Walka o Polskę ("Płomienna korona" – Elżbieta Cherezińska)

szczerbiec.jpg

Elżbieta Cherezińska to autorka,która jest modelowym przykładem na to, że do pisania książek warto się przyłożyć, warto szlifować tworzone opowieści, pisać rzadziej, ale świetnie jakościowo. Szkoda że wielu autorów woli robić inaczej, ale to już nie ma nic wspólnego z tym tekstem. Do rzeczy jednak!

Wyczekiwana „Płomienna korona” to świetne zakończenie trylogii o początkach naszego państwa! Władysław Łokietek powrócił z banicji, objął we władanie Kraków, jednak jego celem ciągle jest zjednoczenie polskich ziem i stworzenie królestwa. Ale nie jest to prosty cel! Starsza Polska jest pod władaniem książąt głogowskich, w Czechach co chwilę pojawia się i znika nowy król, od północy coraz mocniej szarogęszą się Krzyżacy, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze rozgrywki o koronę niemiecką (cesarską!), intryganci władający Brandenburgią i liczni dający sobą manipulować pomniejsi książęta. Jest co robić! Nic dziwnego, że Władysław potrzebuje tylu lat na to, by osiągnąć swój cel. I wiele szczęścia, i wsparcia… A przyjaciół ma chyba tyle samo, co wrogów! Chociaż często można wręcz pomyśleć, że wrogów ma zdecydowanie więcej.

Ta książka to opowieść głównie o Łokietku – jego determinacji, sile, ciągłym rozwoju, wytrwałości, dostrzeganiu szans tam, gdzie nikt ich nie widzi, ale także w umiejętności uczenia się na własnych (i cudzych błędach). Ten mały wzrostem książę, to człowiek wielki duchem i rozumem. A i towarzyszkę życia ma godną swej osoby – Jadwiga to mądra kobieta, wspaniale dopełniająca się ze swym małżonkiem. Nic dziwnego, że stworzyli tak unikatową parę, o której kilkaset lat później czytamy z zapartym tchem!

To, co kocham w powieściach Elżbiety Cherezińskiej to pełnokrwistość jej bohaterów. Obojętne, czy pisze o tych znanych nam z historii, czy o tych zupełnie fikcyjnych, wszyscy są tacy barwni, wiarygodni, przekonujący, czasami przerażający, czasami wkurzający, a czasami urzekający. Każdy z nich jest jakiś, nie są płascy, papierowi, są obok czytelnika w trakcie lektury. Czy też może czytelnik jest między bohaterami czytanej książki… Generalnie autorka pisze tak, że ma się takie poczucie, jakby galopowało się razem z Łokietkiem z Krakowa do Gdańska czy do Poznania, obserwowało się intrygi Krzyżaków zza rogu muru na zamku w Malborku, czy też towarzyszyło Rikissie w jej czeskich „wdowich miastach”. To wspaniałe poczucie!

Inna rzecz, którą lubię w książkach tej autorki, to jej umiejętność ukazywania szerszej perspektywy i współzależności historyczno-politycznych. Robi to, co mało osób potrafi robić (i pewnie chce) nawet w teraźniejszości – pokazuje, jak losy Polski były (i są) powiązane i współzależne od losów wielu sąsiednich (i nie tylko krajów), jak przeróżne interesy i zamierzenia się przenikają, jak tworzy się rzeczywistość, jak długofalowo i jak szeroko należy patrzeć, gdy jest się rządzącym. A tak niewielu widzi dalej niż koniec własnego nosa i zawartość własnej sakiewki…

Podsumowując – „Płomienna korona” to kolejna wyśmienita, diabelnie wciągająca (bo jakże inaczej określić uczucie, gdy kończąc lekturę prawie 1100-stronicowej książki myśli się „O rety, to już??”), barwna i bardzo fajnie napisana książka tej autorki. Nie da się nie pokochać historii opisywanej przez Elżbietę Cherezińską. Polecam całym sercem tę trylogię!

 

 

 

Ocalona od zapomnienia ("Królowa" – Elżbieta Cherezińska)

koronaPo miesiącach oczekiwania wracamy do świata Hardej, poznajemy dalsze jej losy… Tylko jak pisać o bezpośredniej kontynuacji nie zdradzając za dużo i nie robiąc tekstu bezsensownym?

