O blogowaniu słów kilka, czyli jak "Konstelacje" przyczyniły się do powstania tej notki

drogowskaz blogowanie

Byłam wczoraj po raz drugi na „Konstelacjach” w Teatrze Polonia (TUTAJ będzie kiedyś link do notki na temat tej arcydobrej sztuki, jak się w końcu ogarnę i napiszę!), a skutkiem tej sztuki jest to, że zaczęłam myśleć. Co by było, gdyby…? Jakie konsekwencje miał ten krok i co mogłoby się wydarzyć, gdybym go nie podjęła? Albo gdybym zadecydowała, że inna ścieżka jest ciekawsza?

A że wczoraj temu blogowi stuknęło 7 lat (mamma mia, siedem lat w jednym miejscu to mój rekord!), to moje myśli w dużej części dotyczyły tego, co z blogowaniem związane. A wnioski są powalające!

Niby to tylko blogowanie, pisanie o czymś, w moim przypadku o czymś tak de facto mocno ograniczonym zasięgowo, jak książki. Nic wielkiego, prawda? Może i tak bywa, ale może być zupełnie inaczej, zobaczcie sami…

Gdy w 2009 roku zaczynałam blogować o książkach, to była nas tylko garstka. Mam wrażenie, że wszyscy odwiedzali wszystkich, dyskusje na blogach potrafiły być długie i burzliwe. Jednak pojawiły się magiczne „egzemplarze recenzenckie” i „współpraca z wydawnictwami” i zrobił się boom, z garstki blogów zrobiło się ponad 100, potem kilkaset, a teraz to już nie ogarniam.

Nie zamierzam obłudnie twierdzić, że to samo zło, przecież sama długo korzystałam, a i teraz od czasu do czasu przygarnę jakąś książkę do recenzji. Ale to akurat uznaję – z perspektywy czasu – za mało istotny aspekt blogowania. Co było ważniejsze? Po pierwsze – będzie to straszny truizm – ludzie. Przez te lata poznałam całe dziesiątki czy nawet setki ciekawych osób – blogerów, czytelników, wydawców, autorów, dziennikarzy, pasjonatów z różnych dziedzin. Ta siatka znajomości trwa po części do dzisiaj, z niektórymi osobami nawiązałam przyjaźnie, z częścią spotykam się głównie zawodowo, ale całkiem spory kawałek tej pierwotnej sieci jest ze mną niezmiennie od lat. I to jest niesamowite!

Druga sprawa, nie mniej istotna, to fakt, jak blog wyprowadził mnie de facto z niszy książkowej. Mimo tego, że dalej ciągle głównie jest o książkach, to to, że go prowadzę zaowocowało zaproszeniami na różne imprezy mniej lub bardziej „branżowe” – od festiwali i targów stricte literackich, przez spotkania dla blogerów (np. Blog Forum Gdańsk), aż do prowadzenia warsztatów dla młodzieży w gimnazjach. Niewiarygodne jest to, jak wkładanie serca w pasję i mówienie o tym potrafi pootwierać różne furtki. I tylko trzeba znaleźć w sercu trochę odwagi, by uczynić pierwszy krok. Tak, wiem, rzuciłam tekstem jak z Coelho…

Ale przejdźmy do dużych i namacalnych zmian! Przede wszystkim blogowanie, pasja, serce i mówienie o swej pasji zaowocowały zaproszeniem na pierwszą rozmowę o pracę spoza branży w której trwałam do 2011 roku włącznie. Mało tego, dzięki temu wszystkiemu dostałam tę pracę (o czym ci starsi stażem czytelnicy wiedzą) i od lutego 2012 roku zaczynałam w Świecie Książki. Tak niedawno, a jakby to były wieki… Jak bardzo to wszystko wpłynęło na mnie i moje życie!

