Melduję, że…

ksiazka_2015

Niedługo ruszam na Targi Książki w Krakowie. Chociaż nie mam kompletnie ochoty, zamordowano ją we mnie dzisiaj całkowicie. Mam nadzieję, że odżyje w trakcie targów 😉

Jutro spotkać mnie można – razem z kilkoma innymi osobami – na panelu o tytule „Czy blog może zmienić życie? Dyskusja blogerów książkowych, którzy odnieśli sukces”, godzina 16.00-17.00, sala Praga A. Podtytuł panelu wprawił mnie w lekkie oszołomienie, no ale co tam, zobaczymy jak będzie!

Pewnie od południa będę krążyć po hali targowej, zamierzam także wpaść na spotkanie blogerów w „Smakołykach”.

Do zobaczenia w Krakowie?

Autorki, blogerzy, czytelnicy…

logo2

Melduję, że właśnie czekam na gości (Iza z Czytadełka z szanownym małżonkiem), a jutro wybywamy na Festiwal Literatury Kobiety „Pióro i Pazur” w Siedlcach! Dla mnie to już trzeci raz, więc jestem ciekawa kierunku, w jakim pójdziemy w tym roku.

A w Siedlcach sporo będzie blogerów. Razem z np. Zwierzem Popkulturalnym, Zacofanym w lekturze, Kasią Hordyniec (mam nadzieję, że teraz, po ogłoszeniu wielkiej wiadomości będzie też wielki powrót do blogowania!) czy Kasią z Mojej Pasieki obgadamy ostatni rok w literaturze i blogosferze. Panel „Rok w blogosferze, czyli co czytać, co słychać…” odbędzie się w Galerii Siedlce o godzinie 11:00. Zapraszamy!

Program festiwalu znajdziecie TUTAJ. Zapowiada się interesująco 🙂

Jak co roku…

blog forum gdansk

Ruszam w podróż, kierunek Gdańsk! Kolejny raz mam szczęście być zakwalifkowana do uczestniczenia w najciekawszej imprezie blogowej roku, czyli w Blog Forum Gdańsk. Już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że w tym roku będzie też dwójka blogerów książkowych, których bardzo lubię, czyli Padma i Oisaj! W końcu będzie nas więcej!

Cały program obejrzeć będzie można także online, do czego serdecznie zapraszam, bo zapowiada się ciekawie! Chętni niech zerkną na transmisję, a jak mi nie wierzycie, to tutaj jest program. Będzie się działo! No i przyda mi się aktualnie takie silne przypomnienie, że jest wśród blogerów spora grupa fajnych, pozytywnych osób 😉

Oglądajcie, bo warto!

blog forum gdansk

Chciałam Was serdecznie zaprosić do oglądania transmisji na żywo z Blog Forum Gdańsk, najstarszej i najważniejszej konferencji blogerów w Polsce. Kolejny raz mam zaszczyt i niewątpliwą przyjemność należeć do grona wybrańców, którzy dzisiaj i jutro będą na sali w Teatrze Szekspirowskim, napawając się atmosferą i towarzystwem tylu bardzo inspirujących osób 🙂 Ale od jakiegoś czasu być z nami może każdy, bo organizatorzy zapewniają relację na żywo.

Program w tym roku wygląda bardzo obiecująco! Ja cieszę się szczególnie np. na: „Gdy bloger chce zostać pisarzem” (dla mnie ciekawe ze względu na tematykę bloga i branżę 😉 ), „W masce czy bez maski? Rzecz o prywatności b(v)logera”, „Rzetelność sekretną bronią b(v)logerów” czy „Konstruktywna krytyka b(v)logosfery„. Ale ciekawostek zapowiada się wiele, np. bardzo interesujące popołudnie z blogerami spoza Polski. Sprawdźcie program, a na bank znajdziecie coś dla siebie!

Oglądać możecie  TUTAJ. Zapraszam!