„Królowa” to fascynująca opowieść o miłości, zemście, intrygach, dynastycznych rozgrywkach, strategiach, w których ludzie są pionkami, a miasta tylko tylko kolejne nazwy do odznaczenia na liście poszerzającego się terytorium. Śmierć, wygnanie, walka o władzę w kraju i na arenie międzynarodowej. Nowe królestwa do zdobycia, korony do założenia. I w tym wszystkim Bolesław i Świętosława jako rozgrywający. Czasami przegrywający, czasami wygrywający, zawsze starający się patrzeć długofalowo, budować plany na przyszłość swoją i swojej dynastii. Chcący znaczyć wiele na świecie i rozwijać swój ród na coraz znaczniejszy. Ród, w którym dzieci nadal są potrzebne do tego, by spełniały cele – córki do wzmacniania lub budowania nowych więzi dynastycznych, synowie do sprawowania władzy, zdobywania nowych ziem lub ewentualnie do zdobywania wpływów w Kościele. Świat zupełnie mi obcy, ale tak fascynujący!

Harda, ta potrójna królowa, to postać naprawdę godna uwagi – mądra, bezkompromisowa, uparta, twarda, nie stosująca taryfy ulgowej zarówno wobec innych, jak i wobec siebie, dumna. Nie nadająca się na stereotypową żonę tamtych lat – łagodną, rozmodloną, słuchającą mężczyzn, rodzącą dziecko za dzieckiem, a swój świat ograniczającą tylko do domu i rodziny. Harda traktuje świat jak swój dom i chce nim rządzić. Chce też być kochana, jednakże nie za każdą cenę. Losy państwa są zawsze ważniejsze od spraw osobistych. Prawdziwa królowa z charakteru.

Bohaterowie to – jak zwykle u Cherezińskiej – wspaniały element tej powieści. Są tak rzeczywiści, pełnokrwiści, że czytelnik ma uczucie, że galopuje u boku Bolesława, spaceruje z Hardą i jej rysicą, obserwuje morską bitwę z jednej z łodzi, patrzy na budowę wspaniałej katedry i słyszy głosy budowniczych. Realizm i barwność to wspaniałe cechy jej powieści, kompletnie nie dziwię się, że zostaną one sfilmowane (tak! ja już nie mogę się doczekać!). A na dodatek bohaterowie są zawsze godni uwagi – czy to pierwszo-, czy też drugoplanowi. Te wszystkie siostry, bratankowie, synowie przyjaciół, wszystkim warto się przyjrzeć, bo wielu z nich ma do odegrania tak naprawdę znaczną rolę w tej opowieści. Niekoniecznie łatwą do przewidzenia…

Historia opowiedziana w tych dwóch tomach porywa i wciąga jak bagno. Gdybyż tak można było opowiadać historię na lekcjach! Nie byłoby chyba osoby, która nie lubiłaby tego przedmiotu. A co więcej, nie byłoby człowieka, którego nie fascynowaliby nasi przodkowie, dawni władcy, nie czuli dumy z tego, jak bogatą mamy przeszłość. Oczywiście, jednocześnie znając ciemne karty naszej historii, bo tylko to pozwala spojrzeć na nią obiektywnie i całościowo. Widząc gamę szarości rozpiętą pomiędzy bielą i czernią. Doceniając jednak swoją historię, nie tylko fascynując się tą obcą, bo my w niczym nie ustępujemy Anglii czy Francji.

A najlepsze jest to, że autorka snuje opowieść w taki sposób, że czyta się ją z wypiekami na policzkach, jak najlepszą powieść sensacyjną czy przygodową. Czy wręcz psychologiczną, bo i psychologii tutaj sporo. Rodzeństwo Piastów, Olav, Seven i inni bohaterowie musieli dobrze znać się na ludzkich charakterach, inaczej nie byliby zdolni snuć swych intryg i planów, osiągać tego, co osiągali. Te wszystkie wojny nerwów, negocjacje, sojusze, to wszystko wymagało niezłej znajomości innego człowieka.

I tak, zdaję sobie sprawę, że istnienie Świętosławy wielu badaczy stawia pod znakiem zapytania. Może nie tyle jej istnienie, co potrójną koronę na jej głowie i jej losy przedstawione w taki lub inny sposób. O tym wszystkim i wielu innych sprawach pisze sama autorka w posłowiu. Zapewne nigdy nie dowiemy się, która wersja jest tą prawdziwą. Ja jednak po cichutku chcę wierzyć w tę hardą piastowską panią, o której śpiewali skandynawscy skaldowie…

A ten nierealny, symboliczny epilog to piękne, wzruszające zakończenie tej historii. Dla wielu pewnie będzie od czapy, dla mnie jest świetną klamrą spinającą całość, przeszłość i przyszłość. Ech, że też to już koniec!

„Harda” i „Królowa” to wspaniałe powieści o rodzącej się potędze Piastów, ich rozwoju, umacnianiu znaczenia na średniowiecznych mapach Europy. Pasjonująca, nie pozwalająca się oderwać od lektury, spójna i dopracowana. Marzy mi się więcej takich powieści, dużo więcej!

