Szekspirowski thriller polityczny („Miarka za miarkę” – Oskaras Koršunovas)

Jest sztuka, która – mimo że powstała przed wiekami – nie traci absolutnie nic na swej aktualności. Czy przed ponad czterystu laty, czy też dzisiaj, niezmiennie jej treść i przesłania są tak samo wartościowe.

„Miarka za miarkę” Wiliama Szekspira od ponad dwóch lat gości na największej scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie. Dzieło to w reżyserii Oskarasa Koršunovasa zyskało polskie akcenty, ale od początku… Słów kilka o spektaklu reklamowanym jako szekspirowski thriller polityczny.

 

Chociaż teoretycznie spektakl dziać się ma we Wiedniu, jednak scenografia na scenie im. G. Holoubka do złudzenia przypomina izbę polskiego parlamentu, widz od początku czuje się dzięki temu osadzony w znajomych realiach, może skupić się na treści.

 

 

 

 

 

Kraj jest skorumpowany, moralność praktycznie nie istnieje, każdy żyje, jak mu się podoba. Książę (Sławomir Grzymkowski) nie jest w stanie sobie z tym poradzić, postanawia przekazać władzę w ręce namiestnika – Angela (Przemysław Stippa) i zniknąć. Angelo, surowy idealista, wprowadza w państwie ostry rygor, jednakże sam daje się wodzić na pokuszenie. Miota się między fascynacją seksualną a tym, co odczuwa jako misję. Jest zafascynowany władzą i bardzo boi się jej utraty, jednak do pięknej Izabeli (Martyna Kowalik) odczuwa tak wielki pociąg seksualny, że zwalczenie go wydaje się być ponad siły. Czy uda mu się wygrać z popędem?

 

 

 

 

 

Widziałam ten spektakl już chyba cztery razy, jasnym więc jest, że będę chwalić. Właściwie wszystko mi się podoba! Najbardziej aktorzy, chociaż mam kilka osób, które chciałabym pochwalić najbardziej. Martyna Kowalik jest świetna! Ta młoda aktorka wyśmienicie oddaje szczerość, odwagę i siłę swej bohaterki, jest przekonująca i porywająca. Znakomita jest też w innych sztukach, np. w „Niebezpiecznej metodzie”, gdzie gra wspólną pacjentkę Junga i Freuda, ale tutaj jakoś najbardziej łapie mnie za serce. Krzysztof Szczepaniak gra zmiennego, złośliwego Lucja, który tylko knuje, co zrobić, by zyskać to czy tamto i podąża tam, gdzie wieje polityczny wiatr. Istna chorągiewka! Ale jak genialnie przedstawiony! To mnie zresztą nie dziwi, bo uważam tego aktora za jeden z filarów Teatru Dramatycznego, jakiż to jest arcyzdolny człowiek! Talent jak rzadko!

 

 

 

 

 

Kolejny arcyzdolny aktor (tym razem Teatru Narodowego, występujący gościnnie) to odtwórca roli Angela – Przemysław Stippa. Jak on gra rozdartego między pasją a misją namiestnika, cudeńko! Rola dopracowana w każdym calu i w każdej sekundzie, gra całym sobą, jest się z nim całym sercem. Wyśmienicie, jak zawsze! Również Sławomir Grzymkowski jako Książę jest świetny (chociaż jego jak na razie moja ulubiona rola to artysta z „Plastików”), ostatnio zdarzyło mu się sporo pomyłek tekstowych, ale każdemu może zdarzyć się gorszy dzień, generalnie jest to bardzo dobry aktor. Co do spektaklu, to poziom jest bardzo wyrównany, chociaż wszystko jak zwykle zależy od dnia. Agnieszka Warchulska, Łukasz Wójcik, Marcin Sztabiński, Maciej Wyczański… Dużo jest tutaj ciekawych ról drugoplanowych.

Po peanach na część aktorów, muszę też chwalić scenografię. Świetnie zrobiona sala obrad, a jak do tego wyśmienicie rozegrana pod względem ruchu scenicznego! Każde wejście, przejście, każdy krok aktorów świetnie zgrany z całością scenografii, wszystko spójne i przemyślane. Sceny mogą się rozgrywać jednocześnie wielopoziomowo, co dodaje całości dynamiki. Naprawdę wielkie brawa za bardzo udaną, dopracowaną i ciekawą scenografię!

foto by kasia chmura print-5944

Na koniec, jednakże nie pod względem znaczenia, trafia sam tekst. Majstersztyk, no ale czegóż innego można byłoby się spodziewać po Szekspirze! Ale też temat jest jakże uniwersalny – władza, jej mechanizmy i absurdy chyba nigdy się tak de facto nie zmienią. Zmieni się forma, jakieś szczegóły, ale nie meritum. Świetnie ukazuje to, jak rządzący wykorzystują moralność po to, by zdobyć i/lub utrzymać władzę, nieważne, czy sami wyznają głoszone wartości. Populizm, obietnice głoszone pod publiczkę, wykorzystywanie erotyki, by zdobyć to, czego się pragnie, postrzeganie dobra jako zło i zła jako dobra. Prawem jest prawo silniejszego, a moralność… jest czyś względnym. Relatywizm to zresztą klucz tej sztuki, wszystko jest tam płynne, zależy od tego, kto co głosi i kiedy. Świetny, bardzo życiowy i trafny tekst!

