Autorki, blogerzy, czytelnicy…

logo2

Melduję, że właśnie czekam na gości (Iza z Czytadełka z szanownym małżonkiem), a jutro wybywamy na Festiwal Literatury Kobiety „Pióro i Pazur” w Siedlcach! Dla mnie to już trzeci raz, więc jestem ciekawa kierunku, w jakim pójdziemy w tym roku.

A w Siedlcach sporo będzie blogerów. Razem z np. Zwierzem Popkulturalnym, Zacofanym w lekturze, Kasią Hordyniec (mam nadzieję, że teraz, po ogłoszeniu wielkiej wiadomości będzie też wielki powrót do blogowania!) czy Kasią z Mojej Pasieki obgadamy ostatni rok w literaturze i blogosferze. Panel „Rok w blogosferze, czyli co czytać, co słychać…” odbędzie się w Galerii Siedlce o godzinie 11:00. Zapraszamy!

Program festiwalu znajdziecie TUTAJ. Zapowiada się interesująco 🙂

Wieczór z autorem

20 stycznia, 18:30, Warszawa, Foksal.

Z pracy wyszłam późno, ale zamarzyło mi się, że jeszcze zrobię sobie spacerek na miejsce spotkania. W pewnym momencie zaczynam tego żałować, włączam przyspieszenie i dzwonię do organizatorki z przeprosinami – spóźnię się kilka minut. W odpowiedzi słyszę: „A może zamówić już coś ciepłego na rozgrzewkę? Kawa, herbata?”. Zaopiekowanie poziom mistrzowski!

20 stycznia, 19:05, Warszawa, restauracja na Wilczej.

Wpadam zdyszana, rozglądam się dookoła, nikogo nie rozpoznaję, proszę więc o pomoc kelnerkę. W międzyczasie zjawia się organizatorka spotkania, wskazuje stolik i towarzystwo. Rzut oka – tak, to on, wygląda tak samo, jak na zdjęciach. Prezentacje, zamieszanie z płaszczami i miejscami, no i w końcu jesteśmy wszyscy, możemy zacząć. Przed dwiema blogerkami (razem ze mną była Weronika z Literaturomanii) kolacja z norweskim autorem – Levim Henriksenem.

Najpierw ostrożne „obwąchiwanie”, próba zorientowania się, jakim człowiekiem jest Levi, jak postępować i jaką strategię komunikacyjną przyjąć. Ale po chwili rozmowa płynie, padają pierwsze pytania, rozkręcamy się.

<Retrospekcja>

„Śnieg przykryje śnieg” czytałam niedawno. To opowieść o byłym więźniu, który zaraz po wyjściu z więzienia dowiaduje się o samobójstwie brata. Przybywa na pogrzeb, zamieszkuje w domu rodzinnym i stara się zrozumieć wydarzenia, samego siebie, to, co go otacza. Dan czuje, że zawiódł brata, że zmarnował kawał życia i że nadal jest taki sam, jest wiecznym uciekinierem. Planuje jak najszybciej sprzedać ojcowiznę i ruszyć w drogę. Gdzieś, byle dalej!

Jednak ciągle nie daje mu spokoju samobójstwo brata, próbuje zrozumieć, co mogło go do tego popchnąć. Poszukuje więcej i więcej informacji, a tym samym uruchamia ciąg wydarzeń, które będą miały znamienne konsekwencje. A na dodatek w jego życiu na nowo pojawia się stary, niepełnosprawny wuj oraz Mona, młoda kobieta, która spotykała się z bratem Dana. Ta dwójka ma na niego coraz większy wpływ, pomaga mu poznać na nowo samego siebie.

To nie kryminał i nie thriller, to obyczajowa historia rodzinna. Najbliżej jej do powieści psychologicznej z wątkiem kryminalnym. Surowa w stylu, smutna, pełna emocji, refleksji. Oddająca – na ile mnie to oceniać – klimat Norwegii.

Taka to książka

20 stycznia, 19:05, Warszawa, ciągle ta sama restauracja.