 

Jak u Sienkiewicza… ("Fortuna i namiętności. Zemsta" – Małgorzata Gutowska-Adamczyk)

sienkiewiczowi bohaterowie, historia

Wracamy do Polski podzielonej, Polski, gdzie brat staje przeciwko bratu, gdzie stronnictwa popierające jednego lub drugiego kandydata na króla walczą ze sobą zajadle i długo. August lepszy! A nie, właśnie że Stanisław Leszczyński! A za sznurki tak de facto pociągają pobliskie mocarstwa, próbując ugrać to, co dla nich najlepsze.

W rozgrywkach wielkich biorą udział i ci maluczcy. No dobrze, nie tacy maluczcy, jak zresztą dobrze wiemy z pierwszego tomu. Zofia, szczęśliwie zaręczona z Kacprem, musi go jednak pożegnać, bo nie jest to mężczyzna, który potrafi siedzieć w domu, gdy na szali są losy ojczyzny. Wyrusza więc, by poprzeć jednego z kandydatów. A samotnej kobiecie grozi wiele niebezpieczeństw, o nią i jej majątek toczyć się będzie wiele rozgrywek, wszak łatwo wykorzystać białogłowę pozostawioną samotnie we dworze… Na zamku w Turowie Cecylia nadal jest pod strażą, a co gorsza – pod czujnym okiem ojcowskiego sekretarza. A to kreatura, jakich mało, kto wie, co on knuje? Kasztelańscy synowie błąkają się po świecie, przynależąc do przeciwstawnych stronnictw politycznych. Jeden marzy o spełnieniu zakazanej miłości, drugi o odniesieniu sukcesu i odseparowaniu się od ojca, zerwaniu się z jego smyczy. A gdzieś tam snuje się także przeklęty przez umierającą dziewkę winnicki kat, który szuka szczęścia i przełamania ciążącej nad nim klątwy. Dzieje się!

„Fortuna i namiętności. Zemsta” to część druga i ostatnia minicyklu autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Jakże różnego od poprzednich! I z całym przekonaniem rzeknę – i dobrze! Skupienie się tylko na powieści historycznej, bez wstawek współczesnych wyszło tym książkom tylko na dobre! Owszem, poprzednie cykle są też dobre i bardzo dobre, jednak ten jest porywający! Sienkiewiczowski rozmach, bardzo ciekawa fabuła i wykonanie na poziomie, to wszystko sprawia, że czyta się te książki z wypiekami na twarzy. Świat wypracowany w szczegółach, bohaterowie z krwi i kości, dostosowany do opowieści język, brawa dla autorki. Byłby świetny film!

Szkoda, że generalnie tak trudno przełamywać ludzkie uprzedzenia, bo te książki świetnie nadawałyby się do tego, by rozpocząć przygodę z powieściami historycznymi. Lekkie, nie są przesadnie stylizowane, czy też zbyt pełne szczegółów historycznych, dostosowane do potrzeb współczesnego czytelnika. Jeżeli więc znacie kogoś, kto się zastanawia, czy nie sięgnąć po tego typu powieść – śmiało, te są według mnie bardzo dobre na początek!

Właśnie takich książek nam ciągle brak! Pewnie, wspaniałą, cudowną robotę robi Elżbieta Cherezińska z jej książkami (ach, ci Piastowie z jej powieści!), ale od jakiegoś czasu niewielu autorów pisze w taki sposób o polskiej historii. A to właśnie takimi bohaterami możemy wzbudzać zainteresowanie naszym krajem sprzed lat!

Bohaterowie pełni ognia, temperamentni, przebiegli, honorowi, bitni, butni, podli, pracowici… Wielu ich spotkacie na kartach tych dwóch powieści. Jestem pewna, że jak tylko spróbujecie tej lektury, to szybko się z którymś z nich zaprzyjaźnicie i będziecie kibicować jej lub jego losom. Tak, jak ja!

Polecam, szczególnie właśnie na jesienne czy zimowe wieczory, gdy za oknem paskudnie. Wtedy tym milej oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć w tak interesujący świat powieściowy!

 

Barwy życia ("Marianna i róże" – Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska)

Dwór w Polwicy
Dwór w Polwicy

Od wieków ciągnęło mnie do tej książki. Jednak najpierw trudno ją było dostać, czasami pojawiała się tylko na aukcjach na Allegro, a potem na lata o niej… zapomniałam. Traf jednak chciał, że znowu pojawiła się na horyzoncie i w końcu mogłam po nią sięgnąć. Czy spełniła oczekiwania?