Pamiętam, że gdy dostałam propozycję przedstawienia mojej kandydatury do rozpatrzenia, to było to dzień przed Wigilią, spędziłam całe Święta rozważając, czy aby na pewno chcę się przeprowadzać z prowincjonalnej wsi do Warszawy, czy zdołam się samodzielnie utrzymać, czy dam się radę odnaleźć, jak to będzie żyć kilkaset kilometrów od rodziny i przyjaciół… Ale zdecydowałam się podjąć ryzyko (chociaż co to za ryzyko, rozmowa o pracę jeszcze o niczym nie decyduje!) i pojechałam. Po kilku dniach dostałam informację, że mnie chcą i że czekają na mnie od 1 lutego. Pamiętam, że miałam dwa tygodnie na znalezienie mieszkania i przeprowadzkę. Nigdy nie zapomnę tego, jak włóczyłam się po Ochocie (bo chciałam blisko miejsca pracy) w śniegu po kostki, klnąc, bo nic sensownego się nie udało znaleźć, aż w końcu trafiłam do ostatniego na liście mieszkania, które okazało się właśnie tym i w którym spędziłam  ponad 4 lata. Ale ograniczając dygresje: to właśnie dzięki blogowaniu udało mi się zmienić branżę i rozwinąć skrzydła na nowo. A na dodatek odnalazłam się w tym mieście, darzę je dużym sentymentem, a od kilku miesięcy jestem jego stałą, zameldowaną jak władze przykazały mieszkanką 😉

Nowa praca i nowe miejsce zamieszkania poskutkowały kolejnymi blogowymi możliwościami i znajomościami. To właśnie one pozwoliły mi na przeżycie wielu pięknych chwil, poznanie osób, które potem wielokrotnie mnie tak lub inaczej wspierały, nauczenie się pierdyliarda nowych rzeczy, zmiany stylu życia. To właśnie dzięki blogowaniu zrobiłam te pierwsze kroczki, które skutkują tym, że dzisiaj ciągle pracuję w wydawnictwie (tylko innym), lubię moją codzienną pracę (i osoby, z którymi pracuję 🙂 ), mam masę ciekawych znajomych, chyba w 90% zmieniłam styl życia, a w znacznej części samą siebie.

Co jeszcze? Mnóstwo drobniejszych spraw – to dzięki blogowaniu miałam okazję wypowiadać się w przeróżnych mediach, poznawać inspirujących ludzi, zarażać blogowaniem innych (mam przynajmniej kilkoro blogowych „chrześniaków”), być żywym dowodem na to, że o tak „nudnym” temacie, jak książki można latami blogować i jednak stale ktoś to czyta 😉

A co ostatnio szczególnie mi bliskie – dzięki blogowaniu poznałam kilka osób, które mocno wpłynęły na moje życie. Szczególnie jedna blogerka (która niestety praktycznie zarzuciła już blogowanie 😦 ) stała się bliską mi osobą, która codziennie inspiruje i motywuje, wspiera i pomaga zmienić mą rzeczywistość na jeszcze lepszą. To dzięki niej łatwiej przechodziłam różne kryzysy, to dzięki niej chociażby wprowadziłam zmiany praktyczne w życiu typu inny styl żywienia, to z nią rozkoszuję się duchową strawą w teatrze (gdzie dzięki niej chodzę regularnie!) i to ona ma cierpliwość wysłuchiwać mojego marudzenia, gdy jest mi źle. Dziękuję Ci! A właściwie, idąc torem: blogowanie przyczyniło się do zmiany pracy – pierwsza praca doprowadziła do kolejnych książkowych – kolejna książkowa praca zwróciła mą uwagę na kolorowanki – dzięki założeniu grupy kolorowankowej spotkałam drugą taką bliską duszę, to właściwie mogę napisać: dziękuję Wam!

Ośmielę się więc podsumować, że blogowanie wpłynęło na jakieś 95% mojego życia – od zmian w samym czytaniu, przez zmiany zawodowe, zmianę miejsca zamieszkania, przyczynienie się do poznania nowych znajomych i przyjaciół, po części transformację mej osobowości, aż po zmiany w sposobie myślenia. Mogę wręcz dumnie zawołać, że „od blogowania to wszystko się zaczęło!

Tylko… od jakiegoś czasu niezbyt chce mi się pisać. Może to jednak zmęczenie materiału, może czuję ograniczenie przez ten przedrostek „książkowo” w adresie bloga (ale znowu nie chcę się przenosić gdzie indziej i tracić wszystko, co tu wypracowałam latami), może jeszcze coś innego. Dlatego nie piszę o planach na przyszłość, nic nie obiecuję, popłynę z blogową rzeką.

