich i całe szczęście. Najmniej podobały mi się ocenione na 3,5 (czyli więcej niż książka przeciętna, a mniej niż dobra) „Kupiliśmy ZOO” Benjamina Mee oraz „A jeśli ciernie” V.C. Andrews. Recenzję pierwszej możecie przeczytać TUTAJ, a o drugiej napiszę tylko tyle, że autorka przesadziła, moje nerwy nie wytrzymały 😉

Plany na wrzesień? Hm… Praca, fizjoterapia, wizyta Mamy u mnie, bardzo aktywne weekendy (m.in. wręczenie Złotej Zakładki za tydzień!), powrót do nauki niemieckiego po wakacyjnej przerwie, czyli znowu nie będzie tyle czasu na czytanie, ile by się wydawało, że będzie 😉

PS. Blogerzy, wszystkiego najlepszego z okazji naszego dnia! W końcu dzisiaj przypada Dzień Bloga i Blogera 🙂

Stosik. A miała być cisza!

I byłaby, gdyby nie fakt, że mam, co pokazać i mam chwilę czasu 😉 Znajomy urządził sobie drzemkę, a znajoma czyta 🙂 Ja więc wykorzystuję ten moment, by wrzucić tutaj stosik, w którym znajdziecie:

– aktualnie czytane „A jeśli ciernie” Andrews – w ramach lektur roboczych 😉 Przekroczyłam na razie połowę, zobaczymy, co jeszcze autorka mi zafunduje.

– już dawno przeczytane „Fanaberie” Wrońskiej – też w ramach lektur roboczych. Bardzo mi się podobały!

„Tajemnica złotego pince-nez” Doyle – staruszka pobrana na Podaju.

„Dżuma w Breslau” Krajewski oraz jeden z mych ulubionych filmów „Życie jest piękne” – pobrane na Podaju. „Dżuma…” to audiobook czytany przez autora. Włączyłam tylko na chwilę i na razie nie mam dobrego wrażenia. Ale nie mówię „nie”, dam jej kiedyś szansę, zobaczymy.

„The Diary” Goudge – do recenzji wewnętrznej.

„Tajemnica Noelle” Chamberlain – Izusr mnie tak długo kusiła, pisała, że warto tę autorkę poznać, aż mnie w końcu skusiła 😉 Od Wydawnictwa Prószyński.

„Saga o rubieżach” Bodoc (tom I) – tzw. cyfra od Wydawnictwa Prószyński.

„Przypadki pani Eustaszyny” Ulatowska – z biblioteki, chcę się przekonać, co też wzbudzało taki szum blogowo-facebookowy.

Zanim wrócę do pokoju, sprawdzić, czy goście chcą się już zaktywizować, czy jeszcze nie, to tylko zapytam (chociaż dzisiaj nie piątek 😉 ) – jakie macie plany na mijający właśnie weekend? Co porabiacie dzisiaj i jutro?

My dzisiaj jesteśmy megaleniwi – bardzo późne, obfite i smaczne śniadanie, lenienie się, pogaduchy, a jak już kolega wstanie, to siadamy do planszówek i karcianek i gramy, gramy, gramy… Nie ma innych planów na dzisiaj. Szczególnie, że pogoda nie zachęca 😉 A jutro planujemy jechać na wyścigi na Służewiec. Zapowiada się ciekawie – Dzień Arabski, tylko zapowiedzi pogodowe psują nam krew – 15 stopni i deszcz 😦 Chyba lobby niesłoneczno- i nieciepłolubnych w te wakacje ma większą siłę przebicia, ech…

Miłego weekendu!