„Marianna i róże” to powieść, która powstała w oparciu o dokumenty i relacje historyczne dotyczące losów przodków jednej z autorek. W oparciu o pamiętniki, znalezione w kufrze dokumenty i różnorakie informacje znalezione tu i tam, stworzyły opowieść o wielkopolskiej rodzinie z przełomu XIX i XX wieku. Dla wielu z Was brzmi to pewnie koszmarnie nudnie, ale gwarantuję Wam, że to przedwczesny osąd! Dawno nie czytałam tak przeuroczej, pełnej detali społecznych, obyczajowych, religijnych, kulturalnych powieści, tak smakowite było to literackie danie, że pochłaniałam je w tempie, który mnie samej nie odpowiadał, bo oznaczał, że skończę ją zbyt szybko. A potem będzie żal…

Mariannę poznajemy w momencie, gdy jej mąż decyduje, że dość była urzędnikiem na czyichś dobrach, pora kupić swoje. Spotykamy się więc w chwili, gdy rodzina od niedawna należy do grona posiadaczy ziemskich, a z wizytą przybywa siostra głównej bohaterki. A przywitanie wyglądało tak:

marianna i roze fragment

Współtowarzyszymy Mariannie, jej mężowi, dzieciom i innym bliskim przez całkiem długi czas. Patrzymy, jak dorastają dzieci, jak przebiega ich edukacja, jak pojawiają się kawalerowie zainteresowani córkami państwa, jak te kolejno wychodzą za mąż i jakie są ich losy oraz jakich trosk przysparza Mariannie jedyny syn. A treść rozkoszna jest zarówno w stylu, jak i w przedstawianych szczegółach! Mamy szansę obserwować, jak wyglądało ziemiańskie życie, zarówno w zwykłe dni, jak i dni świąteczne, szczególne, karnawałowe, weselne etc. Do tego wyprawy do wielkich miast, a wręcz karkołomne wyjazdy na dalekie wakacje np. do Sopotu. Poznajemy sposób myślenia sprzed lat (dowiemy się np. dlaczego panna nosząca okulary nie ma świetlanej przyszłości przed sobą!), funkcjonowanie rodzinne, stosunki wśród różnych klas społecznych, będziemy mieli szansę obserwować również metody wychowawcze i edukacyjne. Na przykład takie:

marianna i roze fragment 2

Ta książka to istne cudeńko dla wszystkich, którzy chociaż odrobinę lubią historię i ciekawi są życia sprzed lat. Napisana w bardzo barwnym stylu, pełnym życie, ze sporą dozą humoru, ukazujący bohaterów w taki sposób, że mamy tylko jedno wyjście: przywiązać się do nich i z chęcią zajmować się ich losami.

„Marianna i róże” zajmie miejsce szczególne w mej biblioteczce, dołączy do tych książek, których nie mam zamiaru nigdy oddać do biblioteki. A to od kilku lat rzadkość, oddaję jakieś 85% przeczytanych książek, więc sami widzicie, jak bardzo zapadła mi w serce. Ja chyba żyję w nie tym momencie, może tak naprawdę było mi przeznaczone żyć jakieś 100-150 lat temu…?

Polecam!

Kobieta, jakich mało ("Harda" – Elżbieta Cherezińska)

swietoslawa, sigrida, olaf

Jeszcze względnie niedawno wydawało mi się, że nigdy nie byłabym w stanie uważać Piastów za porywających bohaterów, a o ich losach czytać z wypiekami na twarzy. Do czasu jednak…

Zaczęło się od „Korony śniegu i krwi”, rozhulało przy „Niewidzialnej koronie”, a „Harda” zachwyciła tak bardzo, że Piastowie wydają mi się aktualnie tylko i wyłącznie pasjonujący! Ach, ten Mieszko, Bolesław, a nade wszystko sama Harda! Ale do rzeczy…

Elżbieta Cherezińska stworzyła tym razem opowieść o Mieszku i jego rodzie. O władcy, który miał wielką wizję, sporo talentów i mądrości, a nade wszystko umiejętnie wprowadzał swój plan w życie. Owszem, nie był to może człowiek bardzo uczuciowy, delikatny czy współczujący, ale gdyby takim był, to zapewne nie uczylibyśmy się o nim w szkołach. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy decyduje się przyjąć nową religię i chrzest. Zyskuje nową żonę, nowe możliwości, patrzy na świat z odwagą i wiarą w sukces.

Mijają lata, a książę powoli realizuje swoje polityczne i dynastyczne plany. Tu układ, tam najazd, tu pomoc komuś zagrożonemu, a nade wszystko odpowiednie koligacje rodzinne. Rozporządza swymi dziećmi najostrożniej, dokładnie rozpatrując, jakie korzyści da mu każdy z potencjalnych związków. Bolesława wychowuje na następcę, daje mu zabłysnąć i zdobyć miłość towarzyszących mu wojów, tak niezbędną do tego, by kiedyś uznali go za godnego następcę ich ukochanego księcia. A córki…?