To, co dodatkowo zachwyca to ta metaforyka, spektakl jest pełen aluzji, które są dodatkowo wyśmienicie rozgrywane przez aktorów i ruch sceniczny. Bo bardzo ważne jest też, kto, co trzyma w ręku, gdzie stoi, w jakiej pozycji głosi swoje teksty. Pięknie się to wszystko składa w całość! Do tego publiczność zostaje uraczona wstawkami związanymi z polską polityką, dodawanymi w miarę na bieżąco, w większości całkiem trafnymi (jakby nie było mam porównanie z kilku spektakli), za co aktorzy wygłaszający dane teksty nagradzani są najczęściej gromkimi brawami.

foto by kasia chmura print-2722

„Miarka za miarkę” w Teatrze Dramatycznym to naprawdę dobry spektakl, świetnie zagrany, przygotowany scenograficznie, ruchowo, muzycznie, oświetleniowo, generalnie – dopracowany w każdym detalu i spójny. Szczerze polecam, ja będę wracać i wracać!

PS. Swoją drogą to ciekawe, że dwa spośród kilku ulubionych spektakli w Warszawie zrobili Litwini. „Dziady” w wersji Nekrošiusa to perełka, praktycznie odarta z mesjanizmu i ślepego „jesteśmy najważniejsi, najwspanialsi, tylko inni się na nas jeszcze nie poznali”, to przepięknie zrobiony dramat jednostki, jej buntu… Ale nie o tym teraz!

Reklamy

Co z tym fantem zrobić? („Twarz” – Małgorzata Szumowska)

Ci, którzy podążali ze mną przez czasy „Książkowa” wiedzą, ze jestem mało filmowa. Teatr, o tak! Namiętnie i często. Filmy… Czasami i to raczej te mocno wybrane. Kilka dni temu miałam okazję być na premierze „Twarzy”, nowego filmu Małgorzaty Szumowskiej. Gdy po zakończeniu wychodziłam z kina byłam na tak z małym „ale”. Po upływie kilku dni mam więcej mętliku w głowie. Dlaczego?

twarz

Reżyserka zrobiła film zainspirowany historią prawdziwą (jednak ponoć na tyle zmienioną, że nie warto brać prezentowanych reakcji społecznych jako pewnik). W małej wsi żyje sobie heavymetalowiec Jacek (Mateusz Kościukiewicz), wzbudza swym wyglądem i gustami sensację, rodzina chętnie „sprowadziłaby go do pionu”, jedni żegnają się na jego widok, inni wołają za nim „Jezus”. Młody mężczyzna pracuje przy budowie gigantycznego pomnika Chrystusa, w głębi ducha marzy o wyjeździe do Wielkiej Brytanii. Trzyma go tu właściwie tylko miłość do pięknej i przebojowej Dagmary (Małgorzata Gorol).

Pewnego dnia Jacek spada z figury, ulega wypadkowi w wyniku którego lekarze dokonują pionierskiej operacji przeszczepienia twarzy. Wydawałoby się, że wszystko dobrze się kończy, jednak po powrocie do domu okazuje się, że nie tylko dla lokalnej społeczności stał się niesamowitym tworem, karykaturalnym pośmiewiskiem, ale też większość rodziny nie potrafi zobaczyć w nim dawnego Jacka i odsuwa się od niego. Rzuca go też narzeczona. Zostaje mu tylko dziadek i siostra. Biorąc pod uwagę skutki wypadku i przeszczepu oznacza to tak de facto utratę całego dotychczasowego życia.

Jacek (przy pomocy siostry, świetnie zagranej przez Agnieszkę Podsiadlik) próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Leczenie pochłania olbrzymie sumy, system nie wspiera ofiary takiego wypadku, mężczyzna budzi tylko niezdrową ciekawość, znikąd nie dostaje wsparcia. Mamy tutaj zarówno walkę o odzyskanie chociaż części siebie, jak i budowanie nowej tożsamości, radzenie sobie z samotnością i odrzuceniem. Ważkich tematów jest wiele i to jest największy plus tego filmu.