Jak co roku…

blog forum gdansk

Ruszam w podróż, kierunek Gdańsk! Kolejny raz mam szczęście być zakwalifkowana do uczestniczenia w najciekawszej imprezie blogowej roku, czyli w Blog Forum Gdańsk. Już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że w tym roku będzie też dwójka blogerów książkowych, których bardzo lubię, czyli Padma i Oisaj! W końcu będzie nas więcej!

Cały program obejrzeć będzie można także online, do czego serdecznie zapraszam, bo zapowiada się ciekawie! Chętni niech zerkną na transmisję, a jak mi nie wierzycie, to tutaj jest program. Będzie się działo! No i przyda mi się aktualnie takie silne przypomnienie, że jest wśród blogerów spora grupa fajnych, pozytywnych osób 😉

Oglądajcie, bo warto!

blog forum gdansk

Chciałam Was serdecznie zaprosić do oglądania transmisji na żywo z Blog Forum Gdańsk, najstarszej i najważniejszej konferencji blogerów w Polsce. Kolejny raz mam zaszczyt i niewątpliwą przyjemność należeć do grona wybrańców, którzy dzisiaj i jutro będą na sali w Teatrze Szekspirowskim, napawając się atmosferą i towarzystwem tylu bardzo inspirujących osób 🙂 Ale od jakiegoś czasu być z nami może każdy, bo organizatorzy zapewniają relację na żywo.

Program w tym roku wygląda bardzo obiecująco! Ja cieszę się szczególnie np. na: „Gdy bloger chce zostać pisarzem” (dla mnie ciekawe ze względu na tematykę bloga i branżę 😉 ), „W masce czy bez maski? Rzecz o prywatności b(v)logera”, „Rzetelność sekretną bronią b(v)logerów” czy „Konstruktywna krytyka b(v)logosfery„. Ale ciekawostek zapowiada się wiele, np. bardzo interesujące popołudnie z blogerami spoza Polski. Sprawdźcie program, a na bank znajdziecie coś dla siebie!

Oglądać możecie  TUTAJ. Zapraszam!

Blogerze, przybywaj!

magazyn ksiazki

Tak jakiś czas temu zakrzyknęła redakcja Magazynu Książki. I blogerzy przybyli, i to całkiem tłumnie! Prawie wszyscy napisali już też swoje relacje, więc czuję się zwolniona z obowiązku szczegółowego opisywania całego dnia, zrobię raczej spis zachwytów, kotłujących się emocji, zaskoczeń i tęsknot.

Po pierwsze – radość, że w końcu ktoś zauważył istnienie blogerów książkowych. Wróć, ktoś oprócz wydawnictw, oczywiście. No i że zostaliśmy zauważeni jako pozytywne zjawisko, a nie zagrożenie  / negatyw. Dla mnie to był pierwszy ważny krok na drodze do akceptacji istnienia blogerów książkowych przez tzw. „stare media” czy też „media tradycyjne”. Uważam, że to krok bardzo słuszny i świetnie, że medium, które się odważyło na jego podjęcie, jest akurat Magazyn Książki.

spotkanie blogerow agora
Fot. AnnRK

Po drugie – czysta przyjemność ze spotkania tej grupy. Część blogerów znałam już prawie jak łyse konie, część znałam troszkę ze spotkań, ale bardziej z rzeczywistości wirtualnej, część tylko z bywania na ich blogach, a nieliczne osoby były dla mnie zupełnie nowe. I to był taki cudny miks! Oczywiście, że nie porozmawiałam ze wszystkimi, zbyt mało na to było przerw. Ale i tak mam poczucie, że spotkanie z tymi ludźmi wniosło do mego życia masę radości, pozytywnej motywacji i inspiracji. I coraz bardziej mi się marzy, by wszyscy blogerzy zamieszkali w Warszawie, byśmy mogli spotykać się chociaż raz w miesiącu na piwo 😉

blogerzy ksiazki agora
Fot. własna. Od lewej Moja Pasieka, Książkowo oraz Zacofany w lekturze