Zatrzymane chwile #9

Wrzesień. Miesiąc świetny i okropny jednocześnie. Masa fajnych wydarzeń, miejsc i ludzi vs. masa stresu, złych emocji, złych ludzi. Wychodzi na zero? Sama nie wiem. Na bank był to jeden z najintensywniejszych miesięcy w tym roku, który doprowadził mnie – mimo urlopu! – na skraj wycieńczenia. Ciekawe, czy październik mnie dobije? 😉

Tak się złożyło, że powyższe zdjęcia to piękne świadectwo pierwszej części mego urlopu – wizyty w Trójmieście. Kocham te trzy miasta, uwielbiam tam bywać, zawsze jest to dla mnie najczystsza przyjemność. I mam nadzieję, że widać to również na tych zdjęciach! Było mi tam świetnie i gdyby nie okoliczności rodzinne, to z chęcią przesiedziałabym tam cały urlop. Piękne jest to nasze wybrzeże! ❤

Jak widać na pierwszym zdjęciu – nowe książki potrafiły mnie dogonić nawet na urlopie. Książkę Yrsy już przeczytałam i nawet opisałam. Jest to niezmiennie jedna z moich ulubionych autorek z zimnej części Europy. Jak zwykle w domu rodzinnym miałam okazję ponapawać się – a przy okazji pospamować obserwujących przepięknymi i bardzo różnorodnymi zachodami słońca. No cóż, jestem uzależniona od tych widoków… Chociaż miałam już okazję przyłapać bardziej jesienne widoki – puste pola, szarość skradająca się powoli opłotkami, chociaż ciągle jeszcze kolory wczesnej jesieni walczą i się nie poddają. I mimo obrzydzenia, jakie czuję do pająków, to ponownie stwierdziłam, że są dosyć twarzowymi modelami 😉

Jak widzicie – druga część mojego urlopu była dosyć monotematyczna: zachody słońca vs. jesień, okraszone książkami 😉 W pewne deszczowe popołudnie zaczęłam mą przygodę z „Głosami Pamano”, których ciągle nie zdążyłam opisać, muszę to niedługo nadrobić! A część urlopu spożytkowałam na dalsze porządki na półkach – półki z książkami przeczytanymi są na jakiś czas wyczyszczone z tych, których nie chciałam dłużej trzymać. A nawet pierwsze książki z tych kiedyś zdobytych, a ciągle czekających na swoją kolej znalazły nowych właścicieli. Na niektóre z tych czekających książek, po kilku latach od zdobycia, nie mam już ochoty.

Zanim wyjechałam do Warszawy, to sporo czasu upłynęło na pakowaniu książek i chodzeniu na pocztę. A i tak trochę dostało się lokalnej bibliotece. Na koniec urlopu kolejny zachód i „przystojniaczek” z ogródka, brrrr… Żebyście widzieli, ile wielgachnych (30-40 cm) sieci pajęczych znalazłam w jednym tylko kącie ogrodu po deszczu, gdy były łatwo zauważalne!

Dolny rząd otwiera foto, na którym prezentuję storczyka typowego i „miniaturkę” i nie mogę wyjść ze zdziwienia, co też z tą miniaturką się stało 😉 Na środku książka autorki, która zupełnie z tym gatunkiem mi się nie kojarzy, niedługo sięgnę i przekonam się, czy warto było! A obok prezent od Tesco i MTV, który do dzisiaj bardzo mnie cieszy – fajne słuchawki, które otrzymałam w najlepszym możliwym momencie. Akurat dojrzewałam do zakupu podobnych, jakby mi ktoś w myślach czytał!

Na pożegnaniu lata ja zajadałam się gofrem z kremem kasztanowym, powidłami śliwkowymi i rumem, a Maja ciastkiem z dziurką. Okazało się, że ta impreza ściągnęła różnych znajomych, których wieki nie widziałam, więc wychodziłam zadowolona. Obok symbol tego, że nawet droga do dentystki może być urocza 😉

Jak widać – jesień przynosi nie tylko masę premier książkowych, ale i imprez. Dwie z nich już za mną, trzecia odbędzie się jutro, a jeszcze tyle przede mną! Wyobraźcie sobie moje szczęście, gdy po powrocie z pracy zastałam taki widok! Regał, pierwsze miejsce na książki w mym mieszkaniu! Przez 3 lata upychałam je do szafek wnękowych, szaf, szuflad i na półkę pod ławą, a teraz chociaż część może egzystować w porządnych warunkach. A na koniec zdjęcie, które symbolizuje sobotę spędzoną w gronie blogerów książkowych i pisarzy – spotkanie w Agorze, nowy numer Magazynu Książki oraz bukiecik kwiatów, który dostałam od Eli Cherezińskiej ❤

Najpierw dwie urocze przesyłki – jedna książkowa, a druga to taka „zapowiedź” książki. Fajnie, że wydawnictwom coraz bardziej chcę się tworzyć coś bardziej kreatywnego, coś spoza schematu. A obok zaproszenie na „Klimakterium… i już” w Teatrze Capitol. Poszłyśmy z koleżanką, uśmiałyśmy się do łez! To nic, że d klimakterium mamy jeszcze trochę, to nic, że humor raczej prosty i rubaszny, ale i tak dobrze nam taki wieczór pełen śmiechu zrobił.