Kolejnymi plusami są wymieniona wyżej trójka aktorów oraz przepiękne zdjęcia Michała Englerta.

twarz2

To, z czym mam jednak duży problem, to poziom krzywego zwierciadła zastosowany w tym filmie. Owszem, rozumiem i akceptuję używanie takiego zabiegu, sarkazm i satyrę zawsze chętnie witam w różnych formach artystycznych. Jednak mam wrażenie, że tutaj zostało to doprowadzone do ekstremum, do poziomu momentami absurdalnego. Przykłady? Prezentowana wieś to chyba najbardziej zapyziała i nie rozwinięta wieś w Polsce, nie ma tam nic nowego, ładnego, sam chaos, brud, nieporządek, ogólny syf. Brak ludzi dobrych, brak ludzi ładnych. Sama mizeria umysłowa, edukacyjna, finansowa, praktycznie nikogo, kto by się wyłamywał. Mieszkałam w maleńkiej wsi, mieszkałam w większej wsi, uczyłam się w średniej, w małym miasteczku, w dużym mieście, od jakiegoś czasu żyję w wielkim mieście i jakoś mi się to z tych perspektyw gryzie. Ten film jest dla mnie zbyt zero-jedynkowy. Może oczekiwałam czegoś bliższego prawdziwemu życiu, a tu mamy tylko zbiór prostaków, pijaków, chamów, rasistów, którzy nad grobem ojca biją się o pole, a dla rozrywki wożą dziecko do Komunii karetą. Czuję wewnętrzną niezgodę na takie prezentowanie Polski. Ale, jak teraz sobie dumam w trakcie pisania, może to mój problem z tą kwestią, a nie problem z filmem…

Druga sprawa – takie reakcje i typy społeczne (oczywiście w bardziej rzeczywistej wersji) można spotkać wszędzie, na wsi, w miasteczkach, miastach i metropoliach. Tylko ewentualnie rozrzedzają się w tłumie. Więc to trochę pójście na łatwiznę. Prościej jest pokazać „zacofaną wieś” i się z niej pośmiać, niż umiejscowić bohatera w dużym mieście, gdzie mógłby go spotkać podobny ostracyzm, ale przecież gryzłoby się to z wizją „wykształconych, rozwiniętych miast”.

Pomijając te moje dwie duchowe rozterki, to warto pójść i przekonać się samodzielnie. Widzę masę zachwytów, widzę też krytykę (chociaż określenia „antypolski” spowodowały u mnie rechot), ja jestem gdzieś pomiędzy. „Twarz” zwraca uwagę na część problemów, jakimi się cechujemy jako społeczeństwo, jednak przede wszystkim porusza bardzo istotne tematy dotyczące tożsamości człowieka, tego, co go identyfikuje, przez co się tworzy i jak się to ma do bycia członkiem różnych społeczności. I dlatego warto go zobaczyć. A czy krzywe zwierciadło wyda wam się zbyt krzywe, czy wręcz idealne, to już sami zobaczycie!

Opowieść o strachu przed miłością („Bent” – Natalie Ringler)

Jest spektakl, który boli. Po którym siedzi się w milczeniu, patrząc na scenę i trawiąc to, co się właśnie obejrzało. Serce płacze pod wpływem emocji, rozum nie chce się zgodzić na to, że tak bywało, a dusza podziwia aktorski majstersztyk, który oglądało się jeszcze chwilę wcześniej.

by_kasia_chmura_print--28

Teoretycznie to nic dla mnie nowego, tematykę, którą porusza spektakl „Bent” w Teatrze Dramatycznym, znam od lat. Swego czasu zaczytywałam się historiami związanymi z obozami koncentracyjnymi, drugą wojną światową etc. Wydawało mi się więc, że idę przygotowana, że nic mnie nie zaskoczy. Jakże się myliłam!

„Bent” zaczyna się w Berlinie, w latach 30. Kluby dla gejów, kabarety, dancingi, przygodny seks, lejący się szampan, wspaniali młodzi mężczyźni. Główny bohater – Max – lubi takie właśnie życie, nie dba o to, że żyje z dnia na dzień, od imprezy do imprezy, z przygodnymi kochankami, nie dbając o przyszłość. Nagle jednak do jego mieszkania wpadają faszyści i tak zmienia się wszystko…

 

 

 

 

 

Martin Sherman ukazał w swym dramacie losy homoseksualistów w czasie wojny. To, jak traktowani byli gorzej od zwierząt, że byli najgorszą kategorią więźniów w obozach koncentracyjnych, jak na nic nie zasługiwali i nic im nie było wolno. Nawet kochać. Pomijając już panujące myślenie, że przecież „ci gorsi od zwierząt nie mają uczuć”, przyjaźń czy miłość była niebezpieczna, łatwo mogła sprowadzić śmierć na obydwie osoby. A przecież to właśnie posiadanie bliskiej osoby mogło chociaż odrobinę uczłowieczyć pobyt w tak przerażającym miejscu. Jaki to straszny dylemat!