Wyniki losowania + mini-stosiczek + książki do wzięcia + garść przemyśleń

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe dla bloga, bardzo to miłe! 🙂 Zebrałam wszystkie zgłoszenia zainteresowanych osób i zrobiłam losowanie liczbowe. Fotorelacji nie będzie, chyba się zrobiłam na to za leniwa ostatnio 😉

Do książki numer jeden, czyli „Wilkołaka” zgłosiło się 8 zainteresowanych osób. Program losujący łaskawie wybrał numer 3, pod którym to numerem kryła się:

ktrya

Gratuluję 🙂

„Chłopcem z sąsiedztwa” zainteresowanych było najwięcej osób, bo aż 28! Aż szkoda, że mam tylko jeden egzemplarz, który dzięki programowi losującemu trafi do numeru 21, czyli do:

Sardegny

Gratuluję 🙂

Książką „Zła krew” zainteresowało się 16 osób. Szczęściarzem wylosowanym przez program jest numer 6, czyli:

Jarka

Gratuluję 🙂

A wszystkim dziękuję za udział w zabawie i zapraszam do śledzenia bloga, bo nie bawimy się ostatni raz!

Wylosowane panie (heh, szkoda, że chociaż na jednego pana nie padło!) proszę o podanie mi adresów do wysyłki!

*****

Niestety, nie zabrałam ze sobą aparatu fotograficznego :/ Głupio zrobiłam, już dobrych kilka razy żałowałam. No, ale trudno się mówi. W związku z powyższym stosik będzie troszkę inny, niż zwykle. Zresztą, co to za stosik, to raczej stosiczątko 😉 To maleństwo w całości pochodzi od Wydawnictwa Muza.

Jak zwykle przy tej okazji zapytam – jakie macie plany na weekend? Ja jestem jeszcze u Rodziców. Odpoczywam i kuruję nogę. Do Warszawy wracam dopiero w poniedziałek pod wieczór. A, że noga zbytnio nie pozwala na intensywne rozrywki, to głównie siedzę i czytam.

*****

W trakcie porządków na regale (który był przestawiany i to wymagało zdjęcia i ułożenia wszystkich stosów) okazało się, że mam dodatkowe „Klaudyny…”, jakoś mi się zdublowały 😉

Mam więc do rozdania dwa egzemplarze wydania „Klaudyna w szkole. Klaudyna w Paryżu”, o takie:

A także jeden egzemplarz„Małżeństwo Klaudyny. Klaudyna odchodzi”.

Czyli w sumie trzy książki, w tym jedna zdublowana. Niestety, nie ma zdjęć, bo – jak pisałam – aparat został – w Warszawie. Stan, jak na ich wiek, jest zupełnie dobry. Oddam je za koszty wysyłki 🙂 A jak się znajdzie ktoś miły, kto dorzuci kilka złotych na czekoladę, to będzie mi bardzo miło 🙂

*****

W nowym mieszkaniu mam malutko miejsca na książki – upchnęłam je w małej szafce wnękowej na korytarzu i w półce pod ławą. Co oznacza, że oficjalnie nie mam już na nie miejsca. Nie ma też miejsca na regał, więc tam mocno odczuwam, że książek mam już dosyć. No i nie widzę ich non-stop.

Te kilka dni urlopu spędzane na robieniu prawie niczego (bo w końcu noga ogranicza) oznaczają też sporo czasu na przemyślenia 😉 Tutaj, na „moim” pięterku, książki otaczają mnie wszędzie. Jeden regał, drugi regał i dwie wyładowane półki w pokoju dzienno-roboczo-gościnnym. Dwa regały + dwie mega głębokie (po 3 rzędy!) półki w sypialni. W większości na półkach są po dwa rzędy. A ¾ tego wszystkiego ciągle czeka na przeczytanie. Co oznacza – kalkulując tak na oko, bo przecież nie będę tych zwałów książek liczyć! – jakiś 1000 własnych książek do przeczytania! Zaczynam myśleć, że ostatnie kilka lat, to był jednak okres, w którym różnorakie braki i problemy życiowe kompensowałam sobie zdobywaniem książek i że to nie było zdrowe.

Zresztą uważam, że nawet teraz zdobywam ich zbyt wiele, jednakże teraz już świadomie – i bardzo powoli (no, ale zawsze) – staram się to krok po kroku ukrócić. Ciężko mi czasami, ale sprawdza się strategia zamykania maila/strony i zapominania o nich. Przynajmniej w potężnej większości przypadków. Zresztą w Warszawie jest mi łatwiej, bo nie zerkają na mnie te tabuny książek, jestem bardziej zajęta, mam więcej rzeczy do robienia.