Po trzecie – redakcja Książek. Redaktor Paweł Goźliński poczarował publiczność, zaprezentował historię magazynu, jego stan obecny i plany na przyszłość. Uśmiechnięty, sprawiał wrażenie otwartego. Wspierał go Juliusz Kurkiewicz, którego wszyscy pewnie kojarzą z recenzji i wywiadów. Najmniej aktywnie zaprezentował się Łukasz Grzymisławski. Panowie zrobili na scenie wrażenie całkiem fajne, aż szkoda, że niezbyt mieliśmy okazję pointegrować się również w przerwach, bo zapewne można byłoby odbyć wiele ciekawych dyskusji. Zarówno z nimi, jak i z resztą redakcji, której przedstawiciele przemykali również z tyłu sali.

redakcja magazynu ksiazki ignacy karpowicz
Fot. własna. Od lewej: Juliusz Kurkiewicz, Ignacy Karpowicz, Paweł Goźliński i Łukasz Grzymisławski

Po czwarte – goście. Ignacy Karpowicz udzielił wywiadu panom redaktorom (oraz publiczności), głównie opowiadając o najnowszej książce – „Sońce”. Jednak w kuluarach można było go również wypytać o ulubione polskie pisarki, o literaturę kobiecą i wymienić opinie a propos AłtorKasi. Jednak największe show zrobił Mariusz Szczygieł, który opowiadał o uwodzeniu czytelnika. On to zdecydowanie potrafi! I to nie tylko uwodzić czytelników, ale i słuchaczy. Wystąpienie się przedłużyło, a i tak publika siedziała jak zaklęta, słuchając i wpatrując się w mówcę. A ileż pięknych anegdotek można było posłuchać, celnych puent, ciekawych określeń. Od soboty np. funkcjonuje w mym słowniku określenie „literatura wypoczynkowa”, a i chyba na wieki zapamiętam (skorygujcie, bo nie zapisałam, a chciałabym zapamiętać!): „Pisanie? Nie tak łatwo ludziom czas zajmować!”. Z wielką chęcią posłuchałabym dalej, niestety nadszedł w końcu moment, gdy Pan Mariusz musiał nas opuścić.

mariusz szczygiel agora blogerzy
Fot. własna. Oczywiście, Mariusz Szczygieł 😉

Po piąte – integracja przy piwie / kawie / lemoniadzie / soku. I tu już raczej nie muszę nic pisać.

Po szóste – wisienka na torcie, szczęście nie do końca planowane, czyli dołączenie do nas Elżbiety Cherezińskiej, która była tak miła, że po swoim spotkaniu autorskim dołączyła do nas, by wypić z nami piwo, porozmawiać i zrobić przecudne wrażenie na wszystkich blogerkach. Ma talent do snucia opowieści nie tylko na papierze, to taki typu osoby, który dawniej stałby koło ogniska, a całe plemię siedziałoby dookoła i słuchało historii o dalekich krainach, groźnych potworach i niesamowitych przygodach dzielnych wojowników. Przecudowna osoba, uwielbiam ją!

Powiedzcie sami, czy to nie była fantastyczna sobota? Całą niedzielę byłam pod wpływem tych kilku godzin, nawet jeszcze w poniedziałek snułam się dookoła ze wspomnieniami kłębiącymi się w głowie. Oj, zrobiono nam dobrze tym spotkaniem, teraz będzie nam tęskno do takich rarytasów!

mariusz szczygiel blogerzy
Fot. AnnRK. Pamiątkowe zdjęcie grupy z autorem 🙂

EDYCJA:

Od dzisiaj można obejrzeć także bardzo fajny film ze spotkania, zobaczcie sami!


Cenzorowanie blogosfery?

cenzura blogosfery

Mam zagwozdkę. Blogerka – Post Meridiem – napisała recenzję. Bardzo mocno wychwaliła książkę, na koniec jednak zwróciła uwagę na byki, które przepuściła redakcja. Zrobiła zdjęcia przykładom i napisała, że przykro jej, że wydawnictwo nie zapewniło rzetelnego wydania tak dobrego debiutu.

