Część druga, czyli podsumowanie czytelnicze (2012)

Zacznę tak samo, jak w poprzednich latach…

Ostrzegam – będą statystyki, więc ci, którzy ich nie lubią, niech się poczują zwolnieni z przeczytania tego tekstu. Ja statystyki lubię robić, uważam je za fajny aspekt dodatkowy związany z przeczytanymi książkami, widzę w nich sens i nie żal mi na nie czasu (to tak a propos ewentualnych komentarzy o bezsensie ich robienia ;) ). Niczego mi nie zabierają, wręcz odwrotnie. I to mówi osoba, która wszelakich przedmiotów matematyczno-statystyczno-fizyczno-chemicznych w szkole bardzo nie lubiła.

W roku 2012 przeczytałam 122 książki. W roku 2011 było to 201 książek, więc spadek jest spory (79 książek), jednakże zupełnie zrozumiały patrząć na to, jak bardzo zmienił się mój styl życia. Z bycia wolnym duchem przeniosłam się na pełen etat, zmieniłam miejsce zamieszkania, poznałam nowych ludzi, poszerzyłam zainteresowania, w domu siedziałam duuuużo mniej niż w poprzednich latach. Biorąc to wszystko pod uwagę jestem wręcz zaskoczona tak wysokim wynikiem. Najlepszymi miesiącami pod względem liczby przeczytanych książek były styczeń i wrzesień (po 15 książek), a najgorszym maj (6 książek). Liczbowo patrząc jestem więc bardzo zadowolona.

Przeczytałam 92 książki do własne, z czego 63 książki to były książki do recenzji, a 29 pochodziło z różnorakich zapasów upchanych po półkach. Pod tym względem ten rok był sporo lepszy od poprzedniego – w tamtym przeczytałam tylko 18 „zakurzątek” (na 201 książek!), jestem więc i z tego bardzo zadowolona. Przeczytałam 13 ksiażek pożyczonych (tutaj mogłoby być lepiej, sporo ich jeszcze mam na półkach!), aż 12 książek z biblioteki (nie zdawałam sobie sprawy, że było ich aż tyle!) oraz 5 tekstów do recenzji wewnętrznej. Niestety, nie zapisywałam sobie jak czytałam książki – „w papierku”, e-booki czy audiobooki, więc Wam podziału nie przekażę. Ale to tylko dobrze obrazuje, jak nieważna jest dla mnie forma 😉

Wśród książek przeczytanych w ubiegłym roku królują ciągle autorzy zagraniczni82 książki napisali właśnie oni. Przeczytałam 40 książek polskich autorów, daje to więc ciut lepszą średnią, niż w ubiegłym roku 32% do 29%. Ciągle jest pole do poprawy, jednak nie czuję parcia na to, by szucznie dłubać w proporcjach, w końcu czytam to, co mnie interesuje. Wśród przeczytanych książek tylko 3 były mieszanymi antologiami, 68 z nich napisały panie, a 51 książek panowie. Ciągle więc ten bilans wychodzi nieźle.

Pokusiłam się też o zrobienie rocznych statystyk podobnych do tych, które robiłam co miesiąc. Wyszło mi na to, że średnia ocena przeczytanych  w tym roku książek to 4,4, czyli bardzo przyzwoita. Łącznie przeczytałam 40 744 strony. Przeciętna książka przeze mnie czytana miała 344 strony. Średnio czytałam ciut ponad 10 książek miesięcznie, co raczej nie pozostanie normą, szczególnie, że znowu zapowiadają mi się zmiany życiowe, a że wygląda na to, że będę dzielić mieszkanie z jeszcze jedną osobą, więc czasu na czytanie będzie jeszcze ciut mniej.