Scenografia „Benta” jest bardzo skromna, często mocno symboliczna, a jednocześnie bardzo trafna i działająca na wyobraźnię. Trochę rekwizytów, gra świateł i voila! Z łatwością przenosimy się w kolejne miejsca akcji – z berlińskiego salonu przez klub nocny, pociąg towarowy, aż do obozu. Brawa za tak przemyślaną i dopracowaną prostotę.

by_kasia_chmura_print--15Jednakże tym, co sprawia, że ten spektakl jest tak przejmujący, jest gra aktorów. Wszyscy, oprócz grającego główną rolę Mariusza Drężka, mają po dwie lub trzy postacie do zagrania, z czym radzą sobie bez problemu, są przekonujący. Szczególnie ciekawe role drugoplanowe ma Maciej Wyczański, robi wrażenie. Piotr Bulcewicz, jako obozowa miłość Maxa porusza, mamy nadzieję – przynajmniej przez chwilę – że może im się uda, że los nie będzie aż tak podły!

Jednak to Mariusz Drężek jako Max porywa, to jest jego spektakl! Jego Max jest prawdziwy, od uroczego lekkoducha, birbanta, przez negującego wszystkie uczucia i związki międzyludzkie buntownika, aż do człowieka zrozpaczonego, złamanego, bez nadziei na cokolwiek. Niesamowicie przejmująco ukazał proces odczłowieczania, łamania ducha. Wspaniała gra aktorska, świetnie ukazująca umiejętności tego aktora. To właśnie on sprawił, że po zakończeniu spektaklu siedziałyśmy z koleżanką w ciszy, nie mogąc jeszcze wyjść z sali, potrzebując chwili na ochłonięcie. Taki poziom aktorstwa chciałoby się widywać jak najczęściej!by_kasia_chmura_print--20

To właśnie dzięki aktorom i ich umiejętnościom ten dramat nabiera takiego wymiaru, że zostaje z widzami na długo, w ich sercach i głowach. Co innego wiedzieć o czymś, co innego to widzieć, mało tego, wręcz swoiście współodczuwać. Świetnie zrobione, gratulacje dla obsady i ekipy! Swoją drogą, właśnie w tym spektaklu dane mi było widzieć jedną z ciekawszych scen erotycznych obejrzanych na deskach teatrów. Aktorzy w ubraniach, nie mogąc nawet na siebie spojrzeć, słowami tworzą niesamowitą atmosferę, pełną erotycznego napięcia. To dla mnie kolejny dowód na to, że golizna tak de facto rzadko czemuś naprawdę służy na scenie, często jest w naszych teatrach używana zupełnie bezmyślnie, taki kwiatek u kożucha. Gdy w przemyślanej scenie wystarczy aktor i jego umiejętności. I słowa…

I znowu będę polecać z całego serca! Muszę wybrać w końcu do opisania jakiś słabszy spektakl, bo to się niedługo zrobi nudne. Tak czy siak, „Benta” oglądajcie, bo warto! Życzę Wam, byście też w milczeniu musieli przetrawić to, co się wydarzyło na scenie. I rozmyślać o tym, jak to jest pokochać i zaraz tę miłość utracić.

Fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska, materiały prasowe.

 

 

 

Czego mam się najpierw pozbyć? Miłości czy nienawiści? („Kompleks Portnoya” – Aleksandra Popławska, Adam Sajnuk)

Aleksander Portnoy, lat 33, biały mężczyzna, wychowany w żydowskiej rodzinie. Ciągle poszukujący swojej drogi, swej tożsamości. Od lat nie może pogodzić się ze swym żydowskim pochodzeniem, gardzi ojcem, walczy z nadopiekuńczością matki, jednocześnie nie może się odnaleźć, odciąć się od dziedzictwa. Przyciąga go ono i odrzuca. Jest jednocześnie Żydem i antysemitą. Postrzega swą rodzinę i znajomych jako ograniczonych bałwochwalców, a jednocześnie nie potrafi się od tego odseparować.

Do tego dochodzi brak psychicznej dojrzałości bohatera, jego zafascynowanie własnym ciałem, upojenie seksem, jak również swobodą obyczajów gojek (tak różną od moralności, jaką wpajała mu rodzina). Aleksander przeżywa wewnętrzny konflikt między cielesnością a duchowością, czuje się ograniczony. Nie potrafi odnaleźć własnej życiowej ścieżki, nie wie, jak poczuć się wolnym. Tylko czy tak naprawdę można poczuć się w pełni wolnym?