Za jakiś czas wydawnictwo przysłało jej wiadomość, że godzi w ich dobre imię, ma usunąć recenzję, bo inaczej podejmą kroki prawne, sąd i te sprawy. Dziewczyna – szkoda! – przestraszyła się i recenzję usunęła.

Jednak w Internecie nic nie ginie, kopię recenzji znajdziecie TUTAJ.

TUTAJ jest informacja ze strony blogerki, a TUTAJ wywiad z osobą z wydawnictwa.

Reakcja blogerki na to, co się wydarzyło – TUTAJ. Informacja na portalu ksiazka.net – TUTAJ. Informacja o stronie prawnej sytuacji – TUTAJ.

Edit: Głos w tej sprawie przed momentem zabrał też Paweł Opydo. I nie był taki delikatny, jak my tutaj 😉

Ja uważam, że firma strzeliła sobie w stopę. Wizerunkowo ruch był kiepski. Dziewczyna zwróciła uwagę na błędy w tekście, czyli na zaniedbanie ze strony firmy. A firma robi awanturę, że narusza jej dobre imię. Jakie dobre imię? Niby blogerka nadinterpretuje ich działania jako chęć szkodzenia autorowi, a a propos byków z ich strony ni słowa…

Grożenie drogą prawną jest również słabiutkie. Nie jestem w stanie pojąć, co chcieli przez to osiągnąć, przecież jasne było od samego początku, że sprawa się rozniesie i to raczej nie w sposób pozytywny dla firmy. A wystarczyło napisać zwykłego maila, porozmawiać, wyłożyć swój punkt widzenia i zapytać, co możemy z taką sytuacją razem zrobić. Jak już koniecznie chcieli reagować, bo nie do końca widzę potrzebę. No i przede wszystkim – przy jakiejkolwiek reakcji, tak czy siak, należało przeprosić za buble redakcyjne…

Przeczytajcie te informacje i napiszcie, co Wy sądzicie na ten temat!

EDYCJA

Sprawa obiła się o blogi książkowe, nieksiążkowe, portale różnego typu, Antyweb, Na Temat, a ponoć zainteresowała się nią i Gazeta Wyborcza. Czyli mocno poszło w świat, czego pewnie nie spodziewali się pracownicy firmy wysyłając tego maila…

Przed momentem otrzymałam mail od sekretarz redakcji z ich oświadczeniem w tej sprawie. Oto on:

NRNie powiem, bym została tym pismem przekonana :> Jednakże dobrze, że reakcja w ogóle jest, bo zaczynałam myśleć, że jej w ogóle nie będzie.

Może teraz część firm nauczy się, żeby rozmawiać z ludźmi, a nie zaraz wystawiać działa? I że działanie w emocjach, na gorąco i bez zastanowienia się nad rezultatami nie jest najlepszą strategią? Jak sądzicie?

I kolejna edycja 😉

Krótko po reakcji wydawnictwa nastąpił reakcja na reakcję, czyli do pisma ustosunkował się Paweł Opydo na Zombie Samurai.

Koniec końców sprawa wpadła i do głównych mediów – napisała o niej Gazeta Wyborcza.

Bloguję, więc jestem (Blog Forum Gdańsk 2013)

Najpierw wstęp formalny, bo pewnie w kąciku książkowym są ciągle jeszcze ludzie, którzy nie wiedzą, o co kaman. Blog Forum Gdańsk to od czterech lat największa i ciągle najciekawsza impreza „branżowa”. Każdego roku do Miasta Wolności zjeżdża się 200-300 zaproszonych blogerów, by przez dwie doby odkrywać różnorakie tematy związane z blogowaniem, wymieniać się doświadczeniami, wiedzą i nawiązywać kontakty. Kompletnie odjechany czas, ładujący energetyczne baterie na cały kolejny rok!

W tym roku całość skupiała się wokół trzech haseł: „Inspiracje. Pasja. Zmiany”. Dzięki temu dyskusje odbywały się na poziomach dotyczących człowieczeństwa, obywatelstwa, pasji i świadomego blogowania. Również dzięki temu mieliśmy wystąpienia tak porywających mówców, jak o. Leon Knabit, Jurek Owsiak, Agnieszka Kaluga czy Maria Rotkiel.