Dolny rząd pod wezwaniem Koozy i Cirque du Soleil. Ciągle jestem tak samo pełna zachwytu, jak zaraz po przedstawieniu, kompletnie mi to nie mija. Przecudowny spektakl, polecam z całego serca! A ostatnie foto prezentuje łóżko, które trafiło się mnie i Eli w trakcie Festiwalu Pióro i Pazur. Całkiem godnie przyjmują tam blogerów, nie ma to tamto 😉

Zdjęcie z gali wręczenia nagród festiwalowych. Na scenie bomba energii, pomysłów i pozytywnej energii, czyli przesympatyczna Mariola Zaczyńska. A obok pan aktor, o którym nie warto wspominać 😉 W końcu udało mi się przeczytać felieton uroczego Mariusza Szczygła, który to tekst wzbudził u niektórych osób wielkie oburzenie. Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego. A poniżej prezent, który wprawił mnie w osłupienie – bilet na listopadowy koncert Lisy Stansfield!

A dolny rząd to już tylko przygotowania do i sama premiera serialu „Zbrodnia”. Telewizja AXN zaadaptowała jedną z naszych październikowych książek i nakręciła na Helu polską wersję szwedzkiego serialu. Na ostatnim zdjęciu razem ze Zwierzem Popkulturalnym i Wiecznie Zaczytaną.

Tak wyglądał mój wrzesień. Październik zapowiada się na chyba najbardziej szalony miesiąc roku, ale zobaczymy, może się mylę. Na razie przynosi mi ogrom negatywnych emocji, które próbują zabić mój – bardzo ostatnio dobry – nastrój. Ale nie dam się!

PS. Jeżeli ktoś ma ochotę śledzić me zdjęcia na bieżąco, a może nawet rozmawiać ze mną o nich, tego zapraszam na Instagram, czekam tam pod nikiem @ksiazkowo.

Bloguję, więc jestem (Blog Forum Gdańsk 2013)

Najpierw wstęp formalny, bo pewnie w kąciku książkowym są ciągle jeszcze ludzie, którzy nie wiedzą, o co kaman. Blog Forum Gdańsk to od czterech lat największa i ciągle najciekawsza impreza „branżowa”. Każdego roku do Miasta Wolności zjeżdża się 200-300 zaproszonych blogerów, by przez dwie doby odkrywać różnorakie tematy związane z blogowaniem, wymieniać się doświadczeniami, wiedzą i nawiązywać kontakty. Kompletnie odjechany czas, ładujący energetyczne baterie na cały kolejny rok!

W tym roku całość skupiała się wokół trzech haseł: „Inspiracje. Pasja. Zmiany”. Dzięki temu dyskusje odbywały się na poziomach dotyczących człowieczeństwa, obywatelstwa, pasji i świadomego blogowania. Również dzięki temu mieliśmy wystąpienia tak porywających mówców, jak o. Leon Knabit, Jurek Owsiak, Agnieszka Kaluga czy Maria Rotkiel.

Nie zamierzam zdawać relacji „krok po kroku”, zapraszam tylko do oglądania nagrań wideo z przemówień i debat, bo tak bardzo warto obejrzeć większość z nich! Znajdziecie je TUTAJ. Natomiast TUTAJ znajdziecie wybrane hasła z wypowiedzi prelegentów, a TUTAJ i TUTAJ zdjęcia.