Córki wychodząc odpowiednio za mąż zdobywają mu kolejnych pożytecznych sojuszników. Wszystkie są ważnymi pionkami w jego rozgrywce, jednak najważniejsza jest ona – Świętosława, Harda. To właśnie ona – chcąc i nie chcąc – przyczyni się do poruszenia na północy. To właśnie ona zostanie królową kilku północnych królestw, będzie wielbiona przez wikingów, twardych bojowników, którzy jednak wiele będą w stanie dla swej pięknej, hardej pani zrobić. To ona patrzy na świat w sposób tak podobny do ojcowskiego. Widzi planszę, pionki, możliwości i zagrożenia. Potrafi wiele znieść, wytrwać, by w końcu wiele osiągnąć. A że w sercu skrywa miłość, niemożliwą do zrealizowania? Pozostaje jej czekanie i jak najostrożniejsze próby pokierowania przyszłością w odpowiedni sposób.

„Harda” jest opowieścią tak pasjonującą, że oderwać od lektury można się tylko z wielkim trudem. Ach, gdyby nie konieczność chodzenia do pracy! Historia wciąga jak bagno, do bohaterów przywiązujemy się błyskawicznie, są porywający i bardzo interesujący, stworzeni tak prawdziwie! Cały czas miałam poczucie, że nie tyle czytam powieść, co jestem w tej historii, że dostałam możliwość bycia duchem towarzyszącym dawno nieżyjącym postaciom. Świetna sprawa i bardzo rzadki dar, niewielu autorów potrafi aż tak prawdziwie tworzyć, jak Elżbieta Cherezińska! Bo tak ludzcy i rzeczywiści bohaterowie to jedna sprawa, inną są realia i całe tło – obyczajowe, religijne, kulturalne, społeczne. Najczystszej wody przyjemność i tyle, pięknie oddana codzienność, jakbym widziała te grody, dwory, zjazdy możnowładców.

Mieszko mnie urzekł, Bolesław też, ale to Świętosława mnie zachwyciła. Wiem, że historycy ciągle dyskutują, czy istniała naprawdę, ja wolę przyjąć – dopóki ktoś nie udowodni, że było inaczej – że tak. Że córka i siostra Piastów była tą niesamowitą władczynią, która trafiła do skandynawskich sag jako królowa Szwecji, Norwegii, Danii i Anglii. Tą, która potrafiła przeciwstawić się królom, tą mądrą, waleczną, odważną kobietą. Chcę wierzyć w jej losy, w dwa udomowione rysie, które zawsze były u jej boku, w tak ciekawą, pozytywną postać historyczną, dobry przykład dla wielu z nas.

Chwalę, chwalę, pieję z zachwytu, ale cóż innego mogę zrobić. „Harda” to książka w takim stylu Cherezińskiej, który lubię najbardziej. O czasach, które mnie coraz bardziej interesują, z niezapomnianym klimatem, szczególną atmosferą, która z każdą stroną wsącza się w duszę czytelnika i długo nie daje o tej książce zapomnieć. Z porywającymi bohaterami, których można podziwiać. Daj nam losie więcej autorek tak piszących!

PS. A teraz pozostaje mi tylko oczekiwanie – jesienią ma mieć premierę kontynuacja tej powieści, jedyna to wizja, która osładza mi myślenie o tej porze roku.

Wieloksiąg różności (#12)

ludzik ksiazki
Fot. Jenn and Tony Bot

Tym razem bez tematu przewodniego, ot, zbiór wrażeń z różnych przeczytanych książek. Ostatnio niezbyt mam ochotę na czytanie, to w przerwie w kolorowaniu postanowiłam chociaż napisać krótki tekst na bloga. W ramach motywacji 😉 Do dzieła!

*****

zagubione niebo„Zagubione niebo” Katarzyna Grochola

Jest to zbiór opowiadań, nie znam ich historii, ani dat powstania. Wszystkie je łączy motyw końca i początku, utraty i zyskania, zachwytu i rozczarowania. Pierwsze i ostatnie miłości, przeróżnego rodzaju związki, rozstania i porażki, wybaczanie i zapominanie.

Nie wiem, czy to jakieś zbierane przez lata opowiadania, czy świeże, pisane na potrzeby tego zbioru utwory, w każdym razie dużo z nich to w najlepszym razie przeciętniaki. Zbiór bardzo nierówny, od kilku, które są ciekawe i intrygujące, do zbyt wielu takich sobie. I przy okazji doszłam do wniosku, że chyba jestem za mało „babska”, by je polubić. Schemat, stereotyp i niewiele zachwytów. A ja przecież nawet lubię czytadła, nie rozumiem więc, o co chodzi.

bycie milym„Bycie miłym to przekleństwo: Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić nie” Jacqui Marson

Książka to swoista sesja terapeutyczna, w trakcie której człowiek może nauczyć się mierzyć z przekleństwem bycia miłym. Stanowi niezbędne źródło wiedzy dla wszystkich osób mających problem z mówieniem „nie”.