Nie zamierzam zdawać relacji „krok po kroku”, zapraszam tylko do oglądania nagrań wideo z przemówień i debat, bo tak bardzo warto obejrzeć większość z nich! Znajdziecie je TUTAJ. Natomiast TUTAJ znajdziecie wybrane hasła z wypowiedzi prelegentów, a TUTAJ i TUTAJ zdjęcia.

Przypinki BFG

To właśnie wybór tego właśnie kierunku jest największym plusem tegorocznej edycji. Rok 2013 robi na mnie wrażenie roku pełnego hejtu na blogosferę, blogerów, przegadania aż do wypęku tematów dotyczących zarabiania na blogach, celebrytyzmu, fochów i miałkości. Pewnie, trochę racji w tym jest, jednakże większość tych opinii „ekspertów” nijak się ma do rzeczywistości. Mam wrażenie, że tak w większości twierdzą ci, którzy:

a)      słabo znają zróżnicowanie blogosfery i, generalnie, ją samą.

b)      mają problem z tym, że im samym nie wychodzi (lub nie wyszło) w tym aspekcie nic ciekawego.

c)      uwielbiają hejtowanie i/lub przyjmują taki sposób na nakręcenie swojego „imidżu”.

Pierwszy blog założyłam w lutym 2005 roku, wcześniej przez jakiś czas bywałam na różnych blogach jako czytelniczka. Jednakże od tego czasu w miarę regularnie prowadziłam kilka blogów. Mój pierwszy, typowy „pamiętniczek”, prowadziłam 4 lata. I właściwie, kiedy poczułam, że jego formuła (a moja potrzeba takiego uzewnętrzniania się) kończy się powoli, wtedy pojawiło się „Książkowo”. W międzyczasie był inny blog książkowy, blog fotograficzny i inne, o których nawet nie pamiętam. W wtrakcie wielu lat pisania bloga, najpierw bywałam na wielu blogach, czytałam i komentowałam, a potem zaczęłam udzielać się również na inne sposoby – nagroda blogerów książkowych, różne akcje międzyblogowe, spotkania blogerów, dyskusje, panele.

Dzięki temu wszystkiemu natykam się na tyle ciekawych blogów, blogerów, inicjatyw, że w życiu nie odważyłabym się na słowa, że blogosfera nie ma sensu, czy że się skończyła. To tylko obnaża według mnie ignorancję danego „eksperta”, który całą swoją opinię uzasadnia tylko powierzchowną obserwacją czubka blogowej góry.

Oczywiście, że są zjawiska i typy blogerów, których nie lubię. Na BFG Jacek Gadzinowski powiedział, że i kasa może być pasją. Pewnie, z tym nie dyskutuję. Ale jakoś mimowolnie odrzuca mnie od blogerów, którzy bloga założyli tylko po to, by mieć maszynkę do zarabiania kasy (a adaptując do blogosfery książkowej: tylko po to, by zdobywać kolejne i kolejne egzemplarze recenzenckie od wydawnictw i portali). Możliwe, że to mi się zwyczajnie kłóci z moją duszą społecznika. W końcu 7 lat spędziłam jako wolontariusz i pracownik różnych organizacji pozarządowych, wsiąkłam w atmosferę realizowania pasji i marzeń, we wspólną pracę na rzecz innych (a przy okazji dla siebie samego), w to, że świat może zmieniać każdy z nas. I dlatego kasa nigdy nie będzie dla mnie pasją. Świetnie jest ją mieć, ale jeżeli jest ona głównym celem życia, to musi to być chyba jednak smutne życie.