Przypinki BFG

To właśnie wybór tego właśnie kierunku jest największym plusem tegorocznej edycji. Rok 2013 robi na mnie wrażenie roku pełnego hejtu na blogosferę, blogerów, przegadania aż do wypęku tematów dotyczących zarabiania na blogach, celebrytyzmu, fochów i miałkości. Pewnie, trochę racji w tym jest, jednakże większość tych opinii „ekspertów” nijak się ma do rzeczywistości. Mam wrażenie, że tak w większości twierdzą ci, którzy:

a)      słabo znają zróżnicowanie blogosfery i, generalnie, ją samą.

b)      mają problem z tym, że im samym nie wychodzi (lub nie wyszło) w tym aspekcie nic ciekawego.

c)      uwielbiają hejtowanie i/lub przyjmują taki sposób na nakręcenie swojego „imidżu”.

Pierwszy blog założyłam w lutym 2005 roku, wcześniej przez jakiś czas bywałam na różnych blogach jako czytelniczka. Jednakże od tego czasu w miarę regularnie prowadziłam kilka blogów. Mój pierwszy, typowy „pamiętniczek”, prowadziłam 4 lata. I właściwie, kiedy poczułam, że jego formuła (a moja potrzeba takiego uzewnętrzniania się) kończy się powoli, wtedy pojawiło się „Książkowo”. W międzyczasie był inny blog książkowy, blog fotograficzny i inne, o których nawet nie pamiętam. W wtrakcie wielu lat pisania bloga, najpierw bywałam na wielu blogach, czytałam i komentowałam, a potem zaczęłam udzielać się również na inne sposoby – nagroda blogerów książkowych, różne akcje międzyblogowe, spotkania blogerów, dyskusje, panele.

Dzięki temu wszystkiemu natykam się na tyle ciekawych blogów, blogerów, inicjatyw, że w życiu nie odważyłabym się na słowa, że blogosfera nie ma sensu, czy że się skończyła. To tylko obnaża według mnie ignorancję danego „eksperta”, który całą swoją opinię uzasadnia tylko powierzchowną obserwacją czubka blogowej góry.

Oczywiście, że są zjawiska i typy blogerów, których nie lubię. Na BFG Jacek Gadzinowski powiedział, że i kasa może być pasją. Pewnie, z tym nie dyskutuję. Ale jakoś mimowolnie odrzuca mnie od blogerów, którzy bloga założyli tylko po to, by mieć maszynkę do zarabiania kasy (a adaptując do blogosfery książkowej: tylko po to, by zdobywać kolejne i kolejne egzemplarze recenzenckie od wydawnictw i portali). Możliwe, że to mi się zwyczajnie kłóci z moją duszą społecznika. W końcu 7 lat spędziłam jako wolontariusz i pracownik różnych organizacji pozarządowych, wsiąkłam w atmosferę realizowania pasji i marzeń, we wspólną pracę na rzecz innych (a przy okazji dla siebie samego), w to, że świat może zmieniać każdy z nas. I dlatego kasa nigdy nie będzie dla mnie pasją. Świetnie jest ją mieć, ale jeżeli jest ona głównym celem życia, to musi to być chyba jednak smutne życie.

Wszystko, o czym pisałam powyżej spowodowało, że gdy usłyszałam, w jakiej tematyce będziemy się poruszać na tegorocznym Blog Forum Gdańsk, to bardzo się ucieszyłam. Ale jednocześnie zastanawiałam się, jak to zostanie odebrane przez innych blogerów, szczególnie tych, którzy mniej śledzą to, co dzieje się w „bagienku” i mogą się zastanawiać, dlaczego akurat wyskoczono z taką tematyką. Z relacji jednak widzę, że było to generalnie bardzo dobrze postrzegane. Ludzie z chęcią słuchali (i dyskutowali, szczególnie w kuluarach) na temat pasji, realizacji marzeń, odpowiedzialności, tego, co można zrobić dzięki blogowaniu, jak można zmieniać swoją i czyjąś rzeczywistość. Bo – jak powiedziała Draginja Nadazdin – „Słowa mogą uratować człowieka”. Oczywiście, nie zawsze chodzi o dosłowne ratowanie (jak np. robi Amnesty), ale też o różne większe i mniejsze akcje. O to, że pisząc o czymś na blogu, możemy na to zjawisko lub osobę zwrócić uwagę innych, co może przekuć się na różnorakie skutki. Ale także o odpowiedzialność za to, co piszemy, bo równie łatwo, jak możemy pomóc, tak samo możemy zaszkodzić.