Autorka zabiera czytelnika w podróż do poznania siebie i własnych potrzeb. Wyjaśnia przyczyny i mechanizmy zjawiska bycia miłym, nie ocenia ludzkich zachowań, lecz daje szczegółowe wskazówki, jak zrozumieć i zmienić męczące nas postępowanie – pokazuje, jak skończyć z zapominaniem o własnych potrzebach, zacząć szanować siebie i nauczyć się być miłą dla samej siebie.

Żeby nie rozpisywać się zbytnio: zdecydowanie jestem osobą, która lubi być miłą, usłużną, dążyć do zadowolenia osób dookoła i bycia lubianą przez wszystkich. Jednak z wiekiem czułam coraz bardziej, jak niezmiernie jest to dla mnie męczące i zaczęłam się zastanawiać, na ile tak de facto jest mi to potrzebne. I stąd lektura tej książki.

Byłam mocno sceptyczna, teraz jestem zdecydowanie mniej sceptyczna 😉 Generalnie wydaje mi się ciut zbyt hurraoptymistyczna, ale coś w niej jest. Coś, co zachęcia do wracania do niej i przejścia opisywanych ćwiczeń. Mam nadzieję, że ta motywacja ze mną zostanie na długo!

warszawa perla polnocy„Warszawa. Perła Północy” Maria Barbasiewicz

Jest to album dotyczący Warszawy z czasów dwudziestolecia międzywojennego, w każdym razie jej losów do 1939 roku. Zawiera masę ciekawych zdjęć, które zwiększają zainteresowanie lekturą. Znajdziecie w niej wiele różnych tematów – architekturę, planowanie przestrzeni miejskiej, szczegóły związane z warunkami bytowymi, zawodami, rozrywką, podziałem społecznym, kulturą, polityką, religią…

Odkąd mieszkam w tym mieście, moje zainteresowanie Warszawą tylko rośnie, więc miałam wysokie oczekiwania, co do tej publikacji. Może zbyt wysokie, bo o ile jest to lektura ciekawa, to potencjał był zdecydowanie większy. Mam wrażenie, że tylko przelecieliśmy po łebkach po wielu z tych tematów. Wiem, że forma albumu narzuca pewne ograniczenia, ale uważam, że można było zagłębić się bardziej w ten czas, miejsce i ludzi je zamieszkujących.

dom po drugiej stronie lustra„Dom po drugiej stronie lustra” Vanessa Tait

Oczywista inspiracja i nawiązanie do słynnej „Alicji w Krainie Czarów”. Autorką powieści jest prawnuczka pierwowzoru Alicji, dla której Lewis Carroll napisał słynną powieść. Jednakże to nie ona gra tutaj główną rolę, a guwernantka, stara panna, która opiekuje się trzema dziewczynkami – Iną, Edytą i Alicją Liddell. To dzięki nim w jej życiu pojawią się nowe możliwości, mężczyźni, a ona sama zacznie marzyć o zamążpójściu. Ale… A zresztą, sprawdźcie sami, co się wydarzy.

Niestety, książka według mnie tylko i wyłącznie przeciętna. Wykonanie jest ok, ale kompletnie nie potrafiła mnie zainteresować, czy też wzbudzić większych emocji. A, przepraszam, jedna reakcja była – odrzucała mnie niezdrowa fascynacja Alicją.

*****

To byłoby na tyle. A teraz wracam do kolorowania, a Wam życzę udanej niedzieli!

Rozwiązanie konkursu!

Dziękuję za wszystkie wypowiedzi konkursowe! Sporo z tych książek już znam, część opisywałam na blogu, część nie. Ale skrzętnie zanotowałam sobie kilka tytułów, które sprawdzę w przyszłości, bo dobrych powieści historycznych nigdy zbyt wiele 🙂 Ale do rzeczy!

Książkami chciałabym nagrodzić:

  1. Half-life – za narobienie strasznej ochoty na przeczytanie „The six wives of Henry VIII”. Mam nadzieję, że kiedyś ją przetłumaczą, bo za leniwa pewnie będę, by ją czytać w oryginale 😉
  2. Kerstin – za Cherezińską i Wikingów, czyli autorkę, którą uwielbiam i cykl, dzięki której ją odkryłam. Mimo całej słodkości „Sagi Sigrun” uważam, że całość warto przeczytać, oj tak bardzo warto! 🙂 A ta część opisująca życie Wikingów – mniamuśna!
  3. Czarne Espresso – Cherezińska drugi raz 😉 Ale zaintrygowała mnie kolejna propozycja – „Śladami zapomnianych bohaterów”, poszukam jej, bo zapowiada się ciekawie!