Levi opowiada o tym, że od dziecka pisał i chciał pisać przez całe życie. Mimo tego, że obrał karierę dziennikarza i muzyka, to ciągle pisał. I ciągle próbował wydać to, co tworzył. Wysyłał swe utwory kilkadziesiąt razy zanim zostały opublikowane! Ale gdy w 2002 roku pierwszy z nich pojawił się drukiem, to potem ruszyła lawina. „Śnieg przykryje śnieg” została nagrodzona Nagrodą Norweskich Księgarzy, prawa zostały sprzedane do wielu krajów, trwają negocjacje a propos jej sfilmowania. A Levi pisze dalej…

Na pomysł tej powieści wpadł w Sylwestra na przełomie 1999 i 2000 roku. Spędzał go z przyjaciółmi, snuły się rozmowy, gdy nagle zaczęli rozważać podobny pomysł. Długo jednak nic się nie działo, a gdy w końcu zdecydował się przekuć go w powieść, to czekał na niego sukces.

Często pytany jest o to, dlaczego jeszcze nie napisał kontynuacji. Levi twierdzi, że jest to zamknięta historia (a ja się z nim zgadzam), że nie ma sensu pisanie kontynuacji. Chociaż nie zapiera się – kusi go to, bo Dan jest mu bardzo bliski. Może kiedyś wróci do Skogli…

Samo Skogli wymyślił. Postanowił, że będzie to miejsce, które odwierciedlać może wiele miejsc w Norwegii i będzie to miejscowość, w której będzie umieszczał wszystkie swoje powieści. Uniwersalny świat, dzięki któremu utnie wszystkie gdybania: dlaczego akurat tutaj, czemu nie tam, a dlaczego pokazał to miejsce w taki sposób etc. Jest jednak wzorowana na wsi, w której Levi dorastał, która do dzisiaj jest mu bliska.

Sam pisał o tym, co jest mu tak czy inaczej znane i to samo zaleca innym pisarzom i tym, którzy pisarzami chcą być. Jemu praca nad książką zajmuje około roku. Pracuje nad każdym rozdziałem tak długo, jak długo uznaje za stosowne, by w końcu poczuć, że to jest to, teraz tekst jest gotowy, a on może rozpocząć pisanie kolejnego rozdziału. I dlatego gdy stawia ostatnią kropkę uważa książkę za dzieło ukończone.

Zapytany o przyszłość odpowiada, że pisze kolejną książkę, a polski wydawca już zakupił prawa do innej powieści, więc czytelnicy w Polsce będą mogli przeczytać kolejną książkę Leviego Henriksena.

20 stycznia, 19:05, Warszawa, to samo miejsce akcji.

Trzy godziny minęły szybko, pora się rozstać. Jeszcze tylko pamiątkowe wpisy do książek i zdjęcia, chwila rozmowy z pracownikami wydawnictwa i pora ruszyć na tramwaj. Podsumowując w głowie spotkanie, myśląc o tym, co się usłyszało i o tym, jak to wszystko opisać w jednej notce. Trzeba byłoby napisać kilkustronicowy esej, który kłóci się z ideą bloga. Pozostają tylko luźne impresje!

25 stycznia, 19:34, Warszawa, mała kawalerka na warszawskiej Ochocie.

Pomysł zorganizowania kolacji z autorem i zaproszenia na nią blogerów, by mogli autora bliżej poznać, porozmawiać z nim i wypytać o ciekawostki, uważam za doskonały! Gratuluję osobie z wydawnictwa, która na niego wpadła. Szkoda tylko, że tak niewielu blogerów odważyło się na to, by wziąć w niej udział. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie to większa grupa, chociaż oczywiście nie narzekam na możliwość spędzenia tego wieczoru w tak małym gronie. Więcej możliwości dla Weroniki i dla mnie 😉

20150125_192155

PS. Wszystkie poniższe zdjęcia są autorstwa Weroniki Trzeciak.