Dużo było o czynieniu dobra, o pomocy, o działaniach charytatywnych. Ale oczywiście nic na siłę, to trzeba czuć w sercu, inaczej nie ma sensu „lansowanie się przez czynienie dobra”, bo nie będzie to autentyczne, a to idzie łatwo wyczuć. Szczególnie, że nasi stali czytelnicy jednak nas dobrze znają. Jeżeli jednak czujemy, że chcemy coś zrobić, to dlaczego nie robimy? Jeżeli potrzebujemy pomocy, to wystarczy o tym napisać, a jest duża szansa, że się znajdzie. W końcu słowa mają moc!

Kończę ten mój okrutnie długi i chaotyczny wpis. Minęły już trzy dni od powrotu, a ja nadal nie potrafię ułożyć jasnej, przejrzystej wypowiedzi, więc to się już chyba nie zmieni. Wyrzuciłam jednak z serca to, że blogosfera jest super, ale jest jednocześnie grupą jakich wiele, a w każdej z grup znajdą się dranie, oszuści i ci, którzy w różny sposób „kalają gniazdo”. Jednakże my możemy dalej blogować z pasją i robić fajne rzeczy, więc to czyńmy! Cytując Jurka Owsiaka – „Blogerzy całego świata łączcie się! Jesteście siłą i przyszłością!”.

PS. Jeszcze raz zachęcam do oglądania wystąpień, np. Zorki (koniecznie!) czy też Marii Rotkiel.

PS2. Bardzo mocno zaskoczył mnie wczoraj Kominek TYM wpisem. Warto przeczytać!

Nie tylko miejsce na mapie… Warmia wita!

To historia jak z książki! Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pewna przemiła osoba, która zapytała, czy nie chciałabym uczestniczyć w wydarzeniu Warmia: Rebelia Kultury, a szczególnie w pierwszym Festiwalu do Czytania. Festiwal do Czytania brzmiał na tyle intrygująco, że zastanawiałam sie bardzo krótko. A na dodatek okazało się, że ekipa blogerów będzie czaderska, więc szykowałam sie na świetny weekend. Bo przecież nie można się nudzić z Krzyśkiem Gonciarzem, Segrittą, Andrzejem Tucholskim i Zuchem!*

Przybyliśmy, zobaczyliśmy, opisujemy! Jak ja widzę teraz ten region?

Moja Warmia jest piękna.

Już jakiś czas przed Olsztynem przyroda zaczęła uwodzić nas widokami, dodatkowo aktualnie w złotej jesiennej szacie. Najpierw mieliśmy okazję pobyć chwilę w urokliwym Gietrzwałdzie, który sprawił na mnie wrażenie wsi przeuroczej, o ładnej architekturze i ślicznym położeniu. A góruje nad nim sanktuarium maryjne, którego wnętrze jest prześlicznie ozdobione, a które to na dodatek jest jedynym oficjalnie uznanym (w Polsce) miejscem objawienia maryjnego! Wiedzieliście? Ja też nie 😉

Po krótkim pobycie na wsi, resztę pobytu mieliśmy okazję spędzić w Olsztynie. Miasto, którego starówka podbija serce. Mała, ale bardzo nastrojowa! Jako rasowy mol najszybciej zauważyłam bibliotekę, która na dodatek mieści się w centralnie położonym, ładnym budynku. Robi wrażenie!

Obydwie miejscowości bardzo mi się podobały, a to, co dodatkowo widziałam z okien autobusów sprawiło, że chciałabym wrócić i poznać ten region lepiej. Było zdecydowanie zbyt mało czasu!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moja Warmia jest pełna smakowitości.

O jeżu, jak nas tam karmiono! Do domu wróciłam jak pączek! Poczynając od pierwszego i kończąc na ostatnim posiłku – za każdym razem było pysznie i do wypęku. Jednak dwie restauracje najbardziej zapadły mi w pamięć. „Karczma Warmińska” w Gietrzwałdzie, gdzie obżarliśmy się (inaczej nie da się tego nazwać!) różnymi rybami, sosami borowikowymi i kurkowymi, tradycyjnie przyrządzonymi zupami i kapustami z dodatkami. A później jeszcze boska szarlotka i sernik. Niebo w gębie to zbyt słabe określenie! Drugi medal powinien pójść do „Karczmy Jana” w Olsztynie, gdzie jedliśmy już potrawy bardziej zróżnicowane, ale wszystkie były przepyszne.