W roku 2011 dałam 9 szóstek! W ubiegłym roku był0 ich o 9 więcej, przeczytanych książek było kilkadziesiąt więcej, jednak po szybkich obliżeczniach i tak wychodzi na to, że w roku 2012 wystawiałam je jednak rzadziej. I taka tendencja utrzymuje się już od 2 lat, czyli co?  Jestem dla książek coraz bardziej surowa? Do tego dochodzi jeszcze 14 ocen 5,5, czyli znowu delikatny spadek tych wysokich ocen. W ubiegłym roku dałam w końcu jedną ocenę 1 😉 Ale żadnej oceny 1,5, jeden raz oceniłam książke na 2 i dwa razy na 2,5. Kolejne oznaki surowszego oceniania? Najwięcej dawałam oczywiście ocen od 4 do 5. Przerwałam czytanie tylko 2 książek, niesamowite!

Gnioty roku? 

Przerwałam czytanie „Matek” Dimowej (zupełnie nie mój styl!) oraz „Ballady o kapciach” Kaczorowskiego (mimo powszechnego wychwalania nie było niestety między nami tego „czegoś” 😉 ). Z doczytanych do końca  najgorzej oceniłam: „Meksykański romans” Kochańskiej. Niedużo lepiej wypadły: „Miłość na gruzach Kosowa” Chojnackiej (jedna z najczęściej czytanych recenzji!), „Pierwiastek zero” Barańskiej oraz „The White Pearl” Furnivall.

Hity roku?

Najwyżej w 2012 roku oceniłam:

1. „Przełamać noc” Murray,

2. „Dziewczynka w zielonym sweterku” Chiger, Paisner,

3. „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” Magary,

4. „W twoich rękach. Dziennik matki” Carl,

5. „Brylantowy miecz, drewniany miecz” Pierumow,

6. „Służące” Stockett – nieopisana do dzisiaj, ale jest to książka wyśmienita – świetnie napisana, pełnokrwiści bohaterowie, te ich slangi, sposoby mówienia (słuchałam audiobooka), a do tego bardzo ważna tematyka. Suma sumarum – jedna z najważniejszych książek 2012!

7. „Pieśń czasu. Podróże” MacLeod,

8. „Rącze konie” McCarthy,

9. „Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” Swanwick.

Wyróżnienia pójdą do:

„Tam gdzie ty” Picoult – za tematykę.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” Jonasson – za humor.

„Cyrk nocy” Morgenstern – za magię i przecudowny cyrk.

„Siostrzyca” Harding – za słowotwórstwo.

„Osobliwy dom pani Peregrine” Riggs – za klimat i pomysł.

Chciałabym podkreślić majstersztyk jednego cyklu i jednej serii. Wyśmienity cykl „Północna droga” Cherezińskiej, cóż to za przecudowna saga! Recenzja ostatniej części z odesłaniem do poprzednich znajduje się TUTAJ. Seria „Uczta Wyobraźni” na razie (przeczytałam do tej pory tylko 3 czy 4 książki z tej serii) wysunęła się na czoło pod względem jakości serii fantastycznych. Każda przeczytana książka to klasa sama w sobie!

Krótko mówiąc: to był bardzo dobry rok pod względem przeczytanych książek! I niechże rok aktualny będzie taki sam!

Uffff… Strasznie to wszystko wyszło długie! Jeżeli ktoś doczytał do końca, to gratuluję i dziękuję!

Podsumowanie działalności bloga (2012)

Czas na pierwszą część podsumowania, rok 2012 w książkach ujrzycie na blogu za jakiś czas. Najpierw podsumowanie ogólne. Tym łatwiejsze, że WordPress robi sam cudne podsumowania roczne 😉 Będzie mi tego brakowało na nowej domenie.