Wszystko, o czym pisałam powyżej spowodowało, że gdy usłyszałam, w jakiej tematyce będziemy się poruszać na tegorocznym Blog Forum Gdańsk, to bardzo się ucieszyłam. Ale jednocześnie zastanawiałam się, jak to zostanie odebrane przez innych blogerów, szczególnie tych, którzy mniej śledzą to, co dzieje się w „bagienku” i mogą się zastanawiać, dlaczego akurat wyskoczono z taką tematyką. Z relacji jednak widzę, że było to generalnie bardzo dobrze postrzegane. Ludzie z chęcią słuchali (i dyskutowali, szczególnie w kuluarach) na temat pasji, realizacji marzeń, odpowiedzialności, tego, co można zrobić dzięki blogowaniu, jak można zmieniać swoją i czyjąś rzeczywistość. Bo – jak powiedziała Draginja Nadazdin – „Słowa mogą uratować człowieka”. Oczywiście, nie zawsze chodzi o dosłowne ratowanie (jak np. robi Amnesty), ale też o różne większe i mniejsze akcje. O to, że pisząc o czymś na blogu, możemy na to zjawisko lub osobę zwrócić uwagę innych, co może przekuć się na różnorakie skutki. Ale także o odpowiedzialność za to, co piszemy, bo równie łatwo, jak możemy pomóc, tak samo możemy zaszkodzić.

Dużo było o czynieniu dobra, o pomocy, o działaniach charytatywnych. Ale oczywiście nic na siłę, to trzeba czuć w sercu, inaczej nie ma sensu „lansowanie się przez czynienie dobra”, bo nie będzie to autentyczne, a to idzie łatwo wyczuć. Szczególnie, że nasi stali czytelnicy jednak nas dobrze znają. Jeżeli jednak czujemy, że chcemy coś zrobić, to dlaczego nie robimy? Jeżeli potrzebujemy pomocy, to wystarczy o tym napisać, a jest duża szansa, że się znajdzie. W końcu słowa mają moc!

Kończę ten mój okrutnie długi i chaotyczny wpis. Minęły już trzy dni od powrotu, a ja nadal nie potrafię ułożyć jasnej, przejrzystej wypowiedzi, więc to się już chyba nie zmieni. Wyrzuciłam jednak z serca to, że blogosfera jest super, ale jest jednocześnie grupą jakich wiele, a w każdej z grup znajdą się dranie, oszuści i ci, którzy w różny sposób „kalają gniazdo”. Jednakże my możemy dalej blogować z pasją i robić fajne rzeczy, więc to czyńmy! Cytując Jurka Owsiaka – „Blogerzy całego świata łączcie się! Jesteście siłą i przyszłością!”.

PS. Jeszcze raz zachęcam do oglądania wystąpień, np. Zorki (koniecznie!) czy też Marii Rotkiel.

PS2. Bardzo mocno zaskoczył mnie wczoraj Kominek TYM wpisem. Warto przeczytać!

Blogerski WrocLOVE

Blogerzy

Za oknem hula wiosenny wiatr, przegania po niebie chmury. Trochę to wszystko melancholijne, więc postanowiłam bronić się przed takim nastrojem wspominkami ze zwariowanego wyjazdu sprzed tygodnia. A działo się…

Jakiś czas temu Ilona z BlogoStrefy wyznała, że marzy o zrobieniu wyjazdowego spotkania blogerów warszawskich z…, no właśnie z blogerami skąd? Niedługo później okazało się, że tym razem będzie to Wrocław, że pojedziemy do tego uroczego miasta, by uczestniczyć w imprezie pod hasłem „Reklamowe Pogaduchy Blogerów #4”, organizowanej przez chłopaków ze Studium Przypadku. Pozostawało ogarnąć, jak tam pojedziemy i co z noclegiem, ale z tym radziła sobie dzielnie Ilona razem z wrocławską drużyną organizatorów. I wielkie Wam za to „danke” z mej strony!

Ilona znalazła przewoźnika bardzo przyjaznego blogerom. PKS Polonus (zobaczcie, co też kryje się pod linkiem!) nie dość, że okazał się elastyczny cenowo i zaoferował nam preferencyjne warunki, to jeszcze przywitał nas na Placu Defilad w sposób, który widzicie u góry. A na dodatek zaopatrzył w notatniki do zapisywania złotych myśli oraz solidny zapas wody, żebyśmy przypadkiem z pragnienia nie umarli. Bardzo udany wstęp do dłuższej współpracy?