Fajnym miejscem jest też „Browarnia Stara Warszawska”, gdzie serwowanych jest mnóstwo lokalnych piw, a do tego można zamówić ogromną michę bardzo smacznych frytek. My się opijaliśmy i objadaliśmy, a Krzysiek Gonciarz przeżywał najazd fanów. Magia YouTube’a 😉

Na koniec chciałam tylko polecić niezmiernie smaczne „Piwo Warnijskie”. Delikatne, pyszne, o pięknym kolorze. Teraz będę miała problem, bo gdzie je w okolicy kupić, uch….

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moja Warmia to słowa i dźwięki.

Bass Days urzekły mnie tym, że do tej małej auli w niewielkim mieście organizatorzy są w stanie ściągnąć naprawdę dobrych, znanych basistów. A ci przyjeżdżają, występują i zdają się mieć z tego niezłą frajdę! Wysłuchaliśmy w piątek dwóch koncertów, obydwa były świetne. Krzysztof Ścierański Quartet dali bardzo energetyczny, pozytywny popis, a Wojtek Pilichowski z ekipą dali czadu! Szczególnie udała im się przeróbka „Galvanize”, aż żałuję, że nie mogę poszukać w necie ich wersji, by tu umieścić. Andrzej umieścił uryweczek na Instagramie.

A Festiwal do Czytania oferował mnóstwo możliwości wszystkim molom książkowym – spotkania z autorami, głośne czytanie książek, wymienialnia książek, tworzenie festiwalowej książki etc. Była również oferta dla najmłodszych czytelników, co bardzo mi się podobało, bo dzięki temu uczestniczyć mogły całe rodziny.

A na dodatek część działań zorganizowana była przez Planetę 11, cudną bibliotekę! Świetny wystrój, książki, gry planszowe, gry na konsolę, stanowiska komputerowę, konsola do pogrania, maskotki, wygodne kanapy, a do tego przemili pracownicy. Ja tam się w tym miejscu zakochałam, fajnie byłoby widzieć takie biblioteki w każdej dzielnicy każego miasta! I w każdej wsi 🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moja Warmia blogerami stoi.

W ciągu tego weekendu odbyły się aż 3 spotkania dla blogerów! Pierwsze, dla blogujących z regionu, miało na celu przedyskutowanie idei stworzenia blogerskiego wydarzenia, które miało by być i merytoryczne, i inspiracyjne, i integracyjne. Coś, co rozkręciłoby działanie braci blogerskiej z Warmii. Wiem, że grupa jest do tego pomysłu bardzo zmotywowana, więc trzymam kciuki i wyglądam efektów ich współpracy!

W sobotę odbyło się spotkanie „Blog to stan umysłu”, na którym stawiło się sporo osób, więcej niż ja – prywatnie, po cichutku – obstawiałam 😀 W niedzielę za to zorganizowano spotkanie dla początkujących blogerów i osób zainteresowanych założeniem bloga – „Blog – a z czym to się je?”. Głównym gościem obydwu spotkań był Andrzej Tucholski, reszta ekipy wspierała go, jak tylko mogła.

Fajne było to, że ludziom się chciało! Byli zainteresowani spotkaniem, rozmowami z nami. To stworzyło bardzo ciepłą atmosferę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moja Warmia to ludzie z pasją i wielkim sercem.

To jest dla mnie ważny punkt. I organizatorzy festiwalu, i ekipa biblioteki, i blogerzy – wszyscy zrobili na mnie takie wrażenie. A jak o nas dbali! Włóczyli się z nami po mieście, prowadzili do wskazanych miejsc, towarzyszyli przy rozmowach, kibicowali przy wystąpieniach, informowali, co i gdzie można znaleźć lub zobaczyć. A nade wszystko – rozmawiali, rozmawiali, rozmawiali. Wiele przegadanych godzin, z uśmiechem na ustach. I pozostawione w sercu wrażenie, że gdybym zachciała w piątek pojechać do Olsztyna, to nie daliby mi zginąć 🙂

A druga sprawa – wrażenie, że lubią to, co robią. Czy to praca w bibliotece, czy organizowanie spotkania blogerów, czy też samo blogowanie – czuć było, że sprawia im to frajdę. I to jest megafajne! Niech tak będzie dalej!