Obawiałam się roku 2012. Z prostego powodu – przeprowadzka, nowa praca na pełen etat, nowe życie. Faktycznie, jak kto gdzies wczoraj przeczytałam (dzięki Bibliomiśkowi już wiem, że twórcą tych słów jest naia) w tym roku „mało czytałam, dużo żyłam”. Ok, może nie do końca tak mało czytałam, ale zdecydowanie żyłam o wiele „bardziej”. Teatry, kina, różnorakie wydarzenia społeczne czy kulturalne, szkolenia, spotkania ze znajomymi, TweetUpy, imprezy blogerów, spotkania autorskie, targi, wyjazdy tu i ówdzie etc. Działo się tyle, że często w całym tygodniu miałam jeden wolny wieczór.

Ilość pojawiających się recenzji przez to spadła, było zapewne więcej notek-zapchajdziur. Ale sumując cały rok, to statystyki pozostały właściwie takie same, jak w ubiegłym roku, co przy tak drastycznej zmianie stylu życia oznacza właściwie wzrost. Bo jakby nie było napisałam w 2012 roku 180 notek, czyli o 90 notek mniej, niż w roku 2011. Notek o 1/3 mniej, a statystyki bez większych zmian = sukces 🙂

Wrzuciłam tutaj 258 zdjęć, potężną większość stanowią okładki książek. Nowy rekord odwiedzin padł 11 lutego 2012 roku. Była to notka Współpraca z wydawnictwami – część II: wydawnictwa, która zanotowała w jeden dzień 1189 odwiedzin. Zresztą cały czas jest często odwiedzana, tak samo zresztą jak podsumowanie tej dyskusji. Pozostałe trzy najczęściej odwiedzane notki to recenzje książek (i wcale bym tych tytułów w typowaniu nie obstawiała): „Porzuceni”, „Mistrz” oraz „Zapomniałam, że Cię kocham”.

Piątka najczęściej odsyłających na mój blog stron pozostała bez zmian, są to:

  1. facebook.com
  2. prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com
  3. lubimyczytac.pl
  4. nasze-czytanie.blogspot.com
  5. blogger.com

Co ciekawe, zaraz po odwiedzinach z Polski na drugim miejscu są Niemcy, a na trzecim Wielka Brytania. Piątka „mistrzów komentowania” u mnie to: Zacofany w lekturze, Isadora, Kalio, Viv87 i Agnes. Jak macie ochotę, to napiszę Wam, ile razy w ubiegłym roku komentowaliście moje notki 🙂

Tyle WordPress. Teraz trochę od serca. Rok 2012 był dla mnie rokiem swego rodzaju przełomu. Totalna zmiana zarówno branży, jak i stylu pracy (przedtem prowadziłam szkolenia, jako wolny strzelec), odkrycie tego, jak się pracuje w dziale promocji wydawnictwa, zakochanie się w mojej pracy i ludziach z którymi pracowałam. To właściwie była idealna praca dla mnie w idealnym zespole, w którym czułam się świetnie. Jednakże widocznie było zbyt idealnie, bo jak wiecie – przed Świętami ogłoszono wycofanie się właściciela naszego Wydawnictwa z polskiego rynku. Tym samym rok 2013 będzie kolejnym rokiem, w którym czeka mnie sporo zmian. Ja ciągle jednak dobrze pamiętam, jak mocno kibicowaliście mi przy rozmowie kwalifikacyjnej, przeprowadzce i początkach mej pracy. Jak dobrze większość z Was przyjęła to, że oprócz blogowania pracuję też po „ciemnej stronie nocy”. To było naprawdę świetne i cenne dla mnie przeżycie! Te wszystkie ciepłe maile, które otrzymywałam, dziękuję Wam bardzo!