Niedzielny luz

Miała być recenzja, ale po wczorajszym dniu (i dzisiejszym doczytaniu „Gniewu” Miłoszewskiego!) nie mam sił, będzie zbiór różności. Wczoraj pobudka o 5:30, podróż do Olsztyna, spotkanie z blogerami (i nie tylko) a propos współpracy z wydawnictwami i agencjami, potem już bardziej towarzysko – obiad w miłym gronie, „wystawa autorów”, chwila relaksu z organizatorkami Festiwalu do Czytania i już byliśmy w Polskim Busie do W-wy. Tylko, że zamiast trzech godzin jechaliśmy ponad pięć, bo natknęliśmy się na drodze na śmiertelny wypadek. Oczekiwanie na lekarzy, policję, prokuratora, stanie w gigantycznym korku, a potem szaleństwo objazdów i już byliśmy w domu, koło 1 w nocy. Nie mam sił na myślenie.

olsztyn panel z blogerami
Przed spotkaniem, razem z Maciejem Marciszem z Business & Culture oraz olsztyńskim Czytusiem

Już od tygodnia chciałam się Wam pochwalić efektami ogarnięcia bałaganu w zgromadzonych tutaj książkach. Jak wiecie – po trzech latach mego pomieszkiwania – właściciel kawalerki zakupił regał. Wcześniej nie miałam nawet półki, a książki leżały w szafach, szufladach, na półce pod ławą, na ławie etc. Regał aż tak wiele nie zmienił, za mały jest 😉 Ale trafiła na niego część książek, reszta dalej koczuje pod ławą i w jednej z szaf wnękowych. Ale za to zebrałam znowu ze 30 do oddania, już pisałam do zarządzających bibliotekami w dzielnicy. I zastanawiam się, czy nie dołożyć jeszcze 30 egzemplarzy. To dobry rok, w końcu się zaczęłam brać za siebie! Tylko ciągle problemem jest to, że 80% zbioru jest u rodziców i tam ciągle mam z czym walczyć 😉 Po kliknięciu w zdjęcie możecie sobie powiększać jego fragmenty – jeżeli oczywiście tylko macie na to ochotę!

regal z ksiazkami

Pewnie niektórzy zejdą na zawał, bo „jak można tak książki upychać!”. Ale to tylko świadczy o tym, że mają jeszcze dużo wolnego miejsca dookoła siebie 😉 A, górna półka nie jest pełna do końca, jest to miejsce przewidziane na książki, które aktualnie czytam, dołączą do reszty już niedługo.

Ciekawa jestem, kiedy znowu zapełni się ta półka pod ławą i zaczną gromadzić na nowo stosy na ławie…

A przy okazji „pitolenia” chciałam jeszcze zaprosić wszystkich będących w środę w Warszawie na spotkanie z przeuroczym i interesującym autorem, czyli…

jacek dehnel spotkanie

Ja już zaklepuję sobie miejscówkę w pierwszym rzędzie, bo tegoż autora od lat mocno cenię i należy do moich ulubieńców.

A teraz już zostawiam Was w spokoju i uciekam na „Nosorożca” do Teatru Dramatycznego. Życzę udanego popołudnia i wieczoru!

Przybywajcie tłumnie!

Gdyż, ponieważ, bo… 😉

Ten blog rzadko robi za słup ogłoszeniowy. Nie lubię tego i koniec. Ale tym razem muszę się złamać. Mam takie wewnętrzne pragnienie, wręcz przymus!

Jeżeli macie wolną sobotę i mieszkacie w jakiejś w miarę sensownej odległości od Warszawy, to zapraszam z całego serca, bo ałtorka jest tak samo fajna, jak jej książki! A przybywa do nas niedługo osoba, która „popełniła” dwie cudnej urody powieści, a dokładnie – „Dożywocie” i „Nomen Omen”. Tak, dobrze widzicie, już w sobotę można w Warszawie spotkać Martę Kisiel!

(gdy klikniecie na plakat, to zobaczycie jego większą wersję, ze szczegółami)

marta kisiel

Będzie bajdurzyć, odpowiadać na pytania (a to najciekawsze zostanie nagrodzone książką!), pisać dedykacje, a z tymi najwytrwalszymi może i na piwo pójdzie?