A chciałabym jeszcze tyle głosów nagrodzić, ech… Nagrodzone osoby poproszę o podanie danych adresowych na maila. Jednocześnie dziękuję wszystkim za udział w zabawie! I mam nadzieję, że nie tylko ja znalazłam w komentarzach ciekawe tropy!

Konkurs!

Wieki całe nie było tutaj konkursu. Czas to zmienić!

zapomniany legion konkursMam do rozdania 3 egzemplarze książki „Zapomniany legion” Bena Kane ufundowane przez Wydawnictwo Znak. By wziąć udział w konkursie wystarczy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie:

Którą książkę historyczną polecasz przeczytać i dlaczego?

Na odpowiedzi macie czas do 11 sierpnia, do północy. Po zakończeniu konkursu wybiorę trzech szczęśliwców, którzy otrzymają tę powieść. Regulamin konkursu znajdziecie TUTAJ.

Nie musicie prowadzić bloga, jednak musicie zostawić nick/imię i adres e-mail. Anonimowych komentarzy nie będę brała pod uwagę.

Zapraszam do zabawy!

W nieznane ("Zapomniany Legion" – Ben Kane)

legion rzymski walka

Czwórka bohaterów. Tarkwiniusz, etruski wojownik i widzący przyszłość. Brennus, Gal, któremu legiony wybiły plemię, a on sam został sprzedany jako gladiator. Romulus i Fabiola, bliźnięta, niewolnicy, których pan decyduje się sprzedaż – ją do lupanaru, jego do szkoły gladiatorów. Jak połączą się ich losy?

Starożytność. Rzym, jego łaknienie kolejnych ziem, podbijania ludów dookoła to temat na wiele dobrych, porywających powieści. Nic więc dziwnego, że kolejny autor postanowił oprzeć swą opowieść o ten czas i tematykę. I chociaż na początku nie mogłam się w tę historię wgryźć, to powolutku, niezauważalnie wsiąkłam w nią, aż w końcu stwierdziłam, że „ale dlaczego to już koniec, ja chcę wiedzieć, co dalej!”.

Nie jest to żadne arcydzieło, ale też nie zakładam, by miało nim być. To naprawdę solidna, wciągająca rozrywka. I dobrym pomysłem było zbudowanie jej na losach zwykłych ludzi, tych normalnie niezauważanych, traktowanych gorzej niż zwierzęta. To właśnie losy niewolników są osnową tej opowieści, a losy możnych tylko drugim planem. Jednakże są one ze sobą nierozerwalnie związane, przenikają się, stanowią zgrabnie utkaną całość.

Taka perspektywa pozwala też na lepsze wczucie się w sytuację za czasów triumwiratu. Jak wyglądało podbijanie kolejnych ziem i ludów, z czym się wiązało? Co czuli zwykli ludzie, jak funkcjonowały podwaliny wielkiego państwa – ten cały ogromny system oparty o niewolnictwo i legiony. To ciekawy punkt widzenia, zdecydowanie inny od tych, które znamy z powieści i filmów opartych o losy arystokratów i władców.

Fascynujący jest wątek zapomnianego legionu, tego, co musieli przejść żołnierze w trakcie wędrówki przez pustynię, skazanej na porażkę walki z dzikimi plemionami czy też niewolnictwa. Niesamowita historia, ciekawie opowiedziana przez autora. Porywające losy oddziału, który wyrusza poza granice znanego im świata…

Mnie dodatkowo podobał się wątek Fabioli. Jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się w kolejnych dwóch tomach. Wiedza historyczna dotycząca Brutusa podpowiada mi odrobinę, ale jestem ciekawa, jak też autor zamierza poprowadzić historię w tym kierunku (i dalej). Chociaż jednocześnie akurat jej losy wydają mi się najmniej wiarygodnie przedstawione – za szybko, za łatwo, za „mocno”?

Podsumowując: jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Po pierwsze – jest trochę dłużyzn, które spokojnie można byłoby wywalić, by dodać książce dynamiki, a spójność nic by na tym nie straciła. A po drugie – spójność językowa. Nie wiem, czy to wina autora, czy też tłumaczenia. Ale z jednej strony jest delikatna stylizacja językowa, która ułatwia czytelnikowi wczucie się w historię i czasy, w jakich jest osadzona. I dobrze, jestem całym sercem za tym, by różnicować stylistykę i dostosowywać ją do potrzeb fabularnych (dzięki czemu przynajmniej nie wszystkie książki są takie same). Ale raz na jakiś czas trafia się coś takiego, co nagle wybija z czytania i wywołuje mentalną reakcję „WTF?!?”. Na przykład…

foczka zdjecie

„Foczka”? Ale serio? W starożytnym Rzymie? Ech, może jestem czepialska, ale za nic mi to do stylizacji na tamte czasy nie pasuje. Już ochroniarze mi średnio pasowali, a to zastopowało mnie w czytaniu na tyle, że zrobiłam zdjęcie, by się skonsultować z innymi czytelnikami.