Portnoy1
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Spektakl powstał w oparciu o książkę Philipa Rotha – „Kompleks Portnoya” i od początku przyciągał tłumy do Teatru WARSawy. Mnie było dane obejrzeć go dopiero niedawno, ale w pełni rozumiem już, dlaczego przez te lata niezmiennie przyciąga widownię. Jest fantastyczny!

Scenografia jest skromna, tworzy zarys domu rodzinnego Aleksandra. Tu krzesło, tam toaleta, gdzie indziej namiastka sypialni, wszystko używane przez aktorów w trakcie spektaklu w bardzo przemyślany i interesujący sposób. Dodatkowo podwójny trójkąt używany adekwatnie do życiowego momentu bohatera – czasami jako obrotówka, czasami jako gwiazda Dawida. Skromne, a jakże efektowne. To wszystko łączy się zgrabnie z przemyślanym ruchem scenicznym i oświetleniem, tworząc spójną całość.

Portnoy2
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Jednak to, co najważniejsze – oprócz genialnego tekstu Rotha – to gra aktorów. O mamuniu!

Po pierwsze – Adam Sajnuk jako Aleksander Portnoy. Muszę być kolokwialna, nie mogę inaczej: o w mordę, co za genialny popis aktorski! Czapki z głów i szampan dla Adama! Nie ośmielę się twierdzić, że to jego rola życia (bo widziałam go na razie chyba w czterech spektaklach), ale jest w tej postaci taka autentyczność, taka naturalność i luz, jakby nie grał, a był swoim bohaterem. Obrazuje Portnoya brawurowo, przez dwie godziny nie można oderwać oczu od sceny śledząc losy tego zagubionego w życiu mężczyzny, zabłąkanego człowieka. Jest w nim jednak masa wdzięku i uwodzicielskiego uroku. Oraz duża doza sarkastycznego humoru jakby rodem z filmów Allena. Charyzmatyczny Piotruś Pan na kozetce u psychoanalityka…

Portnoy3
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Jednak pozostała część ekipy jest również wyśmienita! Monika Mariotti jako nadopiekuńcza matka-kwoka jest niesamowita, niezmiernie wiarygodna, jednocześnie nieziemsko wkurzająca i urocza. Chyba wszyscy znamy takie matki, babki, ciotki… Bartosz Adamczyk jako ojciec Aleksa jest również wiarygodny, marzy by być podporą rodziny, a przez syna jest postrzegany jako przegrany fajtłapa. Wyśmienita jest Anna Smołownik, która najpierw gra siostrę Aleksa, a potem kolejne jego kochanki. Młoda aktorka brawurowo wchodzi w kolejne role, błyskawicznie i z temperamentem przeistacza się z jednej osoby w drugą, ten spektakl to prawdziwy test jest umiejętności. Z którego wychodzi zwycięsko, bawi, wzrusza, irytuje, uwodzi.

„Kompleks Portnoya” w Teatrze WARSawy to cacuszko, dwie godziny uczty, która nie tylko ani przez chwilę nie nuży, ale wręcz widz nie chce, by się skończyła! Porywająca adaptacja, wyśmienite aktorstwo, interakcja z widzem i sporo materiału do przemyśleń. Kim jesteśmy? Co tworzy naszą tożsamość? Jak odnaleźć własną życiową ścieżkę?

Z całego serca polecam! Ja już nie mogę doczekać się kwietniowego terminu, by zafundować sobie powtórkę!

Zmiana. Nareszcie!

Przez długie lata kokosiłam się pod adresem https://ksiazkowo.wordpress.com/, chociaż czułam się nim coraz bardziej ograniczona. Nareszcie, pod wpływem impulsu poprosiłam Mistrza Jana (do niedawna znanego Tramwajarza z Tramwaju nr 4) o pomoc i tak dzięki niemu w jeden wieczór trafiłam pod nowy adres. Adres mój, najmojszy. Dlatego nie przewiduję już migracji. O ile będę pisała, będzie to tutaj. I w końcu nie czuję na duszy ograniczenia „książkowo”, mogę bezkarnie pisać o wszystkim, co mi w duszy gra.

Dlaczego nie własna domena? A po co mi ona? Ten blog to hobby w czystej postaci, żadna „profesjonalizacja blogosfery” , „monetyzacja” itp. itd. Ma być, działać, sprawiać frajdę i tyle.

Jeżeli w ogóle ktoś jeszcze ma gdzieś zapisany mój stary adres – proszę, podmieńcie go na ten właśnie. A może kogoś to nowe otwarcie zachęci do obserwowania? Może też w końcu dzięki niemu wrócę do bardziej regularnego pisania? Trzymajcie kciuki!