Możecie – ku pamięci – zapisać się na wydarzeniu na Facebooku, o TUTAJ.

PS. A nieprzekonanych niech przekona fakt, że będą mieli okazję również spotkać tam mnie i Zacofanego w lekturze! 😛

Noce i dnie wśród autorów, chyba część I

Notka napisana wczoraj rano, a dopiero dzisiaj, po zakończeniu pracy, przyjechaniu do domu i rzuceniu walizki w kąt znalazłam moment, by w końcu nasinąć guzik: „Opublikuj”!

*****

Stali czytelnicy wiedzą, że ostatni weekend był dla mnie mocno zajęty i że spędziłam go pod znakiem pióra i klawiatury. Najpierw Festiwal „Pióro i Pazur” w Siedlcach, a potem Gala Nagrody Nike 2013. To był weekend!

Poranek zaczął się na dworcu Warszawa Zachodnia, gdzie spotkałam Maję, razem z którą jechałam do Siedlec. Zachowałyśmy się jak nierasowe mole książkowe, przegadałyśmy całą drogę zamiast czytać 😉 Gdy w Siedlcach próbowałyśmy zdybać taksówkę, Maja nagle krzyknęła: „Ja Ciebie znam, Ty jesteś Zwierz!” I tak oto po drodze do hotelu spotkały się wszystkie trzy blogerki zaproszone do panelu dotyczącego blogosfery książkowej. Po zakwaterowaniu w hotelu zaczęłyśmy odkrywać uroki Siedlec, w czym mocno pomogła nam przepiękna pogoda i śliczna złota jesień. Głód zaciągnął nas do cudnej polsko-litewskiej restauracji „Kochanówka”. Urocza atmosfera, przemiły kelner, bardzo dobre jedzenie, kawa-gigant, płonąca szarlotka i najlepsza na świecie cytrynówka (którą dostałyśmy w ramach poczęstunku od kelnera :D). Najpierw zawędrowałyśmy tam na obiad, a później powróciłyśmy na kawę i słodkości 🙂 Gdybyście kiedyś zawitali do Siedlec – polecam!

Ale przechodząc do meritum! Na teren Festiwalu trafiłyśmy pod koniec panelu dotyczącego literatury popularnej w mediach. Właściwie to szkoda, że ominął nas początek, bo zapewne było ciekawie i burzliwie. Szczególnie, że literatura popularna w „poważnych, wiodących mediach” prawie w ogóle nie istnieje 😉 Błyskawicznie nadeszła pora naszego panelu, który moderowała Kasia. Było o recenzjach, zdobywaniu książek, motywach do prowadzenia bloga, rzetelności w blogowaniu. Niestety, miałyśmy tylko 30 minut, więc ledwo liznęłyśmy temat, a szkoda, bo było widać, że na sali szykuje się sporo pytań! To moje jedyne zastrzeżenie do programu, może za rok będzie można przewidzieć dłuższą dyskusję na ten temat?

Wysłuchałyśmy z uwagą wystąpień na temat powodów sukcesu szwedzkich kryminałów oraz na temat e-czytania i jego przyszłości, a po przerwie udałyśmy się na Galę wręczenia nagród. O laureatach nie napiszę, bo kilka dni temu publikowałam notkę na ten temat. Rozpoczęła się ona filmikiem, który już prezentowałam, a który spowodował u nas dzikie napady śmiechu 🙂

Galę prowadziła Mariola Zaczyńska i Maciek Adamczyk. Maciek miał też stand-up kabaretowy, który dotyczył podejścia do mężczyzn i zapewne dla wielu osób był na krawędzi dobrego smaku. Mnie tam się podobało 😛 Czas płynął, na scenie pojawiały się kolejne laureatki, było uroczo i sympatycznie. Tym bardziej, że niektóre reagowały z takim fajnym zaskoczeniem. Na przykład Anna Fryczkowska zrobiła wielkie oczy, gdy usłyszała werdykt 🙂 A Sasza Hady wygląda jak siedemnastoletnia dziewczynka!