Jednak historia tej czwórki bohaterów zainteresowała mnie na tyle, że z wielką chęcią przeczytam pozostałe dwa tomy, jak tylko powiają się na polskim rynku!

A dla Was niedługo będę miała konkurs związany z tą powieścią, obserwujcie bloga!

Wir historii ("Fortuna i namiętności. Klątwa" – Małgorzata Gutowska-Adamczyk)

miecz rycerz klatwa
Fot. Tor-Sven Berge (flickr)

Takie powieści autorka mogłaby pisać i co pół roku!

Rok 1733. Na stosie ginie niewinnie młoda kobieta posądzona o bycie czarownicą. Przed śmiercią rzuca klątwę na wszystkich, którzy się do jej śmierci przyczynili. Czy klątwa faktycznie ich dosięgnie?

A w Turowie się weselą – kasztelanka wychodzi za mąż, za człowieka, który wiele znaczy na dworze. Wesele jednak łączy się ze smutkiem, bo umiera król. I tak oto otwiera się furtka, która przynosi tak wiele zmian – elekcję, rozgrywki u władzy, szarady między możnymi tego świata, które wpływają na tych mniej możnych i na maluczkich.

Wielka polityka wpływa na życie bohaterów książki, czasami dosyć drastycznie, jednak to tylko jeden z głównych wątków. Bo na pierwszy plan stopniowo wysuwają się oni. Ona – piękna wdowa, dwudziestotrzyletnia miecznikowa Zofia oraz w gorącej wodzie kąpany Kacper Hadziewicz, podstarości, któremu grozi imfamia. Zofia to smakowity kąsek dla niektórych sąsiadów, a i kasztelan włącza ją w swoje rozgrywki, chociaż nie w taki sposób, w jaki zamarzył sobie jego syn – Jan.

Zofia zresztą ma dylemat – tu piękny kasztelanic, do którego od dawna czuje słabość, ale od którego dzieli ją klasa, majątek i ludzie, a tu mniej znaczny szlachcic, ale miłujący ją prawdziwie. A ona między nimi, z dziećmi u spódnicy i Moskalami u bram. Co robić?

Wątek miłosny przeplata się z politycznym, honor ze zdradą, dobroć z intrygami, chęć ustatkowania się z chęcią ratowania ojczyzny. Pięknie zbalansowana historia. Próby zdobycia serca miecznikowej pięknie łączą się z walką z intrygami kasztelana i chaosem dwuelekcyjnym (czasy Stanisława Leszczyńskiego i Fryderyka Augusta II). A w tle przewija się jeszcze wątek klątwy i tego, co ona przyniesie osobom, na które została rzucona.

Przyznaję bez bicia, że zdecydowanie wolę taką powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk od tych, w które wpleciony jest wątek współczesny. Według mnie dużo lepiej wychodzi jej pisanie o dawnych czasach, porywa czytelnika i nie wypuszcza aż do końca opowieści!

Wspaniale opisane tło obyczajowe – te wszystkie tradycje, zachowania, sposób funkcjonowania społeczeństwa, rodzin, współżycia sąsiedzkiego, zależności klasowych etc. Świetni bohaterowie, pełnokrwiści, z całą paletą wad i zalet, wzbudzający w czytelniku wiele różnych uczuć. Potoczysty język i dobrze zrobiona stylizacja. Klimacik zaiste lekko sienkiewiczowski! Widać też dużą dbałość o szczegóły, czuć, że autorka przykładała wagę, by nie pisać bzdur, konsultowała się, badała różne kwestie, całość wygląda na dopracowaną.

Interesująca fabuła, sprawnie splecione wątki, fajne osadzenie w tle historycznym fikcyjnych bohaterów, a do tego te wszystkie smaczki! Intrygi, bandyci, zajazdy, spełnianie misji, więzienie, wielka miłość, namiętność, mała i duża polityka, to wszystko tak dozowane, że czyta się z wypiekami. Mnie się bardzo podobało i nie mogę się doczekać drugiego tomu! Tym bardziej, że razem z bohaterami książki miałam okazję wstąpić do dawnej Warszawy, co bardzo mi się podobało.

Świetna powieść, polecam!