Każdy ma w głowie jakąś rzeźnię ("Obrzydliwcy" – Marek Kalita)

Marek Kalita opowiadał przed premierą, że nie chce tego określać wprost, tylko zależy mu na stworzeniu na scenie Przodownika męskiego klubu, trochę jak w filmie „Podziemny krąg” Davida Finchera. To się udało, bowiem otrzymaliśmy zaproszenie do dziwnego, skąpanego w półmroku miejsca, gdzie pękają wszystkie bariery wstydu i upokorzenia. „Obrzydliwcy” w Przodowniku, podobnie jak proza Wallace’a, to wyzwanie do podjęcia na własną odpowiedzialność. Warto zaryzykować.  Dziennik Gazeta Prawna

Muszę się zgodzić z każdym słowem powyższego akapitu. Gdy wchodzimy do sali pierwsze, co rzuca się w oczy, to oszczędna, lekko obskurna i obsceniczna scenografia, intrygująca widza od samego początku. Zapada ciemność, a wtedy na scenę wchodzą oni… Obrzydliwcy.

W ich role wcielają się: Waldemar Barwiński, Mariusz Drężek, Henryk Niebudek, Piotr Siwkiewicz i Sebastian Stankiewicz. Obsada – jak okazuje się w trakcie oglądania – idealnie dobrana i jakże świetna aktorsko!

Spektakl powstał na podstawie „Krótkich wywiadów z paskudnymi ludźmi” Davida Fostera Wallace’a. Książki tej nie miałam okazji jeszcze poznać, ale zdecydowanie mam teraz ku temu motywację! To, co wybrano do scenariusza intryguje, porusza, odrzuca, fascynuje. Na scenie spotkało się pięciu bardzo różnych mężczyzn, przyszli, by uczestniczyć  w sesji terapeutycznej. Oni są pacjentami, zaś terapeutami właściwie jesteśmy my – widzowie. Właśnie takie rozegranie scenariusza dodaje przedstawieniu mocy, gdy słyszymy ich monologi kierowane do nas, nie da się pozostać obojętnym. Pięć niesamowitych historii, pełnych obsesji, fantazji, traum, wewnętrznych konfliktów, różnorakich poszukiwań. Ich głos to często swoiste wołanie o pomoc, gdyż – jak to mówi Mariusz Drężek – „każdy z tych bohaterów ma w głowię jakąś rzeźnię”.

Pisałam wyżej, że aktorsko obsada jest wyśmienita, pora na garść szczegółów. Mam dwa przypadki, które zupełnie mnie podbiły, zachwyt mój nie ostygł, mimo upływu kilku dni.

Pierwszy to Mariusz Drężek w roli Marianny, transseksualisty. Na początku uwagę zwraca oczywiście sam wygląd zewnętrzny, ale gdy aktor zaczyna swój pierwszy monolog z każdą sekundą wciągamy się mocniej w jego opowieść. Jest hipnotyzujący, jak to określiła koleżanka, z którą byłam – magnetyczny, nie można oderwać oczu od sceny. Na początku mocno przerysowany, później wydobywa ze swej postaci niezmierzone pokłady delikatności, wręcz kruchości, wzrusza. A monolog o kobietach i mężczyznach… Cudo! Tak samo zresztą, jak końcowa piosenka, nie zdawałam sobie sprawy, że dysponuje takimi możliwościami wokalnymi. Wyszłyśmy oczarowane!

Drugi zachwyt dotyczy Waldemara Barwińskiego i jego roli nieśmiałego, pełnego nerwic dziwaka, który prawie cały czas się uśmiecha. Fantastyczne dopracowanie każdego gestu, tiku nerwowego, spojrzenia, ruchu, to wszystko zbudowało szalenie wiarygodną postać. Postać, która powolutku odkrywała swe tajemnice, by przywalić widzom między oczy wyjątkowym monologiem, opowieścią rozpoczynającą się w czasach dojrzewania. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, uwierzcie tylko, że był porywający!

Jednak i pozostała trójka aktorów jest wyśmienita! Piotr Siwkiewicz wydaje się być mrocznym sadystą, wręcz psychopatą. Do czasu jednak, gdy odsłoni tajemnicę swej przyszłości. Słuchanie jego monologu wzbudzało dreszcze, bolało. Henryk Niebudek jako wydawałoby się jowialny, dobrotliwy przeciętniak. Jednak myślimy tak tylko do momentu, gdy zaczyna mówić o mrocznych zakamarkach swej duszy. A Sebastian Stankiewicz jako osobliwy konferansjer, swoisty komentator dramatów dziejących się na scenie jest świetny. Momentami niepokojący, obrzydliwy, wręcz obleśny, chwilami przejmujący, jest spoiwem tej opowieści.