Po Gali mieliśmy okazję poszaleć na bankiecie, który odbył się w naszym hotelu. Działo się, oj działo! Była to wyśmienita okazja do lepszego poznania wielu autorek, spędzenia z nimi miłego czasu na luzie. Te, które spędzały z nami ten wieczór to fajne babki są i tyle. Maja zakochała się w Hannie Cygler i Katarzynie Bondzie 😉 Było wesoło, ciekawie i po wariacku 😉

Kolejny ranek natomiast był lekko przyciężkawy, ale za to podróż do Warszawy z ośmioma szalonymi babeczkami to było arcyciekawe przeżycie 😉

Festiwal był świetny! Ciekawe tematy, interesujący goście, świetna organizacja. Wielkie brawa dla Marioli Zaczyńskiej za ogarnięcie samodzielnie tak wielkiej i wielowarstwowej imprezy. Bo panele i gala to jedna sprawa, było jeszcze czytanie w więzieniu, spotkanie w bibliotece, bicie rekordu głośnego czytania oraz otwarcie półki z książkami dostępnej dla wszystkich mieszkańców Siedlec. A ona za tym wszystkim stoi, ta masa pozytywnej energii i uśmiechu! Dziękuję! :*

Piszę nie na swoim komputerze, więc wrzucam tylko kilka zdjęć znalezionych na FB. Przy innej okazji dorzucę garść swoich. Te są głównie z mojego telefonu + od Renaty Kosin + sama nie wiem czyje 😀

A po powrocie była chwila na złapanie oddechu i już musiałam jechać do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (jak chcecie zobaczyć ciekawe miejsce i pochodzić po ogrodzie urządzonym na dachu tego budynku, to polecam! Ja bardzo lubię to miejsce), gdzie odbywała się tegoroczna Gala Nagrody Nike. Przed wejściem spotkałam Monikę, której recenzja zwycięskiej powieści uzyskała nagrodę za najlepszą recenzję 🙂 Po drodze spotkałyśmy też mojego kolegę z pracy i razem ruszyliśmy do biblioteki.

Pierwsze wrażenia – super, jak tu fajnie! Drugie wrażenie – ciasnoooo, tłoczno, gorąco. Trzecie – dużo sław, dużo dziennikarzy, dużo ludzi z wydawnictw. Ale znacznie „sztywniej” niż w Siedlcach, czuć natychmiast, że to bardziej oficjalna okazja, takie „pokazanie się” i czystej wody rozwijanie kontaktów. Sławy muszą się pokazać, a reszta buduje siatkę kontaktową. O samej ceremonii nic pisać nie muszę, bo ci, co chcieli, to i tak oglądali ją w telewizji.

Po ceremonii posililiśmy się troszkę, wypiliśmy po kieliszku wina, krążyliśmy wśród tłumu i gadaliśmy. Impreza jednak szybko zaczęła się zwijać, więc i my stosunkowo szybko uciekliśmy. Monika do rodziny, a my – razem z jeszcze jednym znajomym z innego wydawnictwa – na piwo. W porównaniu z bankietem z poprzedniej nocy – krótko, nieintensywnie i bez atrakcji 😉 Relację Moniki znajdziecie TUTAJ.

A Moises wykazał się dobrym okiem, wyszukał siebie, zaznaczył czerwoną strzałką 😉 Obok niego siedziała Monika, a obok Moniki ja. Taką mamy pamiątkę 😉

Nike 2013

To jest ciekawa impreza formalna, ale Siedlce wygrały ciepłem relacji międzyludzkich i sercem na dłoni organizatorki 🙂

Relacji brak

Miała być relacja z Siedlec i z Gali Nike, ale jeszcze chwilkę poczekacie. Niestety, czasu mam dużo mniej, niż myślałam. A w domu padam na nos. Straszliwie męczące dni, ale fajne. Wizyta Lizy jest megaciekawa, a dla mnie – jako organizatorki – bardzo stresująca. Ale połowa już za nami! A zobaczcie sami, jak jest ciekawie 🙂