Moja Warmia to już nie tylko miejsce na mapie, ale ludzkie twarze i pasja. 

Do mojej Warmi chcę wracać. Tym bardziej, że czeka tam na nas rajsko położony domek z zielonymi okiennicami z wyciętymi serduszkami. I owce. Piękne okolice. I ludzie nadający na podobnych falach.

* Dla niewtajemniczonych – nie można! 😛 Jeszcze w poniedziałek bolały mnie mięśnie brzucha od śmiechu!

PS. Jeżeli ktoś z „lokalsów” ma jakieś foty, których tu nie ma, to poproszę o przysłanie 🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jestem dumna

Przeżyłam ten epicki wyjazd, Koloniami Blogerów (vel „Morska Ferajna”) zwany. Przygotowałam dla Was notkę na czwartek, ale z wrażenia zapomniałam ją opublikować. I zrobiła się nieaktualna 😉

Melduję, że ciało żyje, ale umysł ciągle jest z bandą 45 blogerów nad pięknym morzem. Było przecudownie!

Obiecuję jak najszybciej wrócić do normalnego funkcjonowania i wrzucić tu recenzję. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście do końca!

A w ramach rekompensaty pojawi się niedługo konkurs, w ramach którego wygrać będzie można świetną nagrodę zafundowaną przez Miasto Gdańsk. Więc zaglądajcie!

Wyspa Sobieszewska morze

Spotkajmy się!

Targi Książki w Warszawie odbędą się już za kilka dni! Z tej okazji razem z Izą z Czytadełka postanowiłyśmy zorganizować miejsce na spotkanie, żal byłoby przepuścić taką okazję! Najpierw pomysł dotyczył spotkania blogerów książkowych, jednakże w międzyczasie lekko się zmodyfikował i właściwie teraz dołączają do nas miłośnicy czytania, autorzy i blogerzy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie! Zadeklarować swą obecność można na stronie wydarzenia na Facebooku. Chyba, że nie macie tam konta, to możecie i tutaj 🙂 Zapraszamy serdecznie! Moim zdaniem to fajna okazja do spotkania czytelniczo-pozytywnie-zakręconych osób, spędzenia mile czasu na rozmowach.

targi

A jak Wam upłynął weekend? Co przeczytaliście ciekawego? A może robiliście jeszcze jakieś inne fajne rzeczy poza czytaniem? U mnie czytania nie było zbyt wiele, tyle, co w drodze na/ze zlotu rodzinnego. Wczoraj celebrowaliśmy poczwórną okazję, spotkało się kilka pokoleń przy jednym stole. Ale za to dzisiaj jestem taaaaaka zmęczona, nawet siły na recenzję nie miałam 😉

Blogerski WrocLOVE

Blogerzy

Za oknem hula wiosenny wiatr, przegania po niebie chmury. Trochę to wszystko melancholijne, więc postanowiłam bronić się przed takim nastrojem wspominkami ze zwariowanego wyjazdu sprzed tygodnia. A działo się…

Jakiś czas temu Ilona z BlogoStrefy wyznała, że marzy o zrobieniu wyjazdowego spotkania blogerów warszawskich z…, no właśnie z blogerami skąd? Niedługo później okazało się, że tym razem będzie to Wrocław, że pojedziemy do tego uroczego miasta, by uczestniczyć w imprezie pod hasłem „Reklamowe Pogaduchy Blogerów #4”, organizowanej przez chłopaków ze Studium Przypadku. Pozostawało ogarnąć, jak tam pojedziemy i co z noclegiem, ale z tym radziła sobie dzielnie Ilona razem z wrocławską drużyną organizatorów. I wielkie Wam za to „danke” z mej strony!

Ilona znalazła przewoźnika bardzo przyjaznego blogerom. PKS Polonus (zobaczcie, co też kryje się pod linkiem!) nie dość, że okazał się elastyczny cenowo i zaoferował nam preferencyjne warunki, to jeszcze przywitał nas na Placu Defilad w sposób, który widzicie u góry. A na dodatek zaopatrzył w notatniki do zapisywania złotych myśli oraz solidny zapas wody, żebyśmy przypadkiem z pragnienia nie umarli. Bardzo udany wstęp do dłuższej współpracy?