Nie jest to spektakl łatwy i przyjemny. Nie jest to spektakl dla każdego, a już na bank nie dla tych, którzy szukają płytkiej, prostej rozrywki. On wymaga uwagi, zagłębienia się w niezbyt miłe miejsca ludzkiej psychiki. Ale jest znakomicie zagrany, ciekawie zainscenizowany, z wielką siłą rażenia, ważnym przekazem. Chciałabym widzieć więcej takich spektakli! Idźcie, oglądajcie, napiszcie, jak Wam się podobało!

Fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska

Spektakl „Obrzydliwcy” wystawiany jest na Scenie Przodownik Teatru Dramatycznego w Warszawie.

Na co do teatru? Podsumowanie roku 2017

dav

Na przełomie roku, gdy napisałam, że w 2017 r. byłam jakieś 90 razy w teatrze, odezwały się głosy, bym opublikowała listę obejrzanych spektakli i napisała, które najbardziej polecam. Długo nie chciało mi się za to zabrać, aż w końcu trafiła się prawie wolna niedziela, podejmuję więc próbę podsumowania. Niepełną, bo części nagłych wyjść (tych, na zasadzie: hej, może skoczymy dzisiaj na wejściówki?) nie mam zapisanych w kalendarzu, więc lista obejmie mniej spektakli, niestety. A pod listą spróbuję wybrać te najciekawsze do zobaczenia.

  1. Pożegnania – Teatr Narodowy
  2. Zofia – Teatr Polonia
  3. Złodziej – transmisja National Theatre Live
  4. Taksówka – Teatr Soho
  5. Romeo i Julia – Teatr Buffo
  6. Anda – Teatr Polski
  7. Sługa dwóch panów – Teatr Dramatyczny
  8. Gogol – Warszawskie Centrum Pantomimy / Teatr Dramatyczny
  9. Prapremiera dreszczowca – Och-Teatr
  10. Madame de Sade – Teatr Narodowy
  11. Wbrew swej woli – Teatr Soho
  12. Ghost town – Teatr Ochoty
  13. Sodoma i Gomora – Teatr Ochoty
  14. Metoda – Teatr Polonia
  15. Boylesque & Burlesque Show – Teatr Druga Strefa
  16. Spacerowicz – online – Ninateka
  17. Matka Courage i jej dzieci – Teatr Narodowy
  18. Tramwaj zwany pożądaniem – Teatr Bagatela w Krakowie
  19. Biała bluzka – Och-Teatr
  20. Klaps! 50 twarzy Greya – Teatr Polonia
  21. Śluby panieńskie – Teatr Narodowy
  22. Ożenek – Teatr 6. piętro
  23. Kordian – Teatr Narodowy
  24. Dziady – Teatr Narodowy
  25. Cesarz Kaligula – Teatr Bagatela w Krakowie
  26. Tartuffe – Teatr Narodowy
  27. Sen nocy letniej – transmisja National Theatre Live
  28. Szczęśliwe dni – Teatr Dramatyczny
  29. Cabaret – Teatr Dramatyczny
  30. Zbójcy – Teatr Narodowy
  31. Tajny Dziennik – Teatr Dramatyczny
  32. Wyspa – Teatr Piesń Kozła – Warszawskie Spotkania Teatralne
  33. Jesus Christ Superstar – Teatr Rampa
  34. Iwona księżniczka Burgunda – Koprodukcja Theatre of Nations (Moscow) i TR Warszawa – Warszawskie Spotkania Teatralne
  35. Harper – Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach – Warszawskie Spotkania Teatralne
  36. Białe małżeństwo – Teatr Narodowy
  37. Tango – Teatr Narodowy
  38. Przyszedł mężczyzna do kobiety – Teatr Mazowiecki
  39. Ruby – Teatr WARSawy
  40. Nasza klasa – Teatr Dramatyczny
  41. Gogol – Warszawskie Centrum Pantomimy / Teatr Dramatyczny
  42. Shirley Valentine – Teatr Polonia
  43. Agua de lagrimas – Warszawskie Centrum Pantomimy / Teatr Dramatyczny
  44. Garderobiany – Teatr Narodowy
  45. W mrocznym, mrocznym domu – Teatr Narodowy
  46. Opowieść zimowa – Teatr Narodowy
  47. Mam tak samo, jak ty – Teatr Trzy Rzecze
  48. Promieniowanie – Teatr Kwadrat
  49. Królowa Margot – Teatr Narodowy
  50. Plastiki – Teatr Dramatyczny
  51. Romeo i Julia – transmisja Comedie Francaise
  52. Gorset – Warszawskie Centrum Pantomimy
  53. City lightsMiędzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  54. Wieczór współczesnej pantomimy – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  55. Lost hotel – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  56. Plan lekcji – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  57. Szkoła błaznów – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  58. Vai vem – Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu / Teatr Dramatyczny
  59. W mrocznym, mrocznym domu – Teatr Narodowy
  60. Kinky boots – Teatr Dramatyczny
  61. We keep coming backSelfconscious Theatre / Teatr Dramatyczny
  62. Szalbierz – Teatr Dramatyczny
  63. Noc żywych Żydów – Teatr Dramatyczny
  64. Konstelacje – Teatr Polonia
  65. Cabaret – Teatr Dramatyczny
  66. Młody Stalin – Teatr Dramatyczny
  67. Słoneczna linia – Teatr Polonia
  68. Miarka za miarkę – Teatr Dramatyczny
  69. Zagraj to jeszcze raz, Sam – Teatr 6. piętro
  70. Pomoc domowa – Och-Teatr
  71. Kotka na gorącym blaszanym dachu – Teatr Narodowy
  72. Pomoc domowa – Och-Teatr
  73. Fortepian pijany – Teatr Narodowy
  74. Marcel – Warszawskie Centrum Pantomimy / Teatr Dramatyczny
  75. Piloci – Teatr Roma
  76. Miarka za miarkę – Teatr Dramatyczny
  77. Gogol – Warszawskie Centrum Pantomimy / Teatr Dramatyczny
  78. Twórcy obrazów – Teatr Narodowy
  79. Pod sennym szerszeniem – Klub Komediowy
  80. Król Edyp – Teatr Dramatyczny
  81. Wzrusz moje serce – Teatr Dramatyczny
  82. 32 omdlenia – Teatr Polonia
  83. Oniegin – Teatr Wielki Opera Narodowa
  84. Weekend z R. – Och-Teatr
  85. Notre Dame de Paris – Teatr Muzyczny w Gdyni
  86. Śluby panieńskie – Teatr Narodowy
  87. Fredraszki – Teatr Narodowy (chyba dwa razy, ale nie mogę znaleźć potwierdzenia)
  88. Iwona, księżniczka Burgunda – Teatr Narodowy