Usłyszałam od mojej Mamuśki, że nawet się załapałam na „zajawkę” rozmowy z Lizą w DD TVN 🙂 Sława, chwała i piniądze za rogiem czekają 😉

Obudziłam się wcześnie, wstąpiłam więc – w drodze do hotelu, po Lizę – do parku. Zobaczcie sami, jak teraz w Warszawie jest pięknie!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

A jutro lecimy do Wrocławia, na Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Nie wiem więc, kiedy będzie „prawidłowa” relacja. Ale będzie! Miłego weekendu!

Szukam autorów! (+ przypominajka)

autor

Miała być dzisiaj recenzja „Suttree” McCarthy’ego, ale po podróży zapchanym i dusznym pociągiem nie ma już siły na myślenie. Zamierzam więc Was niecnie wykorzystać! 😉

Napiszcie mi, proszę, jakich autorów sobie szczególnie upodobaliście i za co? Tak sobie myślę, że znam mnóstwo autorów, mam duuuużo książek, ale pewnie na mojej liście brakuje kogoś, kto mógłby się dla mnie stać autorem ważnym, szczególnym. Stąd moja prośba. Pomóżcie mi poszerzyć moje horyzonty, zasugerujcie mi swoich ulubieńców, a kto wie, może pewnego dnia będziemy mieli wspólnych faworytów?

Pomożecie?

Ja tylko przypomnę, że do północy możecie zgłaszać swoje typy w konkursie! A teraz uciekam na kanapę, padnę i nie wstaję przez cały wieczór! Wybaczcie, na Wasze komentarze a propos porzuconych książek odpowiem pewnie dopiero jutro.

Wyznaję!

Tak mi się zebrało i nic na to nie poradzę. Muszę, bo się uduszę. A o co chodzi?

Od pewnego czasu odkrywam, ze coraz bardziej kocham polskie fantastki! I zanim ktoś ucieknie z krzykiem – rozwinę myśl. Mamy w Polsce zacne grono Pań piszących cudowne książki fantastyczne. Lekkie, zabawne, z jajem, pochłaniające i nie dające o sobie zapomnieć. Mało tego, te książki robią na czytelnikach takie wrażenie, że biedni czytelnicy regularnie – miesiącami, czasami latami – wytupują wirtualnie rowy dookoła autorek, nagabując stale – „a kiedy będzie część druga XYZ??”, „a pisze się jakaś nowa powieść??”, „będzie w miarę szybko, czy w tempie „martinowskim”?”. Autorki pewnie czasami zgrzytają zębami, ale zakładam, że jednak generalnie jest to fajne uczucie, gdy widzi się, że talentem udało się tak poruszyć ludzi, że ci nie chcą się odczepić 😉 Kto znalazł się na tej mojej prywatnej liście fantastycznych fantastek?

Marta KisielMarta Kisiel, podwrocławianka z zameldowania, wrocławianka z urodzenia i zamiłowania, rocznik 1982. Przez większość czasu udaje, że robi coś konstruktywnego, czyli niewiele z niej pożytku. Przebrzydła polonistka, beznadziejnie zakochana w romantyzmie i twórczości Juliusza Słowackiego, który wielkim poetą był. Zwierzę odludne, występuje przede wszystkim w środowisku domowym, rzadko wyłaniając się na światło dzienne.*

Autorka całkiem wielu opowiadań oraz zachwycającego „Dożywocia”, która to książka – mimo tego, że przeczytałam ją w grudniu 2011 roku! – tkwi w mej głowie i sercu do dzisiaj! Mało tego, osobiście wiercę regularnie autorce dziurę w brzuchu o to, by pisała kontynuację, a nie tam rozdrabniała się na inną powieść 😉 Co nie zmienia faktu, że i po inną sięgnę jak tylko pojawi się na rynku. Co mam nadzieję nastąpi jeszcze w tym roku, bo Marta stwierdziła bardzo niedawno, że 3/4 książki już za nią i teraz już z górki. Oby!