W każdym razie w sobotę wcześnie rano na parkingu zjawiła się grupa blogerów, którzy po zrobieniu miliarda fotek wsiedli wreszcie do autobusu i ruszyli w drogę. Na początku padały żarty na temat „blogowego Smoleńska”, czyli jak to tak można tylu blogerów w jednym autobusie przewozić. Ale szybko zaczęliśmy się integrować, śpiewać piosenki (Ogórek, Dumka na dwa serca, czy też Mydełko Fa to tylko nieliczne z hitów, które odśpiewaliśmy), opowiadać kawały. Niektórzy wytrwali próbowali czytać, pisać czy pracować. Działania raczej skazane na niepowodzenie 😉 Po drodze zaplątaliśmy się w jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni i zamiast odebrać szybko i sprawnie Radomską z ekipą z Łodzi, to jakimś cudem na dłuższy czas utknęliśmy w Zgierzu. Ale nie ma tego złego… Teraz znamy już Zgierz i rozważamy na zmianę stworzenie tam Blogomiasta oraz Blogowej Strefy Ekonomicznej. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Przez Zgierski Trójkąt Bermudzki dojechaliśmy do Wrocławia właściwie na styk. Zdążyliśmy odebrać wejściówki, zostawić bagaże w szatni, przenieść z autobusu na teren Kina Nowe Horyzonty podarowane nam przez Wyborową zapasy i już zaczynaliśmy imprezę. A nie, wróć! Jeszcze zdążyłam spotkać Izusr, z którą przekazałyśmy sobie książki, jak na blogerki książkowe przystało.

Impreza składała się z trzech prezentacji, debaty oraz pokazu filmy „Sztuka reklamy”. Pierwsze dwie prezentacje były całkiem interesujące, trzecia też, ale była zdecydowanie za długa. Generalnie całość była dla mnie ok, wolałabym być tylko mniej zmęczona, więc następnym razem przyjadę do Wrocławia w piątek 😉 Zabrakło mi czasu na integrację z wrocławskimi blogerami. Czas niby był na imprezie, ale wiadomo, jak to jest w zatłoczonych klubach pełnych muzyki. Wolałabym jakiś element integracyjny w kinie, chociaż jednocześnie wiem, że ekstremalnie trudno jest to zrobić dla tak dużej grupy osób przy tak krótkim czasie. No ale nic na to nie poradzę, mam element niedosytu w tej kwestii.

Rozochoceni prezentami od Wyborowej (która została przechrzczona na Blogową) udaliśmy się najpierw na burgerową kolację, a potem do klubu „El Barrio”, gdzie niektórzy tancowali do białego rana. Taniec nie należy do moich ulubionych czynności, więc ja głównie rozmawiałam, dzięki czemu miałam okazję poznać kilka ciekawych osób (no i nagadać się z tymi już znanymi). Był i śmiech, i rozmowy o życiu, przytulanie (bo blogerzy w większości to przytulasy! 😉 ), ale też poważne dyskusje. Ciekawy wieczór, w trakcie którego dałyśmy się razem z Mają porwać tajemniczej parze i wywieźć gdzieś za Wrocław! Tam udostępniono nam kanapę, zapoznano z kotami i przeuroczym szczeniakiem, rano poczęstowano jajecznicą z „jajek od własnych kur” i odwieziono na autobus do Wrocławia. Gościna jak się patrzy, dziękuję!

Zakładałam, że powrót będzie znacznie spokojniejszy, jednakże me oczekiwania spełniły się tylko po części. Faktycznie, niektórzy starali się spać, odpoczywać w ten czy inny sposób, ale i tak u reszty sporo się działo. W pewnym momencie z tyłu autobusu zaczęto analizować cóż oznacza „element status” i jaka to pozycja w „Blogosutrze” 😉 A znowu z przodu rozmawiano o poważnych biznesach związanych z nieruchomościami, delfinami i statkami 😉 Tym razem ominęliśmy Zgierz, więc w Warszawie zjawiliśmy się chyba wcześniej, niż większość z nas zakładała. Cmok, cmok, cmok, przytulas i już koniec.

A w poniedziałek? W poniedziałek wielu z nas cierpiało na nową jednostkę chorobową. Zwie się ona delirium blogens.

PS. Wszystkie zdjęcia są autorstwa Kobiecego Punktu.