Odkąd jestem u Rodziców, to czuję się osaczona. Te setki książek patrzą na mnie łzawymi oczyma i szepczą z wyrzutem „czytaj mnie, czytaj!” oraz „czekam już 2-3-5 lat na Twoje zainteresowanie, po co mnie kupiłaś/wymieniłaś/pobrałaś?!” oraz „jak długo mam jeszcze czekać na przeczytanie?!”. Straszne to jest, wywołuje dyskomfort i wyrzuty sumienia.

Nie mam nic przeciwko posiadaniu wielu książek (chociaż docelowo będę się starała tę ilość ograniczać, bo nie wracam do nich, więc stoją i tak właściwie tylko na pokaz), ale niechże to będą odwrotne proporcje! ¼ nieprzeczytanych, a reszta przeczytania! Albo najlepiej tylko kilka-kilkanaście do przeczytania, reszta już zaprzyjaźniona!

Tak, wiem, mam zapas na lata, na emeryturę etc. Tylko skąd ja mam wiedzieć, czy ja tej emerytury doczekam? Albo czy zdrowie będzie mi pozwalało na tyle czytania? Albo czy zwyczajnie będę wtedy jeszcze miała takiego fioła na punkcie książek? W tempie czytelniczym, jakie mam aktualnie, to tego, co już (na dzisiaj) mam, starczy mi na jakieś… 13 lat! A to tylko pod warunkiem, że od dzisiaj już nic bym więcej nie zdobywała, na co szans nie ma, więc tak naprawdę, to pewnie na 20 lat :/

No, wypłakałam się nad moją głupotą. Teraz już dobitnie widzę, że taka postawa „więcej, więcej, więcej książek, na kiedyś, na później, byle były”, to jest nałóg kompulsywnego kupowania. I zamierzam to traktować jak nałóg właśnie. Zdrowe to nie jest i zamierzam z tym walczyć, jak tylko potrafię. Trzymajcie za mnie kciuki! Tak bardzo chciałabym móc kiedyś powiedzieć: „O rany, mam tylko 2 książki do przeczytania! Pora się wybrać do księgarni/biblioteki/zamówić coś online”, oj, jakbym tego chciała…

Mam 3 latka

… trzy i pół, sięgam brodą ponad… stos 😉 Niestety, nie znalazłam polskiej wersji takiego fajnego znaczka:

W życiu nie spodziewałabym się, że wytrwam 3 lata w pisaniu bloga o książkach! Nie spodziewałam się, że będzie mi to sprawiało taką frajdę (chociaż są i momenty mocno kryzysowe, ostatnio było blisko zaprzestania pisania w ogóle!), że pozwoli mi to na poznanie wielu cudownych ludzi, również w Realu! Że powstanie z tego tyle różnych konkursów, dyskusji, a na dodatek też Złota Zakładka.

Przez te 3 lata napisałam 635 wpisów, w 80 kategoriach. Padło 7910 komentarzy. Odwiedziło mnie prawie 260 000 osób z kilkudziesięciu różnych krajów. To wszystko wprawia mnie w zdumienie, bo – mimo że kocham moje wirtualne dziecko  – nie uważam, że mój blog wyróżnia się jakoś mocno spośród całkiem wielu innych blogów. Chyba nie mam manii wielkości, jak niektórzy blogerzy 😉 I mam nadzieję, że nigdy nie będę wpadać w ten wyścig blogowych szczurów, oby mnie to ominęło!

Ale schodząc z gorzkich tematów (ostatnio sporo dziwnych akcji miałam okazję obserwować i to mnie tak natchnęło) – chciałabym serdecznie podziękować wszystkim odwiedzającym, czytającym, komentującym! A szczególnie tym, którzy są ze mną bardziej na stałe, bywają w miarę regularnie, towarzyszą mi w smutkach i radościach okołoblogowych 🙂 Bez Was wszystkich pewnie nie starczyłoby mi motywacji na 3 lata blogowania. Chwała Wam za to!