Był to pierwszy rok, w którym miałam okazję uczestniczyć trzykrotnie w Targach Książki – w Warszawie, w Krakowie i w Katowicach. Każde inne, każde niezapomniane. Spotkałam naprawdę wielu blogerów książkowych, przeżyłam urocze chwile w trakcie mniejszych i większych spotkań z Wami, a każde z nich było czaderskie! 🙂 Naprawdę wierzę w to, że większość blogerów, to są bardzo pozytywni, kreatywni i interesujący ludzie, nie sposób się nudzić w ich towarzystwie! Było mi dane także koordynować lub pomagać w organizowaniu różnych spotkań autorskich. Po raz trzeci byłam także zaproszona (a drugi raz obecna) na Blog Forum Gdańsk. Było wyśmienicie, a znajomości tam zawarte utrzymują do dzisiaj z wielką przyjemnością. Realizuję także krok po kroku to, co sobie w trakcie forum wymyśliłam. Uczestniczyłam także w dwóch przecudnych warszawskich spotkaniach blogerów, o których pisałam tutaj i tutaj.

Odbyła się także druga edycja Złotej Zakładki, naszej wspólnej nagrody książkowej. Przyznam, że tym razem pracowało mi się nad nią gorzej, miałam wrażenie wypalenia zarówno ze strony ekipy, jak i ze strony osób biorących udział. Momentami czułam wręcz, że wyciągam ludziom z gardeł te nominacje, głosy i maile 😉 Mam nadzieję, że to tylko kryzys numeru drugiego – tak, jak często tom drugi trylogii jest najgorszy, tak samo mam nadzieję, że następne edycje będą pod różnymi względami lepsze.

W sierpniu 2012 roku blog skończył trzy lata, czyli osiągnął wiek całkiem rasowego przedszkolaka 😉 Ten rok był także przełomowy dla mnie jako blogerki. Nie dość, że zdobycie pracy, którą właściwie zawdzięczam blogowaniu, to jeszcze dwukrotne udzielenie wywiadu – pierwszy – w sierpniu – dla Literadaru, a drugi – w grudniu – dla portalu Book z nami. Bardzo mi się to podoba, nie ukrywam 😉 Urywek recenzji pojawił się też w ramach rekomendacji w nowym wydaniu książki „Wyrok”, przynajmniej o tym jednym wiem.

Ciągle mnóstwo wędruję po blogach, bo interesuje mnie to zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Myślę, że tygodniowo odwiedzam sporą część spośród istniejących blogów. Nie czytam oczywiście wszystkich notek, ale jestem w miarę na bieżąco z tym, co się u większości z Was pojawia. Komentuję baaardzo rzadko, po pierwsze dlatego, że jak mam napisać głupkowaty komentarz typu „nie dla mnie”, to wolę zastosować zasadę, że milczenie jest złotem, a po drugie – zwyczajnie często czasu starcza mi tylko na zapoznanie się z notką, na pisanie komentarza i logowanie się, by go dodać – już nie. Brutalna rzeczywistość. Zapewne i dlatego u mnie pojawia się tak niewiele – w porównaniu z poprzednimi latami – komentarzy. Ludzie jednak lubią wzajemność 😉 Tutaj wypowiadają się najczęściej tylko stali bywalcy.

Uważnie też obserwuję wszelkie okołoblogowe i okołoksiążkowe dyskusje, chociaż staram się już praktycznie nie brać w nich udziału, z różnych przyczyn. Jednak wiem, co się dzieje dookoła mnie 😉 U mnie z kolei zachodzą zmiany. Pojawia się coraz więcej notek nieksiążkowych, związanych z blogosferą, różnymi działaniami społecznymi, troszkę notek o kulturze. I ta tendencja raczej się utrzyma, nie chcę się ograniczać. A przecież nie ma obowiązku czytania każdej notki, więc jak kogoś dana nie zainteresuje, to zawsze może wrócić, jak pojawi się recenzja książki.

Rozpisałam się przerażająco, ja się chyba jednak nie nadaję na te dzisiejsze czasy „szybko-krótko-łatwo”. Na koniec chcę podziękować wszystkim, którzy tu bywają, bo przecież piszę dla czytelników. Dla siebie i swej pamięci też, ale jakbym nie chciała, by to ludzie czytali, to bym prowadziła blog zamknięty 😉 Dzięki!