Do tego czytanie performatywne „Dziennika z podróży do Rosji” oraz lekcja teatralna w Teatrze Narodowym. Więcej konszachtów z teatrami nie pamiętam 😉 Ciekawe, o czym zapomniałam?

Nadszedł ten straszny moment – wybór. Trudny, więc porobiłam kategorie! Nie umieszczam na liście jednorazowych występów oraz spektakli, które w międzyczasie zdjęto z afisza.

Poza listami – zawsze warto (jak bardzo warto!) pójść na spektakle Warszawskiego Centrum Pantomimy. Jak widzicie na liście powtarzają się wielokrotnie i powtarzać będą, bo to magia w najczystszej postaci – cudownie przygotowane i zagrane, nie będę się rozpisywać, polecam tylko z całego serca, idźcie i oglądajcie! Mały urywek mych zachwytów znajdziecie TUTAJ. W tej kategorii umieszczę też z rozpędu wszystkie spektakle obejrzane w ramach festiwalu, większość wystąpień cudowna, niektóre genialne, zdecydowanie warto było poświęcić wszystkie te wieczory na ich obejrzenie.

Lista top of the top, czyli spektakle, które oglądałam wiele razy i oglądać będę do momentu zdjęcia z afisza. Poza Shirley, bo to dopiero raz i teraz intensywnie poluję na kolejne:

Lista „świetne, ale nie jest łatwe, zabawne i rozrywkowe”, czyli spektakle, które zachwycają, niektóre nawet miewają zabawne momenty, ale generalnie raczej są gorzkie, pokazują tę szarą czy też wręcz mroczną stronę życia, a jednocześnie są tak dobre, że warto je oglądać:

Lista „lżejsze, ale nie głupie”, czyli spektakle, gdzie bywa gorzko i mrocznie, ale generalnie jest lekko i przyjemnie. Lub wyłącznie lekko i przyjemnie. I również są bardzo dobrej jakości:

  • Kinky boots
  • Śluby panieńskie
  • Notre Dame de Paris
  • Pomoc domowa
  • 32 omdlenia
  • Sługa dwóch panów
  • Konstelacje
  • Piloci

Jak widać: nie wyszły mi listy „top 5”, cóż ja na to poradzę – albo mam za miękkie serce, albo za dużo dobrych rzeczy grają 😉 W każdym razie mam nadzieję, że się skusicie na chociaż kilka z nich. Część można też oglądać online. Miłego oglądania!