Czy ktoś potrafi stworzyć takie cukiernicze dzieło sztuki? Jeżeli tak – poproszę! 🙂 Poczęstujemy się razem, chociaż to aż szkoda zjadać!

Blogaskowi 😉 życzę wielu kolejnych lat funkcjonowania i to jak najbardziej sprawnego, jak najmniej kryzysów, a jak najwięcej cudnych chwil 🙂 A, żeby podzielić się szczęściem, to postanowiłam obdarować 3 osoby książkami – po 1 na każdy rok blogowania 🙂 Rozdam książki:

  1. „Wilkołak” Jonathan Maberry – z własnej półki.
  2. „Chłopiec z sąsiedztwa” Irene Sabatini – od Wydawnictwa Świat Książki 🙂
  3. „Zła krew” Arne Dahl – z własnej półki.

Wszystko, co musicie zrobić, to zgłosić się w komentarzu, zaznaczając  do której książki się zgłaszacie. Zgłaszać się można do środy (15.08.12) do północy.

Cieszę się bardzo z tej rocznicy i mam nadzieję, że będę miała dość siły, motywacji, wytrwałości, by prowadzić tego bloga przez jeszcze długi czas  A Wam dziękuję za to, że u mnie bywacie, czytacie to, co piszę, wspieracie!

Podsumowanie miesiąca – lipiec 2012

O dziwo, lipiec nie był tak tragiczny czytelniczo, jak się spodziewałam! Myslałam, że sporo wyjazdów, do tego goście, spotkania etc. będzie razem oznaczało, że mało, co przeczytam, ale się myliłam, co bardzo mnie cieszy.

W lipcu przeczytałam 11 książek, co jest dla mnie aktualnie wynikiem więcej niż przyzwoitym. Słucham także ciągle „Francuskiej oberży”, ale słabo mi idzie, za mało czasu mogę na to przeznaczyć.

W tym miesiącu dotarło do mnie całkiem sporo książek (w porównaniu do poprzednich miesięcy), co mnie trochę cieszy, trochę smuci. Ale ciągle nie wydałam ani złotówki na książki, od 6 miesięcy nie kupiłam ani jednej książki i jestem z tego niezmiernie dumna!

W lipcu przeczytałam:

– 4 książki recenzyjne,

– 4 książki własne nierecenzyjne,

– 1 książkę z biblioteki,

– 1 książkę pożyczoną,

– 1 książkę do recenzji wewnętrznej.

Bardzo mnie cieszą te statystyki, w końcu czytałam więcej książek nierecenzyjnych, niż recenzyjnych, oby tak dalej! Przeczytałam 8 książek napisanych przez kobiety, a 3 przez mężczyzn. Pięciu autorów pochodzi z Polski, a sześciu to obcokrajowcy.

Średnia lipcowych ocen to 4,4, czyli ani nie powala, ani nie przeraża 😉 Trudno jest mi ocenić ilość stron, gdyż dwie książki z tych, które czytałam, to nasze jesienne nowości i jeszcze nie znam ostatecznej ilości stron. Więc podsumowania dotyczące objętości będą dotyczyły 9 książek. Suma przeczytanych w lipcu stron, to 2730. Średnio były to 303 strony na książkę. Przez to, że czytałam sporo naszych „roboczych” książek, to miesiąc dla bloga był dziwny – mało tekstów, ale przynajmniej opisałam praktycznie wszystkie książki, które mogłam (oprócz jednej).

Odkrycie miesiąca? Zdecydowanie „Pieśń czasu. Podróże” Iana R. MacLeoda. Dlaczego? Bo jest to taka książka, która poruszyła we mnie praktycznie wszystko to, co mogła poruszyć. Moje wrażenia opisałam zresztą TUTAJ.

Gniot miesiąca? Najgorszą książką, którą przeczytałam w tym miesiącu była książka „Pierwiastek zero” Ewy Barańskiej. Napisałam zresztą wszystko, co o niej myślę w notce na jej temat, nie będę się dalej rozpisywać.

Plany na sierpień? Aktualnie mam gości, więc od kilku dni nie przeczytałam ani strony i nie zmieni się to zapewne aż do wtorku 😉 W połowie miesiąca mam sporo wolnego i jadę odwiedzić rodziców. Tam zapewne poczytam, ale też będę spotykała masę znajomych, których nie daję rady spotkać, gdy jestem tam tylko na 1,5-dniowy weekend. Więc będzie co robić. Potem znowu mam gości, a po ich odjeździe jest już koniec sierpnia. Więc nastawiam się na marny czytelniczo miesiąc, ale kompletnie mnie to nie martwi 😉

Cenny stosik

Coś się ostatnio porobiło! Na chwilę powróciła tradycja częstszego wrzucania stosików. Ale cóż ja mogę z tym zrobić, jak książki napływają wartkim źródłem? 😉 Zadziwiająco wiele ich ostatnio do mnie przybywa, chyba przestałam ogarniać sytuację. Ale przechodząc do przyjemniej części, czyli prezentacji nabytków, oto stos numer jeden (od góry):

„Żelazny książę” Brook oraz „Krwawy król” Martin – od Wydawnictwa Dwójka bez Sternika.

„Przebudzenie. Walka. Szał” Smith – pobrane na Podaju. Zamierzam (kiedyś!) sprawdzić, skąd wariacje na punkcie tej serii.

„Księga Diny” Wassmo – po latach poszukiwań dorwałam w jednej z dzielnicowych bibliotek. I to właśnie ona jest najcenniejszym „nabytkiem” tego stosu. Wręcz biały kruk, którego ceny na Allegro (jak się czasem pojawia) sięgają 300 złotych! Zobaczymy, jakie wrażenie zrobi na mnie.

„Mróz” Ciszewski – kolejna książka z Biblioteki. A to wszystko przez Kalio, która orzekła, że od niej mam rozpocząć przygodę z tym autorem 😉

Druga część stosu (od góry):

„Czaropis. Tom 2” Charlton – od Wydawnictwa Prószyński. Pierwszy tom mi się podobał, więc drugiego nie mogło zabraknąć.

„Uniesienie” Kate, „Czarodziejski labirynt” Farmer oraz „Dym i lustra” Gaiman – od Wydawnictwa Mag. Pierwsza z tych książek, to niespodzianka, nie zamawiałam jej, więc mam zamiar zasugerować zrobienie konkursu 😉 Druga i trzecia, to już moje zamówienia, chociaż dopiero niedawno zorientowałam się, że „Czarodziejski labirynt” to czwarty tom serii, więc będę miała problem. No, ale zobaczymy, może się uda dorwać trzy pierwsze w bibliotekach.

Jak zwykle przy umieszczaniu stosików wykorzystam okazję i zapytam: jakie macie plany na weekend? Co ciekawego zaplanowaliście? A może oddajecie się słodkiemu lenistwu i nicnierobieniu? Przyznam, że trochę zazdroszczę tym wszystkim, którzy mają po 2-3 miesiące wakacji i nic w tym czasie nie robią wielkiego poza czytaniem, imprezami, spotykaniem przyjaciół czy podróżowaniem. Błogie czasy!

Ja miałam plany wyjazdowe, ale plany lubią się zmieniać, w związku z czym – będę siedzieć w domu, co nawet mnie cieszy, bo jestem upiornie zmęczona. Może spotkam się ze znajomą lub dwiema, zobaczymy. Muszę też trochę ogarnąć mieszkanie, bo po pierwsze – przychodzi właścicielka po czynsz, a po drugie – od czwartku czy piątku mam gości, więc na ich cześć wypada mieć względny porządek 😉 Trochę poczytam, trochę popiszę, trochę zmarnuję czasu na forach i ogólnie w necie. I tyle. Miłego weekendu!