W każdym razie w sobotę wcześnie rano na parkingu zjawiła się grupa blogerów, którzy po zrobieniu miliarda fotek wsiedli wreszcie do autobusu i ruszyli w drogę. Na początku padały żarty na temat „blogowego Smoleńska”, czyli jak to tak można tylu blogerów w jednym autobusie przewozić. Ale szybko zaczęliśmy się integrować, śpiewać piosenki (Ogórek, Dumka na dwa serca, czy też Mydełko Fa to tylko nieliczne z hitów, które odśpiewaliśmy), opowiadać kawały. Niektórzy wytrwali próbowali czytać, pisać czy pracować. Działania raczej skazane na niepowodzenie 😉 Po drodze zaplątaliśmy się w jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni i zamiast odebrać szybko i sprawnie Radomską z ekipą z Łodzi, to jakimś cudem na dłuższy czas utknęliśmy w Zgierzu. Ale nie ma tego złego… Teraz znamy już Zgierz i rozważamy na zmianę stworzenie tam Blogomiasta oraz Blogowej Strefy Ekonomicznej. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Przez Zgierski Trójkąt Bermudzki dojechaliśmy do Wrocławia właściwie na styk. Zdążyliśmy odebrać wejściówki, zostawić bagaże w szatni, przenieść z autobusu na teren Kina Nowe Horyzonty podarowane nam przez Wyborową zapasy i już zaczynaliśmy imprezę. A nie, wróć! Jeszcze zdążyłam spotkać Izusr, z którą przekazałyśmy sobie książki, jak na blogerki książkowe przystało.

Impreza składała się z trzech prezentacji, debaty oraz pokazu filmy „Sztuka reklamy”. Pierwsze dwie prezentacje były całkiem interesujące, trzecia też, ale była zdecydowanie za długa. Generalnie całość była dla mnie ok, wolałabym być tylko mniej zmęczona, więc następnym razem przyjadę do Wrocławia w piątek 😉 Zabrakło mi czasu na integrację z wrocławskimi blogerami. Czas niby był na imprezie, ale wiadomo, jak to jest w zatłoczonych klubach pełnych muzyki. Wolałabym jakiś element integracyjny w kinie, chociaż jednocześnie wiem, że ekstremalnie trudno jest to zrobić dla tak dużej grupy osób przy tak krótkim czasie. No ale nic na to nie poradzę, mam element niedosytu w tej kwestii.

Rozochoceni prezentami od Wyborowej (która została przechrzczona na Blogową) udaliśmy się najpierw na burgerową kolację, a potem do klubu „El Barrio”, gdzie niektórzy tancowali do białego rana. Taniec nie należy do moich ulubionych czynności, więc ja głównie rozmawiałam, dzięki czemu miałam okazję poznać kilka ciekawych osób (no i nagadać się z tymi już znanymi). Był i śmiech, i rozmowy o życiu, przytulanie (bo blogerzy w większości to przytulasy! 😉 ), ale też poważne dyskusje. Ciekawy wieczór, w trakcie którego dałyśmy się razem z Mają porwać tajemniczej parze i wywieźć gdzieś za Wrocław! Tam udostępniono nam kanapę, zapoznano z kotami i przeuroczym szczeniakiem, rano poczęstowano jajecznicą z „jajek od własnych kur” i odwieziono na autobus do Wrocławia. Gościna jak się patrzy, dziękuję!

Zakładałam, że powrót będzie znacznie spokojniejszy, jednakże me oczekiwania spełniły się tylko po części. Faktycznie, niektórzy starali się spać, odpoczywać w ten czy inny sposób, ale i tak u reszty sporo się działo. W pewnym momencie z tyłu autobusu zaczęto analizować cóż oznacza „element status” i jaka to pozycja w „Blogosutrze” 😉 A znowu z przodu rozmawiano o poważnych biznesach związanych z nieruchomościami, delfinami i statkami 😉 Tym razem ominęliśmy Zgierz, więc w Warszawie zjawiliśmy się chyba wcześniej, niż większość z nas zakładała. Cmok, cmok, cmok, przytulas i już koniec.

A w poniedziałek? W poniedziałek wielu z nas cierpiało na nową jednostkę chorobową. Zwie się ona delirium blogens.

PS. Wszystkie zdjęcia są autorstwa Kobiecego Punktu.