O mym dzikim zachwycie a propos „Dożywocia” pisałam dwa razy – TUTAJ i TUTAJ. A właściwie piałam na ten temat wiele razy, ale te dwa przypadki są najbardziej „formalne”.

Może niektórzy się przyczepią, że wychwalam „autorkę jednej książki”, ale nic mnie to nie obchodzi – przeczytajcie najpierw „Dożywocie”, to sami zobaczycie 😉

Aneta JadowskaKolejnym – stosunkowo niedawnym, bo z początku tego roku – odkryciem jest Aneta Jadowska. Nie interesują jej małe wyzwania – skoro już spełnia się dziecięce marzenia o pisaniu powieści, nie ma powodu, by się ograniczać. Tak powstała sześciotomowa seria o Dorze Wilk, toruńskiej policjantce-wiedźmie. Nie lubi bezczynności i nudy, więc kończąc prace nad heksalogią, już obmyśla kolejne powieści.*

Z jej książkami poszło mi trochę nie „jak Pan Bóg przykazał”. Zamówiłam „Złodzieja dusz” (czyli pierwszy tom) wieki temu do recenzji… i o nim zapomniałam. A niedawno, bezrefleksyjnie, skusiłam się na drugi tom „Bogowie muszą być szaleni” i przepadłam! Właśnie nadrobiłam lekturę tomu pierwszego (recenzja pewnie jutro) i jestem pełna zachwytu! Trio głównych bohaterów (wiedźma, wnuk Lucyfera i wnuk Gabriela) jest przecudowne, kocham ich całym swym sercem (razem z Lichem z „Dożywocia”, zmieszczą się, serce mam pojemne 😉 ). Świat, w którym toczy się akcja jest arcyciekawy, pełen interesujących stworzeń. Akcja zawsze wartka, dialogi zabawne. Pewnie niektórzy się skrzywią na ilość wulgaryzmów i podtekstów erotycznych, mnie to jakoś nie przeszkadza 😉

Powoli zamieniam się w taką samą psychofankę, jaką jestem dla Marty K. i też zaczynam męczyć – „a kiedy trzeci tom?!”. Ponoć niedługo…

Martyna RaduchowskaPo dwóch najukochańszych przychodzi pora na trzecią (a właściwie drugą, bo powyższe panie dzielą złote podium) autorkę, która zdobyłą me serce. Jest nią Martyna Raduchowska. Rocznik 87. Wrocławianka całym sercem i duszą. Z charakteru wredna i pyskata wiedźma, pełna optymizmu pesymistka, ambitny leniuch, pogodna maruda, zagorzała domatorka na obczyźnie, słowem, posiadaczka niepowtarzalnego zestawu cech, który gwarantuje, że cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdzie się powód do narzekania – jej ulubionego zajęcia. Cierpi na chorobliwy nadmiar pomysłów oraz chroniczny brak wolnego czasu.*

Na jej „Szamankę od umarlaków” natknęłam się również w grudniu 2011 roku. Coś dobry był ten grudzień! Urzekła mnie odrobinkę mniej od książek poprzednich autorek, ale jest to książka bardzo dobra. Ciekawa fabuła i świat, w którym osadzona została akcja, charakterna główna bohaterka. Świetna cioteczka i Gryzak oraz sporo humoru. To wszystko gwarantuje dobrą rozrywkę! Tutaj również wyczekuję nowej powieści, ale nie wiem, jak posuwają się prace twórcze.

Zachwyty wzbudziły także te książki Mai Lidii Kossakowskiej, które miałam okazję przeczytać, ale była to dla mnie inna kategoria. Tutaj przyjęłam sobie, że mają być to książki lekkie, zabawne, z zachwycającymi bohaterami, rozrywka czystej wody. Dlatego na podium stają tylko te trzy autorki, aczkolwiek cały czas mam wrażenie, że o kimś zapomniałam, hm…

* Teksty pochodzą ze strony internetowej Wydawnictwa Fabryka Słów. Zdjęcia autorek również pochodzą z